Skip to content

Stracić trzecie oko.

[od bardzo dawna mi się kisiła ta notka, aż wreszcie dyskusja u WO sprowokowała]

Trzecie oko o które mi chodzi, zgodnie z tradycjami mistycznymi, to oko do odbierania simulakrum.

Obejrzałem ostatnio po raz któryś, dzieło polskiej kinematografii pod tytułem „Nie ma mocnych”; połowa mojej rodziny jest z Kresów Wschodnich więc „Sami swoi” to film będący DZIEDZICTWEM.

Chwilami nawet śmieszny, tzn tak długo jak długo wytrzymuje przekonanie, że to nie jest na serio. Bo kiedy nagle zacznie się odbierać sytuację na serio i przyłoży do niej kryteria z realu to przestaje być zabawnie. A jeszcze bardziej w dwójce (tj w „Nie ma mocnych”).

Jest oto obywatel Pawlak, będący małym domowym tyranem, będzie kłamał, manipulował, wykręcał kota ogonem, kradł i zrzucał odpowiedzialność na innych — byle dopiąć swego. A cały film jest nakręcony tak, że jemu kibicuje publiczność.

Będąc scenarzystą, można oczywiście napisać sytuację czy postać absolutnie pozytywną, w „Nie ma mocnych” jest to młody mechanizator rolnictwa z którym wnuczkę swatają Kargul i Pawlak. Ale taka postać będzie kompletnie nierzeczywista, papierowa i będzie mówić tekstami w rodzaju „postępowi nie ma co dawać kontry”.

Oglądanie tryumfu czyjejś dysfunkcji (w wypadku Pawlaków i Kargulów, grupowej), mnie nie bawi.

Będąc TFUrcą, można oczywiście ustawić sytuację bardzo pozytywnie, oto mamy jakiegoś/jakąś rozśpiewane, roztańczone łajno świata, po czym nagle magiczny błysk, i oto nikt staje się najważniejszą osobą w społecznym wszechświecie, albowiem ma Dar (fizyczny, psychiczny, bądź fizjologiczny) który trzeba wykorzystać/zrealizować/rozwinąć/wrzucić do wulkanu.

Fantastyka, opisując takie historie sama zamyka się w getcie takiej emocjonalnej masturbacji, literatura zaś nie jest o Darach, lecz o relacjach międzyludzkich. A jaka naprzykład relacja (poza ewentualnymi nieuświadomionymi ciągotami homoseksualnymi, w końcu jest to literatura Imperium Brytyjskiego) jest między Frodem i Boromirem?

Jeśli znacie kogoś, za kogo ktoś oddał życie (w sensie bezpośrednim a nie przenośnym), proszę to wpisywać w komentarzach. Ja na szczęście nie znam.

Dlaczego William Gibson jest twórcą mitologii 21 wieku, mitologii cyberprzestrzeni — bo opisał wirtualność? Nie! Jest nim dlatego, że pierwszy opisał pogardę dla realu, symulakrum jako narkotyk. „Ciało to mięso.”

Obejrzałem kiedyś polski film wg prozy Katarzyny Grocholi. Ja mam duży szacun do utrzymujących się z pisarstwa, bo to ciężki kawałek chleba, ale fabuła tego filmu była jedną wielką sesją emocjonalnej masturbacji. Dla kobiet.

Szło to tak: kobietę koło czterdziestki pracującą w jakichś chyba mediach, zdradza mąż, z — oczywiście — młodszą, rudą czy blondynką. Rozwód, totalny rozpad ustalonego życia. Bohaterka zbiera się do kupy, buduje pod Warszawą dom, który na dzisiejsze ceny kosztowałby ze dwa mega razem z działką (o ile pamiętam nie pada ani słowo o źródłach finansowania), następnie na parapetówie wyrywa na depilację brazylijską najprzystojniejszego faceta, z którym przyszła brzydka koleżanka. Nowy związek kwitnie, eks-mężowi młoda ruda czy blondynka narzeczona rodzi cudze dziecko więc ten pojawia się u swojej byłej z bukietem kwiatów w celu przeprosin, i dostaje popisowego kopa. Napisy.

W sumie najpozytywniejszym elementem filmu było propagowanie idei golenia bobrów.

Pomijąc, że to film, też nie uważam tego za literaturę, nie ma tam nic prawdziwego. Ale nie potępiam autorki, bo a) tak pisać też trzeba umieć, b) it pays the bills c) napisała też ksiąźkę o realu, też niezbyt oryginalną, ale wyszła poza swój target. Bardzo się cieszę na miny czytelniczek które po tym kupiły sobie „następną Grocholę” a dostały opowieść o przemocy w rodzinie.

Ale jak się rozejrzeć po literaturze, a szerzej, kulturze, to z takich emo-pornosów składa się większość mainstreamu w dowolnej dziedzinie twórczości fablularnej, może poza muzyką, muzyka jest bezpośrednio o emocjach.

Ale literatura, kino, komiks, są albo o tym, jak ludzie gonią człowieka, jak jest chujowo i jak to by to było zajebiście gdyby, o tym albo o dysfunkcjach. Happy people have no stories.

Jeszcze są seriale i gry komputerowe, tu jest jeszcze tak, że twórcy mogą modyfikować swoje twory na bieżąco. Jak próbuję oglądać jakiś serial, ostatnio się wkręciłem w “Spooks”, to widzę dokładnie ten moment, kiedy kończy się pomysł a zaczyna się zawodowo opracowane przez scenarzystów permutowanie kto jeszcze nie z kim, a za ekranem unosi się widmo głów producentow obłożonych wydrukami ratingów Nielsena; telewidzowie lubią blondynkę? No to z postaci drugoplanowej zostanie główną, kogo obchodzi realowa logika sytuacji.

I te wystające zza ekranu wyszczerzone mordy producentów i scenarzystów milkujących procenty oglądalności jakoś mi obrzydziły seriale.

Czytałem i oglądałem kiedyś sporo, ale jakoś straciłem do tego smak. Są rzeczy które czytam dalej (np nowe rzeczy Gibsona, mimo, że to w kółko ta sama książka), ale coraz mniej. Coraz bardziej za to rośnie wirtualna kupka rzeczy zaliczanych do budujących odbiorcy emocjonalne symulakra, a jeśli jeszcze do tego można sprzedać coś w realu i rozmyć granicę…

Fizycy mają taki kawał: nie patrz w laser drugim okiem. Oko symulakryczne jest tylko jedno. Wypaliło się.

{ 37 } Comments

  1. mrw | 2009-05-10 at 19:39 | Permalink

    To się nazywa starość i zostało zdiagnozowane kiedyś na sf-f jako moment, kiedy z beletrystyki się przerzucasz na literaturę faktu.

  2. mmazur | 2009-05-11 at 00:38 | Permalink

    Po jakimś czasie oglądania seriali zaczynasz “widzieć” scenarzystę piszącego odcinek. Z beletrystyką też domyślam się, że jednostki wybitnie oczytane mają podobnie. Ale niebeletrystyka nie jest tu jakoś specjalnie lepsza. Czy lubisz czytać popularnonaukowe rzeczy o historii, przyrodzie, czy nowinkach psychologicznych, w pewnym momencie zaczynasz się łapać na tym, że masz to w sumie głęboko w nosie. Bo to, że jakiś naukowiec znowu wsadził bandę studentów pod fMRI i zadał im jakieś dziwne pytania, dzięki czemu im krew po mózgu jakoś tam płynęła, jest po prostu nudne po N-tym razie. A wtedy zostaje albo zmiana tematu, co może być problematyczne (może botanika?), albo mocniejsze zagłębienie się w temat, od podręczników akademickich zaczynając, a na czytaniu normalnych publikacji naukowych kończąc. Tylko, kurde, ja już mam zawód, nie chce mi się zdobywać następnego…

    Ja się serio martwię tym, co ja będę czytał przez następne pół wieku. I serio zazdroszczę różnym dziwnym ludziom (typu radkowiecki), którzy są się w stanie rozerwać praktycznie wszystkim, od jakiegoś it crowda poczynając (brrr, żenua, tacy informatyczni Kiepscy), na różnych dziwnych czytadłach kończąc. Może czas się przeprosić z lokalnymi niusami i bieżącą polityką?

  3. cyclo | 2009-05-11 at 09:05 | Permalink

    A ja znam to w takiej formie : ,,W laser można spojrzeć tylko 2 razy w życiu. Raz lewym okiem, a raz prawym”. No chyba, że ma się 3. (tak troche OT :)

  4. mrw | 2009-05-11 at 12:03 | Permalink

    @zazdroszczę różnym dziwnym ludziom

    A to nie jest kwestia wyleczenia aspergera?

  5. mostro | 2009-05-11 at 13:01 | Permalink

    Asperger szmasperger, ja nie zazdroszczę ludziom, którzy muszą się rozrywać substytutami życia.

  6. mrw | 2009-05-11 at 13:54 | Permalink

    @ja nie zazdroszczę ludziom, którzy muszą się rozrywać substytutami życia.

    Right, np. o wiele fajniej jest pojechać do Afganistanu niż postukać w Dooma?

  7. mostro | 2009-05-11 at 14:39 | Permalink

    Lepiej z kimś pogadać albo iść popływać niż obejrzeć kolejny sezon Startreka 5 or compatible.

  8. mmazur | 2009-05-11 at 15:21 | Permalink

    @mostro
    Żeby z kimś pogadać, trzeba mieć o czym. Ostatnio czytane książki, czy oglądane seriale się nadają.

    @mrw
    A kiepskich oglądasz?

  9. mostro | 2009-05-11 at 15:54 | Permalink

    @mmazur: nadają się tylko jeśli dana osoba ogląda lub czyta to samo albo rzeczy podobne. A to niewielki wycinek otoczenia.

  10. mmazur | 2009-05-11 at 16:58 | Permalink

    Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie wolę posłuchać kogoś oczytanego w rzeczach, na których się nie znam, niż kogoś, kogo wiedza jest mniej-więcej taka sama, jak moja.

  11. mostro | 2009-05-11 at 17:00 | Permalink

    @mmazur: Mówisz o wiedzy czy o oblataniu w serialach? Bo to jednak trochę co innego.

  12. Alex | 2009-05-11 at 17:45 | Permalink

    @Afganistan

    Szukanie rozrywki w realu radziłbym jednak zacząć od najniższej zjeżdżalni na basenie.

    @mmazur

    Ta, widzenie scenarzysty mi się wlączyło jak się zabrałem za tak polecany “The WIre”.

  13. Jubal | 2009-05-11 at 19:30 | Permalink

    @mrw: Asperger trumps Tourette

  14. mrw | 2009-05-11 at 21:06 | Permalink

    @Szukanie rozrywki w realu radziłbym jednak zacząć od najniższej zjeżdżalni na basenie.

    Przewagą wirtuala jest łatwiejszy dostęp (”Ciało to mięso”, ale ja nie jestem wegetarianinem). In the final analysys wszystko i tak przepadnie w czasie, jak łzy na deszczu; nie będziesz pamiętał, co było naprawdę, a co zmyśliłeś (już pewnie jakieś 55% Twoich wspomnień jest fałszywe, po procesie koloryzacji).

    @substytuty życia

    Prawdziwe życie to spanie, jedzenie i sranie, cała reszta to substytut.

    @A kiepskich oglądasz?

    Widziałem parę odcinków, a co?

  15. tatamaxa | 2009-05-11 at 23:19 | Permalink

    Chyba coś Ci się pozajączkowało. Trzecie oko służy do oglądania rzeczy takimi-jakie-są. Simulacrum (maya) odbierasz nieustannie poczciwymi gałkami ocznymi.

  16. mmazur | 2009-05-11 at 23:42 | Permalink

    @Mówisz o wiedzy czy o oblataniu w serialach? Bo to jednak trochę co innego.

    Czy to jest co innego, czy praktycznie to samo, to zależy od tego co się czyta i ogląda.

    @mrw
    I czujesz się tymi odcinkami kiepskich zadowalająco rozerwany?

  17. mostro | 2009-05-11 at 23:55 | Permalink

    @mmazur: zależy, zgadzam się. Z jakiego serialu można wyciągnąć wiedzę interesującą dla kogoś, kto tego nie oglądał?

  18. Alex | 2009-05-12 at 00:02 | Permalink

    @mrw re: birth copulation & death

    Strasznie to przegięte podejście, wszystko albo nic, ale psychologia nie potwierdza, potrzeby tworzą całą hierarchię, a ty piszesz tylko o najniższym jej piętrze fizjologicznym, a są i wyższe.

    A co do wspomnień to się zgadzam, dlatego piszę sobie różne stuffy niekoniecznie do publikacji, blipamm i nie wyrzucam draftów z archiwum blogaska — żeby mieć backlog życia.

    re: ciało to mięso

    Gry są projektowane po to, żeby dwać natychmiastową nagrodę, gratyfikację, m. in dlatego są uzależniające.

  19. mrw | 2009-05-12 at 09:03 | Permalink

    @Strasznie to przegięte podejście, wszystko albo nic,

    Ad absurdum, oczywiście. Pytanie, gdzie chcesz postawić granicę między “prawdziwym” i “substytutem” (prawdziwe życie to robienie dzieci, a nie jazda na motorynce) i dlaczego.

    @I czujesz się tymi odcinkami kiepskich zadowalająco rozerwany?

    A czujesz się wyjątkowo najedzony gumą do żucia? Chlebkiem, bułeczką, domowym sushi, sushi z kiepskiej restauracji, sushi z dobrej restauracji? Kawiorem, kaszanką?

  20. mmazur | 2009-05-12 at 11:07 | Permalink

    @Z jakiego serialu można wyciągnąć wiedzę interesującą dla kogoś, kto tego nie oglądał?

    Dowolnego, który jakąś sensownych rozmiarów swoją część stara się zaprezentować w miarę realistycznie (to samo się tyczy literatury). Dlatego podobało mi się przedstawianie różnych aspektów konkretnej ścieżki rozwoju technologicznego w takim ghost in the shell, albo fakt, że komandor Adama w pierwszym sezonie BSG jak chciał coś zastrzelić, to wysyłał oddział Marines, a nie beamowal się na powierzchnię planety z fazerem w garści i nie walił kosmitów po głowach ciosami karate.

    @kaszanka

    Kaszanką czuję się aktywnie odrzucony. Takoż kiepskimi. Musiałbym być bardzo bardzo głodny, żeby się zdecydować na jedzenie kiepskich. I póki mam jeszcze co czytać/oglądać poza kaszankami, to jest fajnie. Niestety z wiekiem wymagania rosną, a nie maleją.

  21. tatamaxa | 2009-05-12 at 16:44 | Permalink

    @myself & Alex

    Kontynuuj?c – Twoje widzenie istoty rzeczy wskazuje, ?e jeste? o krok od satori (or compatible) i zostania boddhisatv? (or compatible).

  22. Alex | 2009-05-12 at 20:06 | Permalink

    @mrw

    Prawdziwe życie nie ma „czwartej ściany”. As simple as that.

    @tatamaxa

    satori to pozbycie się osobowości i pragnień, a tego to ja mam w nadmiarze, a maya, ja jestem materialistą-subiektywistą i więc sobie obracam, a jedyna maya jaka może mnie interesować choćby teoretycznie to Maya Sansa (mrü)

    @mmazur

    o czym rozmawiać? nie zgadzać się! ja bym bardzo chętnie przeczytał tutaj kontrargumenty jakiegoś hardkorowego oglądacza seriali

  23. tatamaxa | 2009-05-13 at 12:14 | Permalink

    @Alex

    Mylisz satori z deprechą albo blazą.

  24. mrw | 2009-05-13 at 14:53 | Permalink

    @Prawdziwe życie nie ma „czwartej ściany”. As simple as that.

    Not really. Jak zdefiniujesz “czwartą ścianę”? Doom-strzelnica-paintball-Afganistan: gdzie ją postawisz?

    Już nie mówiąc o internecie: jak teraz sobie gadamy, to przerzucamy tylko pakiety nad 4th firewallem.

  25. Alex | 2009-05-13 at 18:29 | Permalink

    @mrw gdzieś w okolicach strzelnicy, tzn jeżeli będzie to strzelnica jarmarczna czy w Disneylandzie to wpada do symulakrum, jeśli zaś normalna strzelnica do broni ostrej to już nie.

    Ta granica dla mnie jest płynna ale wyrażna, zastanawiałem się kiedyś nad tym podziałem i wyszło mi, że jeśli chodzi o intensywność przeżyć porównywalne z najsilniejszymi wrażeniami z realu są rzeczy w simulakrum ale mało i musi tam występować kawałek w realu. Np zaliczałbym Urban Terror na mapie Rijad moge zaliczyć, ale tylko w deatchmatchu w ludżmi, bo symulakrum jest sztuczne i jawnie umowne, ale wkurw i chęć zajebania skurwiela co siedzi na wieży i zestrzelił cię już trzeci raz, są jak najbardziej realne, tzn po drugiej stronie symulakrycznej lufy jest żywy człowiek. Gdyby to był Doom czy Duke Nuke’em forever to ten sens jest natychmiast utracony, bo to jest udawane strzelanie do pikselków.

    Oczywiście aspekt uprawiania jałowego samozadowolenia pozostaje.

  26. mrw | 2009-05-13 at 21:47 | Permalink

    @ gdzieś w okolicach strzelnicy, tzn jeżeli będzie to strzelnica jarmarczna czy w Disneylandzie to wpada do symulakrum, jeśli zaś normalna strzelnica do broni ostrej to już nie.

    To genialny przykład, bo przecież “normalna strzelnica do broni ostrej” jest simulakrą czegoś prawdziwego (co tam robisz? udajesz kogoś, kim nie jesteś, nie jesteś żołnierzem i nie musisz się uczyć strzelania), a strzelnica jarmarczna mimo oprawy jest prawdziwa (strzelasz, aby zdobyć nagrodę).

  27. janekr | 2009-05-15 at 13:44 | Permalink

    @trzecie oko

    http://www.zbawienie.com/doktryna.htm

    “Pedofilia, czyli gwałt analny dzieci w wieku lat 3 służy pewnemu specyficznemu celowi. Poprzez analną penetrację dziecka, podczas której dziecku towarzyszy potworny ból, członek męski wywierając nacisk na nerwy kości ogonowej powoduje chwilowe przeminięcie bólu oraz gwałtowny przebłysk światła przed oczami ofiary. Jest to moment tzw. otwarcia trzeciego oka, oka duchowego ofiary, która staje się w takiej sytuacji podatna na opętanie demoniczne.”

    @koszt domu u Grocholi

    W książce było detalicznie. Dostała po rozwodzie mieszkanko w Warszawie. Działkę kupiła za 30 k złotych, a za owo mieszkanko *można* postawić skromny domek.

  28. Alex | 2009-05-15 at 15:07 | Permalink

    @mrw re: strzelnica

    Rozumowanie totalnie wyjęte z gęby pierwotnej, normalna strzelnica do broni ostrej niczego nie udaje, tylko jest po prostu miejscem w którym w kontrolowanych warunkach można użyć umiejętności używania broni ostrej w bezpieczny sposób. Twoja analogia prowadzi do stwierdzenia, że hamownia do mierzenia mocy silnika zamochodu, albo wyważarka do opon to symulakra wyścigów Le Mans.

    SĄ strzelnice udające, ale to zupełnie inny rodzaj. Poza tym symulakryczność jest automatycznie zniesiona przez fakt, że na strzelnicy masz w ręku coś, co jeśli wycelujesz w drugiego człowieka to on umrze w realu.

  29. Alex | 2009-05-15 at 15:43 | Permalink

    @janekr

    Skromny może, ale nie taki pałac z bali jak był na filmie.

  30. mostro | 2009-05-15 at 16:41 | Permalink

    @SĄ strzelnice udające, ale to zupełnie inny rodzaj. Poza tym symulakryczność jest automatycznie zniesiona przez fakt, że na strzelnicy masz w ręku coś, co jeśli wycelujesz w drugiego człowieka to on umrze w realu.

    dokladnie tak. na strzelnicy mozesz zastrzelic czlowieka obok, albo nauczyc sie strzelac z broni, ktorej pozniej uzyjesz na ulicy. dodam, że na jarmarku natomiast możesz wygrać jakiś badziew, który kosztuje mniej niż bilet. jest to nagroda tak samo prawdziwa, jak bonus w grze.

  31. mrw | 2009-05-16 at 22:22 | Permalink

    @Rozumowanie totalnie wyjęte z gęby pierwotnej, normalna strzelnica do broni ostrej niczego nie udaje, tylko jest po prostu miejscem w którym w kontrolowanych warunkach można użyć umiejętności używania broni ostrej w bezpieczny sposób.

    Przecież poza strzelnicą nigdzie nie będziesz strzelał, nie nosisz chyba broni na co dzień ani nie jesteś w wojsku. Samo trenowanie strzelania ostrą amunicją jest zbudowaniem sobie sytuacji wirtualnej (co by było, gdybym był Amerykaninem i walczył z ZUS-em na pistolety).

    @dokladnie tak. na strzelnicy mozesz zastrzelic czlowieka obok,

    KIEDY GINIESZ W GRZE GINIESZ NAPRAWDĘ!

  32. mrw | 2009-05-16 at 22:34 | Permalink

    @na jarmarku natomiast

    Na jarmarku natomiast się bawisz, i wiesz, że zabawa jest prawdziwa (czy taniec jest substytutem życia? Nie, zabawą). Nie udajesz, że trenujesz przed misją w Afganistanie, nie udajesz, że podnosisz sobie skille do urban guerilla czy street combatu, nie myślisz sobie “wow, mógłbym zabić kolegę ze stanowiska obok” (chociaż możesz komuś wybić oko). Po prostu bawisz się w strzelanie do fantów i tyle.

  33. Alex | 2009-05-21 at 01:24 | Permalink

    @mrw

    Poza warsztatem nie będę też używał wyważarki do opon, czy to znaczy więc, że każda wyważarka do opon jest symulakrą wyścigu Le Mans?

    Myśl „mogę zabić człowieka obok, więc muszę uważać” miałbym też operując jakąś poręczną piłą tarczową czy łańcuchową, wypadki się po prostu zdarzają, a nie mam ochoty czekać kilkunastu lat na zostanie Automatycznym Jackiem.

  34. mrw | 2009-05-25 at 06:37 | Permalink

    @Poza warsztatem nie będę też używał wyważarki do opon, czy to znaczy więc, że każda wyważarka do opon jest symulakrą wyścigu Le Mans?

    A wyważasz nią opony, czy bawisz się w “nauczę się wyważać opony, to może mi się kiedyś przyda na Le Mans”?

  35. Alex | 2009-05-25 at 23:20 | Permalink

    @mrw

    A skąd założenie, że idąć na strzelnicę, udaję, że robię coś innego niż robię?

  36. mrw | 2009-05-27 at 12:08 | Permalink

    @Alex

    Z komcia kol. mostro “nauczyc sie strzelac z broni, ktorej pozniej uzyjesz na ulicy”.

  37. Alex | 2009-05-27 at 20:31 | Permalink

    @mrw

    Nic nie poradzę na krwiożerczość kolegi mostro. Ja na strzelnicę poszedłem w celach poznawczych. Ciekawe doświadczenie. I nie wyobrażałem sobie przy tym, że jestem Czarlsem Bronsonem.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *