Żałoba po kłamcy

Umarł Niziur­ski, zaczą­łem wspo­mi­nać. Kie­dyś czy­ta­łem go pasjami, ostat­nio sor­tu­jąc maku­la­turę wygrze­ba­łem „Trzy godziny prawdy” wycięte i poskła­dane w bro­szurę z któ­re­goś mło­dzie­żo­wego cza­so­pi­sma. Prze­czy­ta­łem je uśmie­cha­jąc się.

Potem wspo­mi­na­jąc Niziur­skiego, wspo­mnia­łem roz­cza­ro­wa­nie. Roz­cza­ro­wa­nie dziecka, dla któ­rego szkoła miała być fascy­nu­jącą przy­godą, a oka­zała się kosz­ma­rem, wyję­tym raczej z „Władcy much” Gol­dinga, uzu­peł­nio­nym o tota­li­tarny sys­tem ówcze­snej szkoły. W takim kon­tek­ście Niziur­ski stoi tam, gdzie stoją wer­bow­nicy do woj­ska i auto­rzy fil­mów z Bondem.

Jego kon­ku­rent, Nie­nacki, przy­naj­mniej napi­sał co naj­mniej jedną dobrą powieść dla doro­słych (jedną czy­ta­łem). Niziur­ski na zawsze pozo­sta­nie tym, kto opi­sy­wał świat bar­dziej inte­re­su­jąco, niż ten na to zasłu­gi­wał. Pół biedy jeśli pisarz okła­muje sam sie­bie, jak napi­sał Palah­niuk „pisze się, żeby nadać sens swo­jemu życiu” , ale opi­sy­wa­nie wyide­ali­zo­wa­nego świata przed­sta­wio­nego coraz bar­dziej wydaje mi się obrzy­dliwe. Za to samo prze­sta­łem lubić Pratchetta.

Gol­dinga nie da się czy­tać dla przyjemności.

 

4 Comments

  • eloy wrote:

    Jak się nie da czy­tać dla przy­jem­no­ści to po co czytać?

  • Bo cza­sem książka czyta cie­bie, a nie ty książkę.

  • @eloy Po co w ogóle czy­tać? Nie znam dobrej odpowiedzi.

  • Ej, ale to nie była fascy­nują przy­goda. To była dżun­gla, w któ­rej zda­rzała się gra nie fair. Owszem, uła­dzona i bez dramy, ale jednak.

    A czym Ci Prat­chett pod­padł? Bo owszem, są happy endy, ale gdzie to idealizowanie?

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *