Pocztówki z Edam

Chcę zoba­czyć Holan­dię, nie wie­lo­na­ro­dowy Amster­dam, nie owi­nięty wokół portu Rot­ter­dam, pada na Edam. Kiedy tam jadę, roz­po­ga­dza się. Odnaj­duję dro­go­wskaz na cen­trum, wcho­dzę w wąskie uliczki. Tro­chę to przy­po­mina nie­miec­kie mia­steczka. Prze­jeż­dża samo­chód, scho­dzę na jezd­nię, zastę­puję drogę rowe­rzy­ście, jakie­muś pie­szemu, ktoś rzuca ostrym tonem „sztu­pid fak!”. To przez te buty, biorą mnie za Angola.

Mapa w tele­fo­nie napro­wa­dza na cen­tralny ryne­czek, który oka­zuje się gar­bem pla­cyku na grzbie­cie pły­ną­cego przez mia­steczko kanału. Sklep z serami, to TEN Edam, jakiś sklep z pamiąt­kami. Wycho­dzi słońce i obraz robi się jak z pocztówki.

Edam

Ruszam wzdłuż kanału, po jed­nej stro­nie zapar­ko­wane pod wymu­ska­nymi dom­kami samo­chody, z dru­giej strony kanał, traw­nik i łodzie. Po kil­ku­set metrach mia­steczko się koń­czy, wzdłuż kanału brzydki teren prze­my­słowy, gdzieś tam jest morze. Zawra­cam i pano­rama jed­na­ko­wych dom­ków w zacho­dzą­cym słońcu nagle robi się smutna i po kal­wiń­sku ponura. Tro­chę bra­kuje pol­skiego cha­osu kolo­ro­wych reklam.

Edam

Wra­cam do minia­tu­ro­wego cen­trum, sklepy się zamy­kają. Kupuję pocz­tówki, na idą­cej w dół uliczcę odnaj­duję mały bar. Biorę kie­lich gorz­kiego piwa i sia­dam przy sto­liku w kącie, wycią­gam dłu­go­pis i notes. Czas wypi­sać kartki i zapi­sać myśli. Gdzieś tu widzia­łem skrzynkę.

5 Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *