Zachodzę do empiku, nie wiem już po co, krążę po sali z multimediami, chcę już wychodzić, zaglądam jeszcze do części komputerowej. Na jednym z ekranów jakaś pecetowa gra, po narysowanym pokoju biega pasiasto-szary kotek. Niezbyt ładnie odrysowany, tak w stylu pierwszych simsów. Zatrzymuję się, klikam w grę. Symulakrycznre zwierzątko ma swój dom — kawałek mieszkania i podwórko. Teraz stoi przy dolnym rogu ekranu, i patrząc w górę, w stronę użytkownika, piszczy żałośnie.
Rozpracowuję interfejs gry, wyskakuje komunikat, czy ikona, że chce mu się pić.
Do głowy wskakuje głos Marty opieprzającej Roberta i mnie, za to, źe kotka Pigułka przesiedziała cały dzień w zamkniętym pokoju, bez wody, gdzie wslizgnęła się niepostrzeżenie.
Nerwowo zaczynam klikać w ekranowe przyciski, gdzie są zapasy? Nie ma zapasów, jest sklep, na szczęście jest czym zapłacić. Znajduję wodę, jakieś kocie jedzenie, wyklikuję zakup, teraz trzeba wyklikać dodanie do miski.
Kotek łapczywie pije, miauczy, zaczyna biegać po swoim pomieszczeniu.
I ulga, teraz mogę już spokojnie iść do domu.
[ze dwa lata temu to było]
No Comments