Stracić trzecie oko.

[od bar­dzo dawna mi się kisiła ta notka, aż wresz­cie dys­ku­sja u WO sprowokowała]

Trze­cie oko o które mi cho­dzi, zgod­nie z tra­dy­cjami mistycz­nymi, to oko do odbie­ra­nia simulakrum.

Obej­rza­łem ostat­nio po raz któ­ryś, dzieło pol­skiej kine­ma­to­gra­fii pod tytu­łem „Nie ma moc­nych ; połowa mojej rodziny jest z Kre­sów Wschod­nich więc „Sami swoi to film będący DZIEDZICTWEM.

Chwi­lami nawet śmieszny, tzn tak długo jak długo wytrzy­muje prze­ko­na­nie, że to nie jest na serio. Bo kiedy nagle zacznie się odbie­rać sytu­ację na serio i przy­łoży do niej kry­te­ria z realu to prze­staje być zabaw­nie. A jesz­cze bar­dziej w dwójce (tj w „Nie ma mocnych ).

Jest oto oby­wa­tel Paw­lak, będący małym domo­wym tyra­nem, będzie kła­mał, mani­pu­lo­wał, wykrę­cał kota ogo­nem, kradł i zrzu­cał odpo­wie­dzial­ność na innych — byle dopiąć swego. A cały film jest nakrę­cony tak, że jemu kibi­cuje publiczność.

Będąc sce­na­rzy­stą, można oczy­wi­ście napi­sać sytu­ację czy postać abso­lut­nie pozy­tywną, w „Nie ma moc­nych jest to młody mecha­ni­za­tor rol­nic­twa z któ­rym wnuczkę swa­tają Kar­gul i Paw­lak. Ale taka postać będzie kom­plet­nie nie­rze­czy­wi­sta, papie­rowa i będzie mówić tek­stami w rodzaju „postę­powi nie ma co dawać kontry .

Oglą­da­nie try­umfu czy­jejś dys­funk­cji (w wypadku Paw­la­ków i Kar­gu­lów, gru­po­wej), mnie nie bawi.

Będąc TFUrcą, można oczy­wi­ście usta­wić sytu­ację bar­dzo pozy­tyw­nie, oto mamy jakiegoś/jakąś roz­śpie­wane, roz­tań­czone łajno świata, po czym nagle magiczny błysk, i oto nikt staje się naj­waż­niej­szą osobą w spo­łecz­nym wszech­świe­cie, albo­wiem ma Dar (fizyczny, psy­chiczny, bądź fizjo­lo­giczny) który trzeba wykorzystać/zrealizować/rozwinąć/wrzucić do wulkanu.

Fan­ta­styka, opi­su­jąc takie histo­rie sama zamyka się w get­cie takiej emo­cjo­nal­nej mastur­ba­cji, lite­ra­tura zaś nie jest o Darach, lecz o rela­cjach mię­dzy­ludz­kich. A jaka naprzy­kład rela­cja (poza ewen­tu­al­nymi nie­uświa­do­mio­nymi cią­go­tami homo­sek­su­al­nymi, w końcu jest to lite­ra­tura Impe­rium Bry­tyj­skiego) jest mię­dzy Fro­dem i Boromirem?

Jeśli zna­cie kogoś, za kogo ktoś oddał życie (w sen­sie bez­po­śred­nim a nie prze­no­śnym), pro­szę to wpi­sy­wać w komen­ta­rzach. Ja na szczę­ście nie znam.

Dla­czego Wil­liam Gib­son jest twórcą mito­lo­gii 21 wieku, mito­lo­gii cyber­prze­strzeni — bo opi­sał wir­tu­al­ność? Nie! Jest nim dla­tego, że pierw­szy opi­sał pogardę dla realu, symu­la­krum jako nar­ko­tyk. „Ciało to mięso.

Obej­rza­łem kie­dyś pol­ski film wg prozy Kata­rzyny Gro­choli. Ja mam duży sza­cun do utrzy­mu­ją­cych się z pisar­stwa, bo to ciężki kawa­łek chleba, ale fabuła tego filmu była jedną wielką sesją emo­cjo­nal­nej mastur­ba­cji. Dla kobiet.

Szło to tak: kobietę koło czter­dziestki pra­cu­jącą w jakichś chyba mediach, zdra­dza mąż, z — oczy­wi­ście — młod­szą, rudą czy blon­dynką. Roz­wód, totalny roz­pad usta­lo­nego życia. Boha­terka zbiera się do kupy, buduje pod War­szawą dom, który na dzi­siej­sze ceny kosz­to­wałby ze dwa mega razem z działką (o ile pamię­tam nie pada ani słowo o źródłach finan­so­wa­nia), następ­nie na para­pe­tó­wie wyrywa na depi­la­cję bra­zy­lij­ską naj­przy­stoj­niej­szego faceta, z któ­rym przy­szła brzydka kole­żanka. Nowy zwią­zek kwit­nie, eks-mężowi młoda ruda czy blon­dynka narze­czona rodzi cudze dziecko więc ten poja­wia się u swo­jej byłej z bukie­tem kwia­tów w celu prze­pro­sin, i dostaje popi­so­wego kopa. Napisy.

W sumie naj­po­zy­tyw­niej­szym ele­men­tem filmu było pro­pa­go­wa­nie idei gole­nia bobrów.

Pomi­jąc, że to film, też nie uwa­żam tego za lite­ra­turę, nie ma tam nic praw­dzi­wego. Ale nie potę­piam autorki, bo a) tak pisać też trzeba umieć, b) it pays the bills c) napi­sała też ksiąźkę o realu, też nie­zbyt ory­gi­nalną, ale wyszła poza swój tar­get. Bar­dzo się cie­szę na miny czy­tel­ni­czek które po tym kupiły sobie „następną Gro­cholę a dostały opo­wieść o prze­mocy w rodzinie.

Ale jak się rozej­rzeć po lite­ra­tu­rze, a sze­rzej, kul­tu­rze, to z takich emo-pornosów składa się więk­szość main­stre­amu w dowol­nej dzie­dzi­nie twór­czo­ści fablu­lar­nej, może poza muzyką, muzyka jest bez­po­śred­nio o emocjach.

Ale lite­ra­tura, kino, komiks, są albo o tym, jak ludzie gonią czło­wieka, jak jest chu­jowo i jak to by to było zaje­bi­ście gdyby, o tym albo o dys­funk­cjach. Happy people have no stories.

Jesz­cze są seriale i gry kom­pu­te­rowe, tu jest jesz­cze tak, że twórcy mogą mody­fi­ko­wać swoje twory na bie­żąco. Jak pró­buję oglą­dać jakiś serial, ostat­nio się wkrę­ci­łem w „Spo­oks”, to widzę dokład­nie ten moment, kiedy koń­czy się pomysł a zaczyna się zawo­dowo opra­co­wane przez sce­na­rzy­stów per­mu­to­wa­nie kto jesz­cze nie z kim, a za ekra­nem unosi się widmo głów pro­du­cen­tow obło­żo­nych wydru­kami ratin­gów Nie­lsena; tele­wi­dzo­wie lubią blon­dynkę? No to z postaci dru­go­pla­no­wej zosta­nie główną, kogo obcho­dzi realowa logika sytuacji.

I te wysta­jące zza ekranu wyszcze­rzone mordy pro­du­cen­tów i sce­na­rzy­stów mil­ku­ją­cych pro­centy oglą­dal­no­ści jakoś mi obrzy­dziły seriale.

Czy­ta­łem i oglą­da­łem kie­dyś sporo, ale jakoś stra­ci­łem do tego smak. Są rze­czy które czy­tam dalej (np nowe rze­czy Gib­sona, mimo, że to w kółko ta sama książka), ale coraz mniej. Coraz bar­dziej za to rośnie wir­tu­alna kupka rze­czy zali­cza­nych do budu­ją­cych odbiorcy emo­cjo­nalne symu­la­kra, a jeśli jesz­cze do tego można sprze­dać coś w realu i roz­myć granicę…

Fizycy mają taki kawał: nie patrz w laser dru­gim okiem. Oko symu­la­kryczne jest tylko jedno. Wypa­liło się.

37 Comments

  • To się nazywa sta­rość i zostało zdia­gno­zo­wane kie­dyś na sf-f jako moment, kiedy z bele­try­styki się prze­rzu­casz na lite­ra­turę faktu.

  • Po jakimś cza­sie oglą­da­nia seriali zaczy­nasz „widzieć” sce­na­rzy­stę piszą­cego odci­nek. Z bele­try­styką też domy­ślam się, że jed­nostki wybit­nie oczy­tane mają podob­nie. Ale nie­be­le­try­styka nie jest tu jakoś spe­cjal­nie lep­sza. Czy lubisz czy­tać popu­lar­no­nau­kowe rze­czy o histo­rii, przy­ro­dzie, czy nowin­kach psy­cho­lo­gicz­nych, w pew­nym momen­cie zaczy­nasz się łapać na tym, że masz to w sumie głę­boko w nosie. Bo to, że jakiś nauko­wiec znowu wsa­dził bandę stu­den­tów pod fMRI i zadał im jakieś dziwne pyta­nia, dzięki czemu im krew po mózgu jakoś tam pły­nęła, jest po pro­stu nudne po N-tym razie. A wtedy zostaje albo zmiana tematu, co może być pro­ble­ma­tyczne (może bota­nika?), albo moc­niej­sze zagłę­bie­nie się w temat, od pod­ręcz­ni­ków aka­de­mic­kich zaczy­na­jąc, a na czy­ta­niu nor­mal­nych publi­ka­cji nauko­wych koń­cząc. Tylko, kurde, ja już mam zawód, nie chce mi się zdo­by­wać następnego…

    Ja się serio mar­twię tym, co ja będę czy­tał przez następne pół wieku. I serio zazdrosz­czę róż­nym dziw­nym ludziom (typu rad­ko­wiecki), któ­rzy są się w sta­nie roze­rwać prak­tycz­nie wszyst­kim, od jakie­goś it crowda poczy­na­jąc (brrr, żenua, tacy infor­ma­tyczni Kiep­scy), na róż­nych dziw­nych czy­ta­dłach koń­cząc. Może czas się prze­pro­sić z lokal­nymi niu­sami i bie­żącą polityką?

  • cyclo wrote:

    A ja znam to w takiej for­mie : „W laser można spoj­rzeć tylko 2 razy w życiu. Raz lewym okiem, a raz pra­wym”. No chyba, że ma się 3. (tak tro­che OT :)

  • @zazdroszczę róż­nym dziw­nym ludziom

    A to nie jest kwe­stia wyle­cze­nia aspergera?

  • mostro wrote:

    Asper­ger szma­sper­ger, ja nie zazdrosz­czę ludziom, któ­rzy muszą się roz­ry­wać sub­sty­tu­tami życia.

  • @ja nie zazdrosz­czę ludziom, któ­rzy muszą się roz­ry­wać sub­sty­tu­tami życia.

    Right, np. o wiele faj­niej jest poje­chać do Afga­ni­stanu niż postu­kać w Dooma?

  • mostro wrote:

    Lepiej z kimś poga­dać albo iść popły­wać niż obej­rzeć kolejny sezon Star­treka 5 or compatible.

  • @mostro
    Żeby z kimś poga­dać, trzeba mieć o czym. Ostat­nio czy­tane książki, czy oglą­dane seriale się nadają.

    @mrw
    A kiep­skich oglądasz?

  • mostro wrote:

    @mmazur: nadają się tylko jeśli dana osoba ogląda lub czyta to samo albo rze­czy podobne. A to nie­wielki wyci­nek otoczenia.

  • Wręcz prze­ciw­nie. Zde­cy­do­wa­nie wolę posłu­chać kogoś oczy­ta­nego w rze­czach, na któ­rych się nie znam, niż kogoś, kogo wie­dza jest mniej-więcej taka sama, jak moja.

  • mostro wrote:

    @mmazur: Mówisz o wie­dzy czy o obla­ta­niu w seria­lach? Bo to jed­nak tro­chę co innego.

  • @Afganistan

    Szu­ka­nie roz­rywki w realu radził­bym jed­nak zacząć od naj­niż­szej zjeż­dżalni na basenie.

    @mmazur

    Ta, widze­nie sce­na­rzy­sty mi się wlą­czyło jak się zabra­łem za tak pole­cany „The WIre”.

  • Jubal wrote:

    @mrw: Asper­ger trumps Tourette

  • @Szukanie roz­rywki w realu radził­bym jed­nak zacząć od naj­niż­szej zjeż­dżalni na basenie.

    Prze­wagą wir­tu­ala jest łatwiej­szy dostęp („Ciało to mięso”, ale ja nie jestem wege­ta­ria­ni­nem). In the final ana­ly­sys wszystko i tak prze­pad­nie w cza­sie, jak łzy na desz­czu; nie będziesz pamię­tał, co było naprawdę, a co zmy­śli­łeś (już pew­nie jakieś 55% Two­ich wspo­mnień jest fał­szywe, po pro­ce­sie koloryzacji).

    @substytuty życia

    Praw­dziwe życie to spa­nie, jedze­nie i sra­nie, cała reszta to substytut.

    @A kiep­skich oglądasz?

    Widzia­łem parę odcin­ków, a co?

  • tatamaxa wrote:

    Chyba coś Ci się poza­jącz­ko­wało. Trze­cie oko służy do oglą­da­nia rze­czy takimi-jakie-są. Simu­la­crum (maya) odbie­rasz nie­ustan­nie poczci­wymi gał­kami ocznymi.

  • @Mówisz o wie­dzy czy o obla­ta­niu w seria­lach? Bo to jed­nak tro­chę co innego.

    Czy to jest co innego, czy prak­tycz­nie to samo, to zależy od tego co się czyta i ogląda.

    @mrw
    I czu­jesz się tymi odcin­kami kiep­skich zado­wa­la­jąco rozerwany?

  • mostro wrote:

    @mmazur: zależy, zga­dzam się. Z jakiego serialu można wycią­gnąć wie­dzę inte­re­su­jącą dla kogoś, kto tego nie oglądał?

  • @mrw re: birth copu­la­tion & death

    Strasz­nie to prze­gięte podej­ście, wszystko albo nic, ale psy­cho­lo­gia nie potwier­dza, potrzeby two­rzą całą hie­rar­chię, a ty piszesz tylko o naj­niż­szym jej pię­trze fizjo­lo­gicz­nym, a są i wyż­sze.

    A co do wspo­mnień to się zga­dzam, dla­tego piszę sobie różne stuffy nie­ko­niecz­nie do publi­ka­cji, bli­pamm i nie wyrzu­cam dra­ftów z archi­wum blo­ga­ska — żeby mieć bac­klog życia.

    re: ciało to mięso

    Gry są pro­jek­to­wane po to, żeby dwać natych­mia­stową nagrodę, gra­ty­fi­ka­cję, m. in dla­tego są uzależniające.

  • @Strasznie to prze­gięte podej­ście, wszystko albo nic,

    Ad absur­dum, oczy­wi­ście. Pyta­nie, gdzie chcesz posta­wić gra­nicę mię­dzy „praw­dzi­wym” i „sub­sty­tu­tem” (praw­dziwe życie to robie­nie dzieci, a nie jazda na moto­rynce) i dlaczego.

    @I czu­jesz się tymi odcin­kami kiep­skich zado­wa­la­jąco rozerwany?

    A czu­jesz się wyjąt­kowo naje­dzony gumą do żucia? Chleb­kiem, bułeczką, domo­wym sushi, sushi z kiep­skiej restau­ra­cji, sushi z dobrej restau­ra­cji? Kawio­rem, kaszanką?

  • @Z jakiego serialu można wycią­gnąć wie­dzę inte­re­su­jącą dla kogoś, kto tego nie oglądał?

    Dowol­nego, który jakąś sen­sow­nych roz­mia­rów swoją część stara się zapre­zen­to­wać w miarę reali­stycz­nie (to samo się tyczy lite­ra­tury). Dla­tego podo­bało mi się przed­sta­wia­nie róż­nych aspek­tów kon­kret­nej ścieżki roz­woju tech­no­lo­gicz­nego w takim ghost in the shell, albo fakt, że koman­dor Adama w pierw­szym sezo­nie BSG jak chciał coś zastrze­lić, to wysy­łał oddział Mari­nes, a nie beamo­wal się na powierzch­nię pla­nety z faze­rem w gar­ści i nie walił kosmi­tów po gło­wach cio­sami karate.

    @kaszanka

    Kaszanką czuję się aktyw­nie odrzu­cony. Takoż kiep­skimi. Musiał­bym być bar­dzo bar­dzo głodny, żeby się zde­cy­do­wać na jedze­nie kiep­skich. I póki mam jesz­cze co czytać/oglądać poza kaszan­kami, to jest faj­nie. Nie­stety z wie­kiem wyma­ga­nia rosną, a nie maleją.

  • tatamaxa wrote:

    @myself & Alex

    Kontynuuj?c — Twoje widze­nie istoty rze­czy wska­zuje, ?e jeste? o krok od satori (or com­pa­ti­ble) i zosta­nia bod­dhi­satv? (or compatible).

  • @mrw

    Praw­dziwe życie nie ma „czwar­tej ściany. As sim­ple as that.

    @tatamaxa

    satori to pozby­cie się oso­bo­wo­ści i pra­gnień, a tego to ja mam w nad­mia­rze, a maya, ja jestem materialistą-subiektywistą i więc sobie obra­cam, a jedyna maya jaka może mnie inte­re­so­wać choćby teo­re­tycz­nie to Maya Sansa (mrü)

    @mmazur

    o czym roz­ma­wiać? nie zga­dzać się! ja bym bar­dzo chęt­nie prze­czy­tał tutaj kontr­ar­gu­menty jakie­goś hard­ko­ro­wego oglą­da­cza seriali

  • tatamaxa wrote:

    @Alex

    Mylisz satori z depre­chą albo blazą.

  • @Prawdziwe życie nie ma „czwar­tej ściany. As sim­ple as that.

    Not really. Jak zde­fi­niu­jesz „czwartą ścianę”? Doom-strzelnica-paintball-Afganistan: gdzie ją postawisz?

    Już nie mówiąc o inter­ne­cie: jak teraz sobie gadamy, to prze­rzu­camy tylko pakiety nad 4th firewallem.

  • @mrw gdzieś w oko­li­cach strzel­nicy, tzn jeżeli będzie to strzel­nica jar­marczna czy w Disney­lan­dzie to wpada do symu­la­krum, jeśli zaś nor­malna strzel­nica do broni ostrej to już nie.

    Ta gra­nica dla mnie jest płynna ale wyrażna, zasta­na­wia­łem się kie­dyś nad tym podzia­łem i wyszło mi, że jeśli cho­dzi o inten­syw­ność prze­żyć porów­ny­walne z naj­sil­niej­szymi wra­że­niami z realu są rze­czy w simu­la­krum ale mało i musi tam wystę­po­wać kawa­łek w realu. Np zali­czał­bym Urban Ter­ror na mapie Rijad moge zali­czyć, ale tylko w deatch­mat­chu w ludżmi, bo symu­la­krum jest sztuczne i jaw­nie umowne, ale wkurw i chęć zaje­ba­nia skur­wiela co sie­dzi na wieży i zestrze­lił cię już trzeci raz, są jak naj­bar­dziej realne, tzn po dru­giej stro­nie symu­la­krycz­nej lufy jest żywy czło­wiek. Gdyby to był Doom czy Duke Nuke’em fore­ver to ten sens jest natych­miast utra­cony, bo to jest uda­wane strze­la­nie do pikselków.

    Oczy­wi­ście aspekt upra­wia­nia jało­wego samo­za­do­wo­le­nia pozostaje.

  • @ gdzieś w oko­li­cach strzel­nicy, tzn jeżeli będzie to strzel­nica jar­marczna czy w Disney­lan­dzie to wpada do symu­la­krum, jeśli zaś nor­malna strzel­nica do broni ostrej to już nie.

    To genialny przy­kład, bo prze­cież „nor­malna strzel­nica do broni ostrej” jest simu­la­krą cze­goś praw­dzi­wego (co tam robisz? uda­jesz kogoś, kim nie jesteś, nie jesteś żołnie­rzem i nie musisz się uczyć strze­la­nia), a strzel­nica jar­marczna mimo oprawy jest praw­dziwa (strze­lasz, aby zdo­być nagrodę).

  • janekr wrote:

    @trzecie oko

    http://www.zbawienie.com/doktryna.htm

    Pedo­fi­lia, czyli gwałt analny dzieci w wieku lat 3 służy pew­nemu spe­cy­ficz­nemu celowi. Poprzez analną pene­tra­cję dziecka, pod­czas któ­rej dziecku towa­rzy­szy potworny ból, czło­nek męski wywie­ra­jąc nacisk na nerwy kości ogo­no­wej powo­duje chwi­lowe prze­mi­nię­cie bólu oraz gwał­towny prze­błysk świa­tła przed oczami ofiary. Jest to moment tzw. otwar­cia trze­ciego oka, oka ducho­wego ofiary, która staje się w takiej sytu­acji podatna na opę­ta­nie demoniczne.”

    @koszt domu u Grocholi

    W książce było deta­licz­nie. Dostała po roz­wo­dzie miesz­kanko w War­sza­wie. Działkę kupiła za 30 k zło­tych, a za owo miesz­kanko *można* posta­wić skromny domek.

  • @mrw re: strzelnica

    Rozu­mo­wa­nie total­nie wyjęte z gęby pier­wot­nej, nor­malna strzel­nica do broni ostrej niczego nie udaje, tylko jest po pro­stu miej­scem w któ­rym w kon­tro­lo­wa­nych warun­kach można użyć umie­jęt­no­ści uży­wa­nia broni ostrej w bez­pieczny spo­sób. Twoja ana­lo­gia pro­wa­dzi do stwier­dze­nia, że hamow­nia do mie­rze­nia mocy sil­nika zamo­chodu, albo wywa­żarka do opon to symu­la­kra wyści­gów Le Mans.

    SĄ strzel­nice uda­jące, ale to zupeł­nie inny rodzaj. Poza tym symu­la­krycz­ność jest auto­ma­tycz­nie znie­siona przez fakt, że na strzel­nicy masz w ręku coś, co jeśli wyce­lu­jesz w dru­giego czło­wieka to on umrze w realu.

  • @janekr

    Skromny może, ale nie taki pałac z bali jak był na filmie.

  • mostro wrote:

    @SĄ strzel­nice uda­jące, ale to zupeł­nie inny rodzaj. Poza tym symu­la­krycz­ność jest auto­ma­tycz­nie znie­siona przez fakt, że na strzel­nicy masz w ręku coś, co jeśli wyce­lu­jesz w dru­giego czło­wieka to on umrze w realu.

    doklad­nie tak. na strzel­nicy mozesz zastrze­lic czlo­wieka obok, albo nauczyc sie strze­lac z broni, kto­rej pozniej uzy­jesz na ulicy. dodam, że na jar­marku nato­miast możesz wygrać jakiś badziew, który kosz­tuje mniej niż bilet. jest to nagroda tak samo praw­dziwa, jak bonus w grze.

  • @Rozumowanie total­nie wyjęte z gęby pier­wot­nej, nor­malna strzel­nica do broni ostrej niczego nie udaje, tylko jest po pro­stu miej­scem w któ­rym w kon­tro­lo­wa­nych warun­kach można użyć umie­jęt­no­ści uży­wa­nia broni ostrej w bez­pieczny sposób.

    Prze­cież poza strzel­nicą nigdzie nie będziesz strze­lał, nie nosisz chyba broni na co dzień ani nie jesteś w woj­sku. Samo tre­no­wa­nie strze­la­nia ostrą amu­ni­cją jest zbu­do­wa­niem sobie sytu­acji wir­tu­al­nej (co by było, gdy­bym był Ame­ry­ka­ni­nem i wal­czył z ZUS-em na pistolety).

    @dokladnie tak. na strzel­nicy mozesz zastrze­lic czlo­wieka obok,

    KIEDY GINIESZGRZE GINIESZ NAPRAWDĘ!

  • @na jar­marku natomiast

    Na jar­marku nato­miast się bawisz, i wiesz, że zabawa jest praw­dziwa (czy taniec jest sub­sty­tu­tem życia? Nie, zabawą). Nie uda­jesz, że tre­nu­jesz przed misją w Afga­ni­sta­nie, nie uda­jesz, że pod­no­sisz sobie skille do urban guerilla czy street com­batu, nie myślisz sobie „wow, mógł­bym zabić kolegę ze sta­no­wi­ska obok” (cho­ciaż możesz komuś wybić oko). Po pro­stu bawisz się w strze­la­nie do fan­tów i tyle.

  • @mrw

    Poza warsz­ta­tem nie będę też uży­wał wywa­żarki do opon, czy to zna­czy więc, że każda wywa­żarka do opon jest symu­la­krą wyścigu Le Mans?

    Myśl „mogę zabić czło­wieka obok, więc muszę uważa miał­bym też ope­ru­jąc jakąś poręczną piłą tar­czową czy łańcu­chową, wypadki się po pro­stu zda­rzają, a nie mam ochoty cze­kać kil­ku­na­stu lat na zosta­nie Auto­ma­tycz­nym Jackiem.

  • @Poza warsz­ta­tem nie będę też uży­wał wywa­żarki do opon, czy to zna­czy więc, że każda wywa­żarka do opon jest symu­la­krą wyścigu Le Mans?

    A wywa­żasz nią opony, czy bawisz się w „nauczę się wywa­żać opony, to może mi się kie­dyś przyda na Le Mans”?

  • @mrw

    A skąd zało­że­nie, że idąć na strzel­nicę, udaję, że robię coś innego niż robię?

  • @Alex

    Z kom­cia kol. mostro „nauczyc sie strze­lac z broni, kto­rej pozniej uzy­jesz na ulicy”.

  • @mrw

    Nic nie pora­dzę na krwio­żer­czość kolegi mostro. Ja na strzel­nicę posze­dłem w celach poznaw­czych. Cie­kawe doświad­cze­nie. I nie wyobra­ża­łem sobie przy tym, że jestem Czarl­sem Bronsonem.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *