Linki (9): lustracja Endera Wiggina.

Dys­ku­sja u MRW bez­po­śred­nio i pośred­nio dopro­wa­dziła mnie do „współ­czu­cia dla nad­czło­wieka” Ela­ine Rad­ford i „Cre­ating the Inno­cent Kil­ler: Ender’s Game, Inten­tion, and Mora­lity” Johna Kessela.

Endera” prze­czy­ta­łem, prze­czy­ta­łem cały cykl aż do „Kse­no­cydu”, na tym wymię­kłem, chyba nawet skoń­czy­łem, ale po poja­wie­niu się kosmicz­nej świa­do­mo­ści wypar­łem. Póź­niej mój zachwyt został zachwiany przez Tomka Koło­dziej­czaka ana­lizą pro­wa­dze­nia wojny przez uda­waną symu­la­cję i Ora­musa kry­tyką kariery poli­tycz­nej sie­cio­wych ano­ni­mów. Tu rze­czy­wi­stość przy­biła Ora­mu­sowi piątkę: wyszcze­ka­nie na blogu czy w Use­ne­cie nie prze­kłada się nijak na impakt poli­tyczny (spraw­dzić czy nie w świa­do­mo­ści użyt­kow­ni­ków Salonu24).

Ale w jed­nym się z Kes­se­lem nie zga­dzam: roz­pa­tru­jąc moral­ność Endera nie wycho­dzi on ze swo­ich ram spo­łecz­nych, z któ­rych Ender był mniej lub bar­dziej celowo wyklu­czony. Nie miał do kogo zwró­cić się o pomoc, więc zabijał.

Bo można powie­dzieć że Ender jest to tym, że wycho­wu­jąc czło­wieka w total­nie wro­gim środo­wi­sku dosta­niemy zim­no­krwi­stego psychopatę-zabójcę. Tak się prze­cież robi pod­czas szko­le­nia żołnierzy.

Ale to żadne odkry­cie i żadna literatura.

No Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *