Dzisiejsza notka miała być o czym innym, o cukierni koło cmentarza, która zawsze była zamknięta kiedy szliśmy na grób dziadka i nigdy nie udało się tam zjeść ciastka — aż do dzisiaj (niedobre było).
Ale Jakub zalinkował, że lemowski Google Doodle, to dzieło Marcina Wicharego, zajrzałem na stronę, a tam bardzo lemowskie opowiadanie o „Edenie”, a właściwie o kompozytorze, który nagrywa ścieżkę dźwiękową no nieistniejącej ekranizacji „Edenu”. Pierwsze skojarzenie — szkoda, że „Głos Lema” już wyszedł, to króciak, ale świetnie by się wpasował.
A drugie skojarzenie jest takie, że strasznie, (potwornie!) mam ochotę tego posłuchać (przekład mój):
- W obliczeniach był błąd
- Wyzwolenie
- Fabryka
- „Jeszcze nigdy nie byłem taki szczęśliwy”
- Wizyta
- Cmentarz
- Dwa miasta
- Bitwa
- Trzeci kontakt
- Dublety
- „Oni nie odejdą”
I to jeden z tych momentów, kiedy żałuję, że jestem człowiekiem słowa i nie potrafię tego sam skomponować.
Alex, totalnie zasmutkowałeś mi dzień… bo to jest IDEA, ale też — w tym życiu nie dam rady. Hm, ale może znam kogoś, kto dałby, i nawet Lema lubi… więc #jestsłabyplan