Nawet demokatyczne państwa potrzebują nieznanych sprawców (fragment).

[w odróż­nie­niu od pozo­sta­łych postów, ten NIE pod­lega licen­cji Cre­ative Commons]

Wil­helma budzi cichy zgrzyt od strony drzwi, gdyby nie nie­spo­kojny sen nie usły­szałby tego. Po chwili zgrzyt powta­rza się i nad­pływa zro­zu­mie­nie, że to już, że za drzwiami, sku­leni, stoją trzej.

Pierw­szy ma na imię Boh­dan, Wal­de­mar albo Bog­dan, jest niski, łysy, gruby, ma siwe wąsy i zno­szony kom­bi­ne­zon. Lubi Ligę Mistrzów i golonkę, którą przy­rzą­dza mu jego żona, Bar­bara. Syn ma warsz­tat samo­cho­dowy, to dobry zawód.

I Boh­dan albo Wal­de­mar pra­cuje w resor­cie jako spec od otwie­ra­nia zam­ków, i ma czy­ste sumie­nie bo on tylko te zamki, otwiera i zaraz zamyka, i nie obcho­dzi go co robią ci z ope­ra­cyj­nego jak już wejdą do środka. Cza­sem tylko coś słyszy.

A ci z ope­ra­cyj­nego zało­żyli podwójne latek­sowe ręka­wiczki, wejdą w chi­rur­gicz­nych maskach, i czep­kach, nie zosta­wią wło­sów ani włókien.

Rano przyj­dzie Magda, i znaj­dzie go leżą­cego w sko­tło­wa­nej pościeli, a lekarz do raportu z sek­cji wpi­sze wylew, bo Pavu­lon prze­cież się bły­ska­wicz­nie roz­kłada, a ci w czep­kach są zbyt doświad­czeni, żeby zosta­wić widoczne ślady przemocy.

Następny zgrzyt i syk, Wil­helm sięga pod poduszkę z nadzieją, że zdąży wystrze­lić cho­ciaż raz.

— Wilek nie żyje.
— Coo!?
— Umarł dzi­siaj w nocy, we śnie, Magda go zna­la­zła.
— Kurwa, ale jak, na co, prze­cież ile on miał lat…?
— Nie wia­domo jesz­cze, podej­rze­wają tęt­niaka w mózgu. Albo wylew. Już z naszej półki biorą.

No Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *