Linki (5): stabilne orbity w przestrzeni kłamstw.

Greg Egan wiedział.

Tytuł posta wzią­łem z jego opo­wia­da­nia „Nie­sta­bilne orbity w prze­strzeni kłamstw”. Połą­czył tam meme­tykę z teo­rią cha­osu, w pew­nym momen­cie dookoła każ­dego czło­wieka poja­wia się dyna­miczne „pole meme­tyczne” (okre­śle­nie moje), na sku­tek czego spo­łe­czeń­stwo bły­ska­wicz­nie krzep­nie w grupy ide­olo­gicz­nie spójne w postaci base­nów atraktorów.

Bada­nia nad tym jak oce­niane są idee czy media (kon­kret­nie pio­senki) wyka­zało, że jeśli pio­senka (powy­żej pew­nego poziomu) zosta­nie gdzieś uznana za dobrą, i ta ocena zosta­nie pod­jęta przez nastę­nych człon­ków popu­la­cji, to cała popu­la­cja przej­mie tą ocenę. Ale w popu­la­cji kon­tro­l­nej może to się nie wyda­rzyć i tam dany wyko­nawca prze­pada. Szcze­góły i komen­tarz na Slashdocie.

Coś takiego opi­sał też Kon­rad Lewan­dow­ski w jed­nym ze swo­ich opo­wia­dań o Rado­sła­wie Tomaszewskim.

3 Comments

  • mostro wrote:

    Nie od dzi­siaj wia­domo, że poszu­ki­wa­nie mini­mum glo­bal­nego skom­pli­ko­wa­nej funk­cji jest poważ­nym pro­ble­mem obli­cze­nio­wym. Lokalne znaj­duje się łatwo.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Ana­lo­gia opty­ma­li­za­cyjna jest ryzy­kowna. Odkry­wa­nie opti­mów lokal­nych to pro­blem łatwy dla funk­cji dwu­krot­nie róż­nicz­ko­wal­nych. Do róż­nicz­ko­wal­no­ści potrze­bu­jesz cią­gło­ści, a do tego — metryki. Ja bym bar­dzo chciał zoba­czyć jakąś metrykę dla dzie­dziny powyż­szego problemu.

    Szcze­rze mówiąc, mi to wygląda na pod­ręcz­ni­kowy przy­kład sprzę­że­nia zwrot­nego w dużej skali. Wydaje się to skom­pli­ko­wane, bo ludzi jest +inf, a każ­demu sie­dzi w gło­wie +inf memów. Ale jak się chwilę zasta­no­wić, to każdy taki ludek, włącz­nie z nami samymi, to prze­kaź­nik z fil­trem, a mem typu „to jest dobra pio­senka” to jest, za prze­pro­sze­niem, kon­den­sa­tor. Różne sygnały z zewnątrz nam ten kon­den­sa­tor ładują: odsłuch pio­senki, owszem, z jakimś ładun­kiem X, ale też infor­ma­cja od innego czło­wieka o nume­rze, dajmy na to, 0 <= k > X (no bo jak wszy­scy ci mówią, że jesteś wiel­błą­dem…). Jak się uzbiera odpo­wied­nio duży ładu­nek, to nastę­puje wyła­do­wa­nie i dajemy pio­sence fava, czyli wysy­łamy sygnał Y(N+1).

    Przy tym, oczy­wi­ście, ponie­waż jest +inf ludzi i +inf memów, to sygnały wpły­wają na sie­bie nawza­jem, oddzia­łują na wiele memów na raz, a z kolei memy oddzia­łują na sie­bie nawza­jem i na „filtr wej­ściowy”. A ponie­waż to wszystko jest sprzę­żone, to poja­wiają się fale powrotne i wyła­do­wa­nia, a gdy ktoś pró­buje to roz­wi­kłać, to dostaje taką koło­myję jak ten nie­szczę­sny komen­ta­tor na Slashdocie.

    Cen­sor­ship by glut to, jak sądzę, po pro­stu pro­blem wybi­cia się sygnału ponad szum. Nie powie­dział­bym, że jest nowy. Co naj­mniej od czasu try­bu­nów ludo­wych wia­domo, że krzy­kacz ma więk­sze popar­cie niż mędrzec, chyba że ów mędrzec też ma dobre płuca.

    Mój oso­bi­sty spo­sób radze­nia sobie z tym polega na tym, że ogra­ni­czam szum. Np. Sla­sh­dota, Kotaku i tym podobne kli­kam tylko jak ktoś linka da. Ze względu na upra­wiany zawód śledzę 1 (jedną) meta­stronę, która mi pod­tyka pod nos (pra­wie) wszystko, co warto wyce­dzić z zyliona blo­gów i new­sów. Są cał­kiem niezawodni.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Ja naj­moc­niej prze­pra­szam, ale jak zwy­kle zależy mi na ośmie­sza­niu się samo­dziel­nym, bez współ­udziału loso­wych wypad­ków przy pracy, które tym razem zja­dły mi spory kawa­łek dwóch zdań.

    Errata:
    Różne sygnały z zewnątrz nam ten kon­den­sa­tor ładują: odsłuch pio­senki, owszem, z jakimś ładun­kiem X, ale też infor­ma­cja od innego czło­wieka o nume­rze, dajmy na to, 0 <= k <= N, mówią­cego nam, że „to jest dobra pio­senka”, z jakimś tam ładun­kiem Y(k). Nie trzeba być psy­cho­lo­giem, żeby wie­dzieć, że suma po k ze wszyst­kich Y(k) jest czę­sto dużo więk­sza od X (no bo jak wszy­scy ci mówią, że jesteś wielbłądem…).

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *