Dyskusja u MRW bezpośrednio i pośrednio doprowadziła mnie do „współczucia dla nadczłowieka” Elaine Radford i „Creating the Innocent Killer: Ender’s Game, Intention, and Morality” Johna Kessela.
„Endera” przeczytałem, przeczytałem cały cykl aż do „Ksenocydu”, na tym wymiękłem, chyba nawet skończyłem, ale po pojawieniu się kosmicznej świadomości wyparłem. Później mój zachwyt został zachwiany przez Tomka Kołodziejczaka analizą prowadzenia wojny przez udawaną symulację i Oramusa krytyką kariery politycznej sieciowych anonimów. Tu rzeczywistość przybiła Oramusowi piątkę: wyszczekanie na blogu czy w Usenecie nie przekłada się nijak na impakt polityczny (sprawdzić czy nie w świadomości użytkowników Salonu24).
Ale w jednym się z Kesselem nie zgadzam: rozpatrując moralność Endera nie wychodzi on ze swoich ram społecznych, z których Ender był mniej lub bardziej celowo wykluczony. Nie miał do kogo zwrócić się o pomoc, więc zabijał.
Bo można powiedzieć że Ender jest to tym, że wychowując człowieka w totalnie wrogim środowisku dostaniemy zimnokrwistego psychopatę-zabójcę. Tak się przecież robi podczas szkolenia żołnierzy.
Ale to żadne odkrycie i żadna literatura.
No Comments