Audiencja.

W klu­bie jest ciemno, ogłu­sza­jąca muzyka, tłum. Wcho­dzę do bocz­nej sali, scho­dami na pię­tro. Elż­bieta sie­dzi w rogu, tyłem-bokiem do sali. Obok niej na krze­śle zna­joma. Pod­cho­dzę się poże­gnać, w tym momen­cie zna­joma zrywa się, żegna się pospiesz­nie i wycho­dzi. Elż­bieta zapra­sza mnie na zwol­nione krzesło.

Zaczyna się roz­mowa dawno nie widzia­nych zna­jo­mych, co u mnie, co u niej. Ja miesz­ka­nie i praca, to bar­dzo wygodne wyja­śnie­nie tego, że się nie bywa, nie jeż­dzi i nie uczest­ni­czy. Elż­bieta i jej oto­cze­nie stwo­rzyli spore wyda­rze­nie kul­tu­ralne, naj­waż­niej­szą bran­żową nagrodę lite­racką, która w końcu prze­bila się nawet do mediów main­stre­amo­wych, to wiel­kie osią­gnię­cie. Ale cią­gle ktoś jest prze­ciw, ktoś pluje, tego kto­sia ktoś podjudza.

Wcze­śniej tego dnia zapy­tała mnie, czemu prze­sta­łem się poja­wiać na bran­żo­wych impre­zacj, nie umia­łem odpo­wie­dzieć, po pro­stu coś pękło, coś się skoń­czyło. I kiedy znowu wcho­dzę w gęstą atmos­ferę kon­wentu, uświa­da­miam się co. Nie mogę już znieść tych wojen, o to kto co kiedy powie­dział i nie prze­pro­sił, i dla­czego środo­wi­sko go tole­ruje. Dru­gie strony też mają swoje racje i swo­ich zwo­len­ni­ków, a mnie mierzi robie­nie poli­tyki z solid­nego, zwy­czaj­nego eskapizmu.

W końcu żegam się, wstaję, scho­dzę na dół, zamie­niam kilka słów z Tekla­kiem, podaję na poże­gna­nie kilka rąk, odbie­ram z szatni kurtkę i kask, wycho­dzę, odpi­nam i odpa­lam maszynkę. Nie piłem, ale reak­cje mam mięk­kie, dopiero po chwili zimne powie­trze szu­miące w kasku odświeża mi zmy­sły. Trze­cia w nocy, puste mia­sto, zimno prze­bija się nawet przez moto­cy­klowe spodnie z gru­bej, mięk­kiej skóry.

I jadąc, nie mogę prze­stać się zasta­na­wiać, czy ta ostat­nia roz­mowa to byla roz­mowa dawno nie widzia­nych zna­jo­mych, czy audien­cja mająca mi przy­po­mnieć, komu jestem winien lojal­ność, gdy­bym chciał wró­cić na łono rodziny.

10 Comments

  • witek wrote:

    uni­ver­sity poli­tics are vicious pre­ci­sely because the sta­kes are so small.” — henry kissinger.

  • Gooble gob­ble, gooble gobble!

  • Alex wrote:

    @m: you lost me?

  • ghoti wrote:

    Ten wpis czyta się jak opo­wia­da­nie Dicka urwane w połowie.

    W każ­dym razie teza: „Nikt z two­ich zna­jo­mych nie roz­ma­wia z tobą ot tak, żeby poga­dać, każdy reali­zuje jakiś ukryty cel” wpro­wa­dzona w pierw­szej poło­wie jest bar­dzo kla­syczna. Pozo­staje cze­kać na drugą połowę, gdzie oka­zuje się, że kon­flikt Elż­biety i jej adwer­sa­rzy to tylko zmyłka odcią­ga­jąca uwagę od ich wspól­nego spi­sku prze­ciw auto­rowi tekstu.

  • Alex wrote:

    Ghoti, nie będzie dru­giej czę­ści bo opi­suję to co się zda­rzyło. A sko­ja­rze­nie z Dic­kiem, cóż, nie takie było wra­że­nie które opi­sy­wa­łem, ale to już kwe­stia warsztatu.

  • ghoti wrote:

    W tym porów­na­niu cho­dziło mniej wie­cej o to: każde znane mi środo­wi­sko, nie­jako z defi­ni­cji ma swoje kłót­nie i podziały (wyją­tek sta­nowi chyba tylko środo­wi­sko strze­lec­kie, ale to dla­tego, że wszy­scy jed­no­czą się prze­ciw wspól­nemu wro­gowi tzn. poli­cji, która im nie wydaje pozwo­leń) i już od indy­wi­du­al­nego podej­ścia zależy, co się z tym zrobi. Można przy­jąć ist­nie­nie takich epi­zo­dów do wia­do­mo­ści, po czym olać i zająć się cie­kaw­szymi spra­wami, a można się nimi przej­mo­wać — tu ele­ment dic­kow­ski — uznać je za cen­tralny ele­ment wszyst­kiego i nada­wać im wię­cej zna­cze­nia, niż na to kie­dy­kol­wiek zasługiwały.

    Oczy­wi­ście, nie znam za dobrze środo­wi­ska fan­ta­stycz­nego, więc mogę się mylić.

  • @wyjątek sta­nowi chyba tylko środo­wi­sko strze­lec­kie, ale to dla­tego, że wszy­scy jed­no­czą się prze­ciw wspól­nemu wro­gowi tzn. poli­cji, która im nie wydaje pozwoleń

    Serio? A nie ma nurtu „a nam wystar­czą wia­trówki, spier­da­laj­cie psychole”???

  • Rodzina przy­po­mni o sobie w swoim cza­sie i na swój spo­sób. Pew­nego razu znaj­dziesz w łóżku głowę konia, errr… kie­row­nicę skutera.

  • Elżbieta wrote:

    Prze­pra­szam, że zakłó­ci­łam Twój spo­kój i ide­alny świat. Nigdy wię­cej tego nie zro­bię. Żegnaj. Elżbieta

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *