Pierwszy raz.

Zaczyna się od przy­go­to­wań, szu­ka­nie myszki, pod­cią­gnię­cie Ether­netu, twarda pod­kładka pod lap­topa. W końcu reboot.

Pierw­sze roz­cza­ro­wa­nie jest z mojej winy, nastrój rado­snego ocze­ki­wa­nia pęka, kiedy ścią­gnięty wcze­śniej plik nie chce się uru­cho­mić. Następne ścią­ga­nie to cała noc.

Śred­nio raz na rok kupuję CD Action, zoba­czyć co się dzieje na tym rynku, tro­chę też w nadziei, że będzie mi się chciało grać w coś co zamie­ścili na płytce. Na szczę­ście mam ostatni numer, na pły­cie jest ścią­gnięty klient. Pra­wie godzinę szu­kam płytki. Odpa­lam insta­la­cję, reje­struję konto.

Pierw­szy dyso­nans, w opcjach na stro­nie WWW na którą mnie kie­ruje, nie ma czter­na­stu dni próby za darmo, o któ­rych wiem z róż­nych źródeł. W końcu odwo­łuję się znowu do gaze­to­wej płytki. Fla­showe menu prze­rzuca mnie na stronę, dającą mi pierw­szą działkę za darmo.

Wcho­dzę.

I znowu prze­rwa­nie, bo trzeba docią­gnąć aktualizację.

Intro­duc­tion movie, opo­wia­da­jący histo­rię upa­dłych impe­riów. Jak wielką opo­wieść można poka­zać stroną tek­stu i pię­cioma grafikami!

W końcu — sta­cja. Pośrodku — „ja” — mój statek.

Włą­cza się stat­kowa AI, nauczy mnie posłu­gi­wa­nia tym wszystkim.

W nauce docho­dzę do punktu kiedy mam coś kupić gdzieś daleko. Coś jest nie tak, przez chwilę mam pięć tysięcy kre­dy­tów, przez chwilę, nic, i znowu pięć tysięcy. Kupo­wa­nie w innym sys­te­mie nie działa. To nisz­czy wra­że­nie zanu­rze­nia, ten ja żyjący na Ziemi w 21 wieku wie co się dzieje. Sia­dła repli­ka­cja mię­dzy kopiami bazy, w jed­nej kopii mam 0, w dru­giej 4900, zależy na którą trafię.

Prze­ry­wam naukę i idę spać, jest trze­cia w nocy.

Następ­nego dnia jest lepiej, wszyt­sko działa, wyprze­dzam tro­chę kurs, kupuję lep­szą broń, zaczy­nam ćwiczyć umie­jęt­no­ści, zaczy­nam latać, w końcu mam dostęp do wszyst­kich funk­cji i dostaję misję, póż­niej drugą, trze­cią. Kupuję sta­tek, drugi.

Wpa­dam w auto­ma­tyzm. Agent, misja, loka­cje, auto­pi­lot, skok, skok, ekrany, zna­leżć cele, podej­ście, broń. Po zestrze­le­niu osłony, celem oka­zuje się mały habi­tat. Zamie­ram z ręką na ste­ro­wa­niu bro­nią, ta rzecz tak piękna pod obcym słoń­cem, a ja mam ją zniszczyć.

Here’s what I want to do. I want to go into a Quake® death­match. And I want to strip down to a loinc­loth, sit down on the floor with a beg­ging bowl, and call after the luna­tics with the pla­sma guns as they flee past me, say­ing, “It is all sam­sara, it is all illu­sion, my friend — for truly it is, pixels on a screen. “Reject the fle­eting temp­ta­tions here, what pro­fi­teth you ano­ther kill? There is ano­ther path.

And I want him to turn, think twice — and then I will smile bene­vo­len­tly as he tos­ses a roc­ket my way, blows me to my rein­car­na­tion as my peace­ful self — and he runs on, and kills and kills again, quad damage, armor, ano­ther clip, heal and heal and blammo to the floor — until finally he turns, lays down his gun, and sits by me, asking me to teach. And then one by one, the play­ers shall gather by me, sit­ting, assu­ming the lotus posi­tion, touching the gro­und in the earth-witness gesture, let­ting their tho­ughts still, con­tem­pla­ting that strange Quake sky as it stre­ams over­head, peace­ful, in unity, trans­for­ming this one, small, cyber­re­alm of unen­ding war and may­hem into harmony.

Sigh.

Right.

I wanna be a sho­oter bhod­di­sa­tva, baby.

Man, I am so full of shit.

Ręka naci­ska kla­wisz i habi­tat ginie w kuli ter­mo­nu­kle­ar­nego ognia. Zapła­cono mi za to.

W końcu gubi mnie rutyna. Na szczę­ścię nie ginę, tracę sta­tek z zawar­to­ścią ładowni. Dobrze, że nie sprze­da­łem poprzed­niego. Inne misje, lecę na wycieczkę po regio­nie, wra­cam. Zro­bię jesz­cze jedną i spać. Oka­zuje się, źe celem jest kilka kosmicz­nych insta­la­cji. Kon­czy mi się amu­ni­cja, a naj­bliż­sza jest dostępna osiem sko­ków stąd. Logout i spać. Ziem­skie niebo już niebieszczeje.

Ostat­nią myślą wstaję, włą­czam się jesz­cze na chwilę, usta­wiam tre­no­wa­nie umie­jęt­no­ści które skoń­czy się jutro, a raczej dzi­siaj jak się obudzę.

Stra­ci­łem MMORPG-owe dzie­wic­two. Inten­sywna noc z EVE.

One Comment

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *