Nie jestem w stanie oglądać sytuacji, nawet fikcyjnych w filmach, w których ktoś robi z siebie durnia, nieświadomie.
Z „Borata” nie wyszedłem, ku własnemu sporemu zdziwieniu, chociaż może właściwsze byłoby najpierw zapytanie po co na ten film poszedłem.
Otóż mam taką Schadenfreunde, że lubię patrzeć jak obywatele najwspanialszego narodu na świecie wychodzą na durniów. Przy czym nie jestem zwolennikiem poglądu, że Ameryka jest kiepska, bo „Amerykanie są głupi i pieprzą się w samochodach”.
Owszem, przeciętnie nie są przesadnie mądrzy. Bo mogą. Mają fachowców co będą ich leczyć, łupić mniej szczęśliwe kraje aby utrzymać niskie ceny surowców strategicznych na których opiera się Amercian Way Of Life, oraz budować wirtualne światy do podbicia.
Efraim Kishon napisał kiedyś, że Izrael to kraj, z którego dowolnego punktu można w ciągu pół godziny dostać się nad morze, albo do arabskiej niewoli. Nam w .pl jest bliżej do tej sytuacji, niż do światopoglądu mieszkanców Festung Amerika, i dlatego nie rozumiemy, że można przeżyć całe życie nie wyściubiając nosa z Teksasu.
A potem ktoś im robi Pearl Harbour.
Boratowi jakoś szczególnie wkręcić Amerykanów się nie udało. Kowboj z Teksasu mówiący Boratowi żeby zgolił wąsy bo wygląda jak terrorysta wkręcił się sam. Facet w sklepie z bronią uprzejmie potakiwał i próbował sprzedać swój towar, a myślę że miał gorszych klientów niż zjeb probujący kupić coś do obrony przed „żydem”.
I tak reasumując to na idiotę najbardziej wyszedł Borat, a może nie Borat, tylko Sacha Baron Cohen.
I to nawet nie, że taki rodzaj humoru mi nie leży, tylko sytuacja kiedy facet próbuje otoczenie sprowokować, a otoczenie omija go wyuczonymi chwytami izolacyjnymi, nie jest zabawna, bo z czego się tu śmiać?
W zasadzie jedynymi osobami z którymi Borat się dogadał, byli pijani studenci.
{ 1 } Comments
Schadenfreude, bez n.
Z pedałami też się całkiem nieźle dogadał, nie uważasz?
Post a Comment