Londyn (3)

Ostat­niego dnia Lon­dyn poka­zuje mi swoją zmę­czoną, ner­wową twarz, pró­bu­jącą ukryć bry­tyj­ską quiet despe­ra­tion in the English Way, udo­wad­nia że sam już nią nasiąk­ną­łem. Napięty plan dnia, rano chcę jesz­cze zoba­czyć dzia­ła­jący targ w Cam­den, więc ruszam raźno, tak, żeby wró­cić o 12. Na tar­go­wi­sku tłum, z tru­dem odnaj­duję Cyber­Doga, nie­stety nie znaj­duję zej­ścia do sklepu ukry­tego na –2. Potem szybko kupuję jakieś pamiątki i upo­minki, wra­cam, gubię się na pro­stej ulicy, dopiero ogro­dzona kałuża pęk­nię­tego wodo­ciągu poka­zuje mi że posze­dłem w złą stronę. Opóźnienie.

IMG_20131123_112037_1

Czarna linia metra nie jeź­dzi, więc szyb­kie poże­gna­nie, auto­bus, spoj­rze­nie na zega­rek, czasu jest tyle żeby dotrzeć na styk do opty­mal­nego auto­busu na lot­ni­sko. Na Tot­ten­ham Court tłum, prze­py­cham się do bra­mek do metra, zamie­ram kiedy oka­zuje się że zamknięte. Tłum grzecz­nie stoi w pod­ziem­nej hali, cze­ka­jąc kiedy otwo­rzy się zej­ście na zakor­ko­wane perony. W Pol­sce pada­łyby już w powie­trze blu­zgi i fru­stra­cje, tu w powie­trzu wisi patrio­tyczna dys­cy­plina. Można uwie­rzyć że ich przod­ko­wie sta­wiali z Nel­so­nem kre­ski nad T i ruszali do ataku na ckm-y nad Sommą kopiąc piłki do rugby. Ale tu nie będzie szarży lek­kiej bry­gady, wszy­scy stoją grzecz­nie i cze­kają aż pra­cow­nik metra w fir­mo­wym cha­ła­cie otwo­rzy cho­ciaż jedną bramkę i mach­nie ręką w kie­runku nie­zde­cy­do­wa­nych — prze­cho­dzić! Nie spać! Zwie­dzać! Dla tych, któ­rzy nie wie­dzą czego chcą i dokąd dążą nie ma tu miejsca.

Tak for­muje się imperia.

Mural w Camden

Na Liver­pool Street dopa­dam z opóź­nie­niem. Oddaję Oystera w okienku, wypeł­niam nie­czy­tel­nie, w pośpie­chu pasek for­mu­la­rza wyda­lony przez ter­miczną dru­karkę żeby dostać z powro­tem kau­cję za kartę miej­ską. W zasa­dzie już mi wszystko jedno, ostat­nim auto­bu­sem zdążę na samo­lot — albo nie. I dopiero kiedy za szy­bami auto­busu prze­wi­nie się Hack­ney, udaje mi się pozbyć z płuc czę­ści napięcia.

Nie poko­cha­łem Lon­dynu, ale będę chciał tu wrócić.

One Comment

  • Robson wrote:

    W jakiej wer­sji mia­łeś Oystera? Z mojego panienka z okienka na tej samej sta­cji powie­działa, że abso­lut­nie zwrot wyklu­czony (albo się nie dogadałem).

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *