Miałem to opisać jakiś czas temu, ale uciekło.

Nie pamię­tam już skąd wra­ca­łem, chyba z poczty. Idąc spę­kaną asfal­tową alejką na obrzeżu Parku Bród­now­skiego, gdzieś na wyso­ko­ści pary beto­no­wych koszy na śmieci blo­ku­ją­cych prze­jazd samo­cho­dom, mijam grupkę młod­szych nasto­lat­ków. Dociera mnie strzę­pek dia­logu poprze­dzie­la­nego yyy i eee i powłó­cze­niem nogami; jesz­cze się nie przy­zwy­cza­ili do nowych pro­por­cji ciała, nad­cią­ga­ją­cej dorosłości.

Mię­dzy nimi, jeden z wyż­szych, chło­pak w pięk­nej natu­ral­nie krę­co­nej afro. Poza tym i jesz­cze jed­nym szcze­gó­łem, niczym nie wyróż­nia się z grupy. Tutejszy.

Do głowy wska­kuje mi kawa­łek dia­logo ze „Sta­tus 7” Adlera i Piątkowskiego.

Czy ty wiesz jak to ciężko być naj­młod­szym synem w bied­nej czar­nej rodzi­nie na Pra­dze Południe?

[czer­ski mi to przy­po­mniał]

No Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *