Rotring Art Pen.

Skrzy­żo­wa­nie Puław­skiej, Wał­brzy­skiej i Alei Lot­ni­ków to taki mój locus ter­ri­bi­lis.

Pra­wie dokład­nie dwie godziny temu sze­dłem od metra. Prze­chwy­cił mnie jesz­cze zanim pod­sze­dłem do świa­teł. Nie chciał wysę­pić papie­rosa, na co na początku wyglądało.

Smutny, krótko ostrzy­żony facet, chyba młod­szy ode mnie. Owalna twarz, zarost.

Wycią­gnął z kie­szeni pudełko, pokrę­ci­łem głową. Nie chcia­łem, nie było mi potrzebne. Powie­dział, że jest arty­stą, alko­ho­li­kiem i potrze­buje pie­nię­dzy, na trzy czy cztery piwa. Ale to powie­dział, kiedy już dałem mu pie­nią­dze. Nie wiem do końca czemu zgo­dzi­łem się to kupić. Nie dla oka­zji do gesze­ftu i nie dla­tego, że przed­miot był mi potrzebny.

Ale coś w sobie miał. Jakąś arty­styczną lek­kość. I lek­kie wygię­cie mato­wego bla­sza­nego etui, mówiące, że ma jakąś historię.

Wra­ca­łem z Bródna, nawet byłem nie­zbyt zado­wo­lony, że zdą­ży­łem na tram­waj. Gdyby mi uciekł, miał­bym powód, żeby wycią­gnąć z garażu maszynkę, dzi­siaj było na tyle cie­pło, że jadąc nie zmar­zł­bym na kość. A bar­dzo mi bra­kuje jeżdżenia.

Prze­je­chał­bym spo­koj­nie przez mia­sto, wymi­ja­jąc tak­sów­ka­rzy, chla­piąc wodą z kałuż w dziu­rach. Naj­bar­dziej lubię jeź­dzić w nocy, kiedy jest pusto.

I zapusz­czony pla­styk szu­ka­jący kogoś komu można opchnąć narzę­dzie pracy żeby mieć na cztery piwa, byłby tylko cie­niem na chod­niku, zauwa­żo­nym w prze­lo­cie kątem oka.

Rotring Art Pen

No Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *