Now playing: GMM.

[kisił mi się ten post, aż benzo mnie spro­wo­ko­wał do skończenia]

Kiedy moi pod­sta­wów­kowi współ­ple­mieńcy tłu­kli się o to czy lep­sze jest Lady Pank czy Repu­blika, ja słu­cha­łem bry­tyj­skiego elec­tro w czy­sto syn­te­za­to­ro­wych aran­ża­cjach Benna Dagli­sha. Jego naj­więk­sze dzieło brzmi tak (wła­ściwa melo­dia zaczyna się od gon­gów na początku poziomu):

Póż­niej prze­sia­dłem się na Amigę, na peceta z jakąś pod­róbą Sound­Bla­stera, na Sound­bla­stera Live!, na maka w końcu, ale coraz dosko­nal­sze syn­te­za­tory i odtwa­rza­cze stru­mieni audio nie miały już tej chro­pa­wej, ana­lo­go­wej jako­ści wyni­ka­ją­cej z wyci­śnię­cia ze sprzętu wię­cej niż w niego zapro­jek­to­wano (na SID-zie w Com­mo­dore 64 uda­wało się odtwa­rzać dżwięk prób­ko­wany, mimo, że takiej funk­cjo­nal­no­ści nijak ten układ dżwię­kowy nie prze­wi­dy­wał, był po pro­stu trzy­ka­na­ło­wym obwie­dnio­wym syntezatorem).

Aż w końcu bodaj czy nie w ramach obsy­sa­nia dar­mó­wek z iTMS dosta­łem „Makina FifthUgress. Nie był to kla­syczny chip­tune, do syn­te­za­to­ro­wego pod­kładu dolo­żony był wokal The­rese Vadem, koja­rzył mi się wtedy z Kylie Minogue.

Potem ^dre­aded­ga­zebo pod­rzu­cił mi namiar na kosmo­nau­tyczny sin­giel ]tegoż, no i wsiąkłem.

Wszystko to logo­wało się do last.fm, który wtedy uwa­ża­łem za mało poży­teczny ser­wis, ot można zna­jo­mych podo­da­wać do zna­jo­mych, popa­trzeć czego słu­chają, i ewen­tu­al­nie posłu­chać jakichś kapel o któ­rych świat zapo­mniał w cza­sach kiedy tapir na pudla był rów­nie sza­łowy jak dzi­siaj grzywka emo. Aż któ­re­goś dnia w pro­po­zy­cjach dosta­łem Nebu­lar SpoolNinja 9000, któ­rych przez kilka tygo­dni słu­cha­łem w kółko (zwłasz­cza Com­man­der Moira (Club Ninja Edit) no i „Ruins”).

Po pew­nym riser­czu oka­zało się, że wszystko to jeden czło­wiek: Gisle Mar­tens Meyer, maniak 8-bitowych brzmień, reali­zu­jący się jako Ugress, Pixxel­Ty­ger, Ninja 9000, Nebu­lar Spool i label Uncanny Pla­net. Co naj­lep­sze, GMM nie jedzie tylko na nostal­gii, ale wziął starą muzykę za pod­stawę i na tym buduje dal­szy roz­wój, w stronę muzyki klu­bo­wej jako Ninja 9000 i Ugress, w stronę nostal­gicz­nego ste­am­punku jako Nebu­lar Spool, a eks­pe­ry­menty publi­kuje jako Sha­dow Of The Beat (sta­wiam piwo pierw­szej oso­bie która będzie wie­dzieć do czego alu­zją jest ta nazwa).

Pod wszyst­kimi lin­kami powy­żej jest dużo dobra do ścią­ga­nia i słu­cha­nia, bo GMM więk­szość swo­ich rze­czy publi­kuje online bez DRM. Ale poku­puję od niego te 320-kbitowe wer­sje, trzeba wspie­rać takich świę­tych sza­leń­ców. Poza tym aku­rat całego „Cine­ma­tro­nicsa” do ścią­gnię­cia nie ma, a to jeden z lep­szych jego albumów.

A jak już to wszystko przej­rza­łem i wygu­gla­łem, to iTu­nes wylo­so­wało „Show Must Go On” Queenów i oka­zało się, że to jest pio­senka na ten sam temat.

5 Comments

  • agnus wrote:

    Pew­nie nawią­za­nie do old­skul gierki, Sha­dow of the Beast.

  • Stu­dent wygrał piwo!

  • Old­skul gierki — strasz­nie to brzmi. Wczo­raj grałem…

  • Zamie­rza­łem o tym trza­snąć notkę na moją stronkę, a tu kur­czę teraz mi nikt nie uwie­rzy że mi to samo do głowy przy­szło, mniej wię­cej podob­nym torem (Amiga, Ugress pole­cone na blogu WO, SotB, Ninja 9000…).

    Na doda­tek spóź­ni­łem się żeby roz­szy­fro­wać Sha­dow of the Beast. Argh.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Przy­po­mina mi się wypo­wiedź innego kla­syka gatunku, Roba Hub­barda (kla­syka w tym sen­sie, że w swoim cza­sie udźwię­ko­wił zylion gie­rek), z oka­zji imprezy pole­ga­ją­cej na zagra­niu jego sta­rych melo­dii na SIDa w aran­ża­cji na orkie­strę. No więc powie­dział on był z grub­sza tyle, że pro­gra­mo­wa­nie SIDa było upier­dliwe i że faj­nie wresz­cie posłu­chać tych kawał­ków w przy­zwo­itym wykonaniu.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *