Uciekł mi tramwaj. Zresztą, co sobie dzisiaj uświadomiłem, cała historia też zaczęła się od tramwaju z którego wysiadłem przystanek za wcześniej.
Wychodziłem z klatki kiedy przejechał, chciałem na niego zdążyć, dojechać do metra, przeskoczyć na Służew, zasnąć przytulony do kobiety.
Później w rozkładzie jest jeszcze jeden, ale dojeżdża tylko do Ząbkowskiej. Noc, zimno, mokro, ostatni przystanek – Stara Praga, czy może być większy hardkor?
Kiedy to się zaczęło, jechałem na imprezę. Wysiadłem przystanek za wcześnie, ale że zobaczyłem Park Bródnowski, stwierdziłem, że idę na szagę. W końcu dojdę gdzie mam dojść. Mam mapę i GPSa.
Przeszedłem rozjechaną ciężarówkami niby-ulicą, wzdłuż budowy, oświetlony pomarańczowym światłem, na betonowym szkielecie wisiał transparent z czarno-żółtym logo developera.
Tak wybiera się drogę, czasem nawet o tym nie wiedząc.
Tramwaj uciekł, wróciłem, wygrzebałem przywiezione tu pół roku temu vifony, kupiłem je jeszcze do konsumpcji na Stegnach.
Czasem nie można wybrać drogi nawet wtedy gdy w przełożenie zwrotnicy włożyć cały możliwy wysiłek. I jeszcze trochę. Drzwi pozostaną zamknięte i nigdy już nie będziesz wiedział czy ktoś za nimi był, czy tylko echo grało. A cztery lata później źle wysiądziesz z tramwaju i tylko dlatego mieszkanie kupisz tu a nie gdzie indziej.
Później pól roku walki z oporem materii przy urządzaniu. Pierwsza noc tutaj, prawie dokładnie pół roku po odbiorze kluczy.
Trzeba nadmuchać materac.
No Comments