[poprzedni odcinek jest tutaj]
Tu jeszcze wrócę do rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy powiedziałem, że Linuxem zajmuję się od 1996 minister zapytał czy ma po co mnie przepytywać z Linuxa. Powiedziałem „jeśli pan chce”. Miałem szczęście, że nie zapytał, ale o tym miałem dowiedzieć się póżniej.
Po rozmowie kwalifikacyjnej przyszedł mail, znowuż od p. Czaplickiego, informujący o byciu przyjętym, dacie rozpoczęcia kursu, i formie w jakiej będzie prowadzony (trzy miesiące po 3 godziny zegarowe dziennie, pięć dni w tygodniu, zakończenie egzaminem). Pierwszego dnia stawiliśmy się punktualnie, na wartowni wydano nam przepustki klasy „Gość CPD” i ustawiliśmy się na korytarzu pod gabinetem Ministra (tak będę go nazywał w dalszym ciągu tej opowieści). Po dłuższej chwili wpuszczono nas do sali konferencyjnej.
Dygresja: rzecz cała dzieje się na ulicy Pawińskiego, w budynku typu „Lipsk” pamiętającym jeszcze czasy tzw poprzedniego ustroju. Dobrze pamiętającym. Sala konferencyjna znajdująca się bezpośrednio przy gabinecie sekretarza staniu MSWIA w randze wiceministra była w standardzie jednogwiazdkowym. Kiepsko działająca podwójna tablica samościeranla (nie pamiętam czy przesuwanie na prowadnicach działało), wyrażnie wiejąco-cieknące okna, modularny stół konferencyjny będący w tej sali od nowości i postkomunistyczna wykladzina. A wszystko przesiąknięte kwaśnym odorem starej, brudnej boazerii którą pokryto ściany.
Minister wygłosił wykład inauguracyjny, który był także rejestrowany na video, ale w sieci nie zostało ono udostępnione mimo składanych podówczas deklaracji.
Po przemówieniu i niewielkiej sesji dyskusyjnej, nastąpił pierwszy zgrzyt, okazało się, że agenda kursu nie jest dostępna, ale za to poszliśmy na wycieczkę.
W początkowej fazie szkolenia wycieczek było kilka: Centrum Personalizacji Dokumentów (robiąca wrażenie fabryka dowodów i paszportów), biuro obsługi Centralnego Banku Danych PESEL (smutno wyglądające pokoje biurowe kompletne z czajnikami elektrycznymi i spiżarką na szafce, jak w kwesturze UW, mogliśmy sobie obejrzeć nasze kartoteki w PESEL-u), no i sama serwerownia.
Wycieczka do serwerwoni PESEL-a robiła wrażenie, zejście do piwnic budynku, wejście do pierwszej strefy bezpieczeńtwa, tu przejął nas jeden z administratorów, wygłosił krótkie wprowadzenie, zaznaczył, że wchodzimy do strefy bezpiecznej chronionej specjalnymi środkami.
Wprowadzono nas do małego korytarzyka. Ciemnawo, ciasno (TEMPEST ma swoje prawa), na ścianie czytnik geometrii dłoni z klawiaturą do PIN, obok drzwi.
Otwarte i podparte zwyczajnym, metalowyn krzesełkiem, żeby się nie zatrzaskiwały.
{ 1 } Comments
A to Polska właśnie…
{ 1 } Trackback
[...] odcinek jest tutaj, spis treści [...]
Post a Comment