Czytałem kiedyś bardzo dużo książek, ale po osiągnięciu dojrzałości przez polski rynek wydawniczy przestałem, bo w księgarniach leżą już tylko o tym jak twardoszczęcy bohaterowie pokonują zło, albo też są to nietwardoszczęcy intelektualiści z dostępem do internetu, albo też następna wariacja na temat żenskiej wersji Adriana Mole’a, albo też głębokie [pseudo]filozoficzne rozważania o tym, że życie ma sens i bóg istnieje. Wchodzę do empiku i z zalegających tam hałd nic na mnie nie patrzy, trochę lepiej jest w Traffic Clubie. Małe księgarnie nie mają całkiem długiego ogona, chyba że są specjalistyczne.
Z aktywnych pisarzy których całych twórczości nie znam jeszcze na 100% został mi LeCarré, Palahniuk, Egan i Houllebecq. Tych mój organizm toleruje. No i jeszcze Stephenson.
Paru innych „mam wszystko i mogę tylko wracać.
A są takie dni, kiedy zamiast sięgnąć po Couplanda, Gibsona czy Lema, otwieram sobie bloga Ostrego.
Trafiając po linkach myślałem, że to jego dziewczyna, ale chyba nie, zresztą; czy to ważne?
[chyba jednak to ona]
Dzisiaj jest taki dzień.
No Comments