Exploit (1): Anomia

Wyjął kartę miej­ską, podał kon­tro­le­rowi, ten obej­rzał zdję­cie, pik­nął nad nią obo­jęt­nie czyt­ni­kiem. Kiedy wkła­dał kartę, z prze­zro­czy­stej prze­gródki spoj­rzała na niego dziewczyna.

To było zdję­cie dziew­czyny zna­le­zione w sieci, wydru­ko­wał je i nosił w port­felu, jak zdję­cie swo­jej dziew­czyny. ciem­no­włosa, nor­malna dziew­czyna leżała bokiem na łóżku, przez jej piersi prze­bie­gała linia opa­le­ni­zny z dekoltu, prze­kre­ślona bia­ławą linią łan­cuszka opły­wa­ją­cego piersi. Patrzyła gdzieś w bok, poza kadr, nie uśmie­chała się.

Lubił uda­wać przed samym sobą, że to zdję­cie jego kobiety.

Na osie­dlu w spo­żyw­czym otwar­tym do 22 kupił twa­róg i kon­serwę rybną, byczki w pomi­do­rach. Lubił kon­serwy rybne, były słod­kie i prze­wi­dy­walne. Wziął jesz­cze dwie bułki, zapła­cił i powłó­cząc nogami poszedł do domu.

W domu wyjął z lodówki pomi­dora, pokroił go sta­ran­nie na pla­sterki, poso­lił, popie­przył, polał oliwą kupioną na wyprze­daży w skle­pie koło biura. Podłużne bułki pokroił na cien­kie kromki i obło­żył pomi­do­rem. Otwo­rzył puszkę bycz­ków, ostroż­nie, żeby nie opry­skać sosem całej kuchni, poło­żył ją na dru­gim tale­rzu i wszystko zaniósł do pokoju.

Kola­cję jadł patrząc w tele­wi­zor. Póź­niej sta­ran­nie zło­żył tale­rze do zmy­warki i starł stół. Przy­po­mniał sobie o paczce, ale było już za późno, żeby iść na pocztę, zamknięte.

Następ­nego dnia w metrze nie roz­glą­dał się. Coś w nim rosło, jakieś uczu­cie zże­rało go od środka. Nie umiał go nazwać. Dopiero póź­niej, już po tym wszyst­kim poznał słowa które mógłby wtedy, do tego uczu­cia dopa­so­wać. Fern­weh. Sehn­sucht. Tęsknota.

Ale wtedy nie umiał tego nazwać.

[kawa­łek cze­goś nowego]

3 Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *