W ramach urlopu poszedłem do M-piku kupić „Ciche dni i Nową Fantastykę, bo tam artykuł Jacka Dukaja o polskim rynku książki fantastycznej. Odruch z poprzedniego życia. Kupiłem, przeczytałem. Artykuł fachowy i dość niszowy, bo to analiza polskiego rynku książki fantastycznej. Z literackiego i biznesowego punktu widzenia.
Metauwaga, znalezienie internetowej wersji części materiałów z NF (w których i tak wzmiankowanego artykułu nie ma) zajęło 15 minut google-fu wspieranego archiwum pamięciowym (kto kiedy o tym wspominał i jak i z czego się wtedy nabijał. Bo na oficjalnym serwisie słabiutko.
Po czym o tym artykule blognął Rafał A. Ziemkiewicz, znany publicysta, lanser medialny i pisarz:
Internetowa lista dyskusyjna SF-F to od dawna kilka znudzonych sobą osób, wymieniających uwagi na temat hamburgerów i kebabów, oprocentowania w bankach, wychowywania dzieci, kaczorów, a głównie wyższości jednego programu komputerowego nad drugim – fantastyka pojawia się w tej paplaninie już niemal wyłącznie w kontekście umawiania się na fandomowe imprezy.
[Dlaczego na salon24 nie ma trackbacków?]
Gwoli wyjaśnienia, RAZ przwinął się przez SF-F kilkakrotnie metodą Vietcongu („hit and run ): rzucał parę akapitów tekstu po czym nie podejmował polemiki. Co oczywiście nie przysłużyło się jego popularności w lokalnym TWA.
Cóż mogę o tym TWA powiedzieć, oprócz tego że sam do niego należałem? Siedziałem tam jakieś 10 lat, napisalem trochę ponad 14 tysięcy postów, czyli 2/3 tego co napisałem na newsy. Spłodziłem też jedno FAQ, które do polskiego Usenetu wprowadziło pojęcie plonka.
A co nie o mnie? SF-F była (i poniekąd chwilami ciągle bywa) taką internetową „Ziemiańską , można się przejść po jakimś większym media storze i pokazywać nazwiska ktore się przewinęły przez grupę: Dorota Terakowska, RAZ, Orliński, Dukaj, Brzezińska, Tomasz Minkiewicz (Wilq/Wyprawa na ciemną stronę słońca), Michał Chaciński i w ogóle pierwsza załoga Esensji została wyciągnięta stamtąd. Tłumaczy tam piszących nie zliczę, chociaż palmę pierwszeństwa ex aequo dzierżą Piotr W. Cholewa, Piotr Staniewski (a obaj matematycy) i Paulina Braiter. Pracowników słowa mniejszego sortu przewinął się legion.
Druga rzecz: pomimo swojej elitarności, SF-F była/jest medium bardzo egalitarnym, dyskutować może każdy, pod warunkiem, że będzie się trzymał pewnych standardów w dyskusji. Nie są to standardy (niestety) przestrzegane w 100%, no ale nawet Orliński potrafi czasem dyskutować z sensem. Dyskusje są agresywne, ale jak to powiedział Serafin w „Matrix: Reloaded :
You do not truly know someone until you fight them.
Co na realia Usenetowe, przekłada się na: nieważne kim jesteś, ważne jak napierdalasz. Na przykład Dorota Terakowska obraziła się kiedy na stwierdzenie, że pieprzy głupoty o wydaniach Stephena Kinga w Polsce (w/w głupoty wypunktowane przez tegoż Kinga tłumaczkę), jako kontrargumentu nie przyjęto stwierdzenia, że jest uznaną artystką z kręgów piwnicy pod bananami(!), a więc na pewno ma rację!
No jak można było tak potraktować uznaną artystkę, no jak?
(Normalnie. Nosem.)
Pięknie to zostało wydrwione przez Tomasza Minkiewicza w odcinku Wilq’a o znanej krakowskiej artystce z tradycjami w tramwaju. Wybaczcie kryptyczność (SF-F-owy neologizm), ale cokolwiek więcej zdradzi pointę.
A artykuł Jacka dobry chociaż mało wesoły. Bo aktualna sytuacja na rynku polskiej książki popularnej jest super. A ja nie mam co czytać.
Tomasz Minkiewicz? To był TEN Tomasz Minkiewicz? Myślałem, że to przypadkowa zbieżność nazwisk.