[Poniższa notka dotyczy komercyjnego produktu kulturalnego, który właśnie wchodzi do dystrybucji. Nie jest moim celem zachęcenie czy odstraszenie kogokolwiek od konsumpcji tego produktu, chciałem jedynie wyrazić swoje zdumienie kompletnym brakiem pewnego kanału promocji, który akurat temu produktowi bardzo by przynależał.]
Do niedawna byłem dużym fanem BoingBoing, internetowej wersji fanzinu zbierającego ze świata rzeczy dziwne. Prowadzony jest przez kilku dziennikarzy z otoczenia magazynu Wired, oraz (obecnie) pisarza SF, Corego Doctorowa. Twórcy Boinga robią dużo twórczych rzeczy, i mają znajomych którzy robią dużo twórczych rzeczy, o wszystkim tym info trafia na Boinga. A raczej trafiało, bo po wydzieleniu Boing Boing Gadgets i Boing Boing TV blog oklapł. W każdym razie wrażenie jest takie, że jeżeli sprzątaczka biura Wired zrobi na drutach Latającego Potwora Spaghetti, to zdjęcie i notka trafi na Boing. A Boing ma dużą publiczność.
A tymczasem w niewielkim kraju z wielkimi ambicjami, ulokowanym gdzieś pomiędzy Odrą i Bugiem…
Jest sobie polska blogosfera. Podobno duża i aktywna. Jak się czasem pójdzie na spotkanie internetowo-biznesowe to zawsze będzie prezentacja jakiegoś handlarza^Wmarketingowca który sika w majty z wrażenia, jakim zajebistym medium reklamowym jest internet i blogusie.
Co zwykle się kończy na postawieniu AdSense, albo chamskich próbach reklamy szeptanej.
Ad rem.
Polską blogosferę generalnie czytam, ale mało, bo nie bardzo jest co. Lażąc po blogach, natrafiłem kiedyś na bloga Barbarelli, „babskie gadanie , ale napisane bardzo lekkim piórem. Czyta się. Kiedyś przejrzałem blogrolla tam, kilku blogów nie było, a pod jednym było coś z dziwacznym layoutem w stylu GG, na którym były same dialogi. Bardzo „babskie , odpuściłem sobie. I’m a man, I like manly things. And girls with big tits. And beer. And motorbikes. And… Sorry, zdryfowałem.
Po jakimś czasie u Barbarelli pojawiły się ukradkowe napomknięcia, że film z Lejdis będzie. Póżniej, że się robi. Poklikałem tu i ówdzie, ano będzie. Trailerów nie dało się obejrzeć bo Windows only. Ostatnio zaczęła się akcja promocyjna, ale taka jak każdego innego polskiego gniota kinowego — czyli offline plus bannery na Onecie. No i st[r]onka jest.
Teraz pojadę w stylu netto:
- dlaczego film ma dwa osobne blogi:
- i jest jeszcze blog od którego się zaczęło, na którym coś się dalej dzieje
- dlaczego polska blogosfera nie huczy, że „ktoś ekranizuje polskiego bloga, naszego, rodzimego, na skalę naszych możliwości, z naszej blogowni, o dwa blogusie w lewo od mojego blogasqa!!111oneone ?
- dlaczego chamski marketing szeptany nie nakręca powyższego?
- dlaczego rozmaite serwisy które w mission statementach mają pochylanie się nad kulturą internetową, nic nie piszą? (pytanie retoryczne, wiem dlaczego, ale to off the record)
- co by tu jeszcze spieprzyć panowie, (i panie)?
- dobrze, że chociaż trailery na jutubie są
- i AdWordsy wykupione (IMO bez sensu, np na nazwisko reżysera)
- gdzie jest porządne marketingowe kaboom?
Gdyby robili to goście z Boinga, co dwa dni byłoby co się dzieje na planie, jak wygląda główna diva bez makijażu, i co je pies reżysera. Tak się nakręca hype.
Byłem kiedyś na monodramie według pseudobloga – niby to był blog, ale facet wymyślał, a nie zapisywał. Na ekranizacji bloga możnaby pojechać na samym fakcie. Nie zrobiono tego.
well… Z mojego dość krótkiego doświadczenia jako marketoid wynika, że nie jest (raczej) problemem przygotowanie projektu działań opartych na blogosferze. Przynajmniej związanej z dnem opartym na haśle: zrobimy bloga;)Problemem jest przekonanie klienta by promocja takiego działania nie opierała się na standardowych formach reklamowych. Bill, stałka, na dużym portalu;)
Ale to już rozmowa przy piwie lub wodzie źródlanej:>
Oszfak. Krótka wizyta na stronie cosia i pod koniec było już wrażenie, że piersi mi urosły i produkują mleko z baileysem. Kolejna osoba poddana eksperymentowi, którą, dodajmy, mleko teoretycznie nie powinno zdziwić, zareagowała umiarkowanym zażenowaniem. Do tego recepta na totalną katastrofę, czyli polska komedia romantyczna i naprawdę mam ochotę zapytać, komu co wylizać w podzięce za to, że reklamy tego jeszcze nie ukazują się wszędzie.
(przy czym nieudolność marketingowa nadal jest nieudolnością, ale jednak dobrze)