Greg Egan wiedział.
Tytuł posta wziąłem z jego opowiadania „Niestabilne orbity w przestrzeni kłamstw”. Połączył tam memetykę z teorią chaosu, w pewnym momencie dookoła każdego człowieka pojawia się dynamiczne „pole memetyczne” (określenie moje), na skutek czego społeczeństwo błyskawicznie krzepnie w grupy ideologicznie spójne w postaci basenów atraktorów.
Badania nad tym jak oceniane są idee czy media (konkretnie piosenki) wykazało, że jeśli piosenka (powyżej pewnego poziomu) zostanie gdzieś uznana za dobrą, i ta ocena zostanie podjęta przez nastęnych członków populacji, to cała populacja przejmie tą ocenę. Ale w populacji kontrolnej może to się nie wydarzyć i tam dany wykonawca przepada. Szczegóły i komentarz na Slashdocie.
Coś takiego opisał też Konrad Lewandowski w jednym ze swoich opowiadań o Radosławie Tomaszewskim.
Nie od dzisiaj wiadomo, że poszukiwanie minimum globalnego skomplikowanej funkcji jest poważnym problemem obliczeniowym. Lokalne znajduje się łatwo.
Analogia optymalizacyjna jest ryzykowna. Odkrywanie optimów lokalnych to problem łatwy dla funkcji dwukrotnie różniczkowalnych. Do różniczkowalności potrzebujesz ciągłości, a do tego — metryki. Ja bym bardzo chciał zobaczyć jakąś metrykę dla dziedziny powyższego problemu.
Szczerze mówiąc, mi to wygląda na podręcznikowy przykład sprzężenia zwrotnego w dużej skali. Wydaje się to skomplikowane, bo ludzi jest +inf, a każdemu siedzi w głowie +inf memów. Ale jak się chwilę zastanowić, to każdy taki ludek, włącznie z nami samymi, to przekaźnik z filtrem, a mem typu „to jest dobra piosenka” to jest, za przeproszeniem, kondensator. Różne sygnały z zewnątrz nam ten kondensator ładują: odsłuch piosenki, owszem, z jakimś ładunkiem X, ale też informacja od innego człowieka o numerze, dajmy na to, 0 <= k > X (no bo jak wszyscy ci mówią, że jesteś wielbłądem…). Jak się uzbiera odpowiednio duży ładunek, to następuje wyładowanie i dajemy piosence fava, czyli wysyłamy sygnał Y(N+1).
Przy tym, oczywiście, ponieważ jest +inf ludzi i +inf memów, to sygnały wpływają na siebie nawzajem, oddziałują na wiele memów na raz, a z kolei memy oddziałują na siebie nawzajem i na „filtr wejściowy”. A ponieważ to wszystko jest sprzężone, to pojawiają się fale powrotne i wyładowania, a gdy ktoś próbuje to rozwikłać, to dostaje taką kołomyję jak ten nieszczęsny komentator na Slashdocie.
Censorship by glut to, jak sądzę, po prostu problem wybicia się sygnału ponad szum. Nie powiedziałbym, że jest nowy. Co najmniej od czasu trybunów ludowych wiadomo, że krzykacz ma większe poparcie niż mędrzec, chyba że ów mędrzec też ma dobre płuca.
Mój osobisty sposób radzenia sobie z tym polega na tym, że ograniczam szum. Np. Slashdota, Kotaku i tym podobne klikam tylko jak ktoś linka da. Ze względu na uprawiany zawód śledzę 1 (jedną) metastronę, która mi podtyka pod nos (prawie) wszystko, co warto wycedzić z zyliona blogów i newsów. Są całkiem niezawodni.
Ja najmocniej przepraszam, ale jak zwykle zależy mi na ośmieszaniu się samodzielnym, bez współudziału losowych wypadków przy pracy, które tym razem zjadły mi spory kawałek dwóch zdań.
Errata:
Różne sygnały z zewnątrz nam ten kondensator ładują: odsłuch piosenki, owszem, z jakimś ładunkiem X, ale też informacja od innego człowieka o numerze, dajmy na to, 0 <= k <= N, mówiącego nam, że „to jest dobra piosenka”, z jakimś tam ładunkiem Y(k). Nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że suma po k ze wszystkich Y(k) jest często dużo większa od X (no bo jak wszyscy ci mówią, że jesteś wielbłądem…).