Pojechać do Karola.

Szyb­kim rzu­tem zaglą­dam na jeden z tych blo­gów na które zaglą­dam tylko cza­sami, a tam:

…na przy­klad wielu ludziom wciaz wydaje sie, ze tym­cza­sowo maja kociol w pracy i musza zosta­wac po godzi­nach, ale juz w przy­szlym tygo­dniu bedzie dobrze i pojda na piwo, a potem sie oka­zuje, ze to tym­cza­sem trwa dzie­siec lat i jak wia­domo z fil­mow fabu­lar­nych, tym­cza­sem nie wypili piwa, ich dzieci doro­sly, spadl kurs papie­row war­to­scio­wych, a zona ode­szla do swo­jego oso­bi­stego instruk­tora jogi.

Nie mam dzieci, nie mam żony, nie mam papie­rów war­to­ścio­wych, a gdy­bym miał żonę, to by nie miała instruk­tora jogi, osobistego.

Poza tym wszystko się zgadza.

W tym roku będzie dzie­sięć lat, jak sie­dzę w Warszawie.

Od roku obie­cuję sobie, że jak tylko sytu­acja się wykla­ruje, wezmę lap­topa i na mie­siąc pojadę do Karola na wieś. Tam nie ma asfaltu ani zasięgu.

5 Comments

  • Z nad­go­dzin i rato­wa­nia kosz­tem życia sku­tecz­nie leczy wyso­kość kwoty za nad­go­dziny. Moje życie jest wię­cej warte.

  • Zuza, dow­cip polega tro­chę na tym, że w mojej głów­nej spe­cjal­no­ści nie ma w tej chwili pracy bez nad­go­dzin, dyżu­rów i alar­mó­wek. Będzie lepiej odnosi się raczej do prób zmiany głów­nej specjalności.

    Cho­ciaż tro­chę mam wra­że­nie że jest to kwe­stia podej­ścia ludzi/firmy i „usta­wie­nia” rela­cji mię­dzy­ludz­kich w fir­mie. Raz jak udało mi się wyrwać na urlop i zadzwo­nili z czymś co zna­ko­mi­cie mogło pocze­kać, zapy­ta­łem (dzwo­nią­cego kowor­kera, nie prze­ło­żo­nego), któ­rego słowa z „jestem na urlo­pie” nie zro­zu­miał, i była wielka obraza.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    W mojej branży było to samo, póki śred­nia wieku nie wzro­sła na tyle, że ludzie zaczęli mieć żony i dzieci. Wtedy zaczęli się sta­wiać. Dobrą stroną game­devu jest to, że oprócz sze­roko poję­tych infor­ma­ty­kie­te­rów trzeba mieć w eki­pie także ludzi o innych spe­cjal­no­ściach, dzięki czemu tylko 30 pro­cent ekipy jest dys­funk­cyjne, a nie 100.

    [Zlą stroną game­devu jest to, że nie wystar­czy być dobrym infor­ma­ty­kie­te­rem, żeby uchro­nić zespół przd crunchami.]

  • Nigdy nie zapo­mnę uczu­cia bez­sil­nej wście­kło­ści, kiedy sze­fowa kwi­to­wała wzru­sze­niem ramion pyta­nia o zapłatę za nad­go­dziny — „wie­cie jaka jest sytu­acja na rynku pracy”. Oba­wiam się, że to może wró­cić pod pre­tek­stem kryzysu.

  • Alex wrote:

    Z dobrych wie­ści, chyba w nie­dzielę jadę do Karola. Ze złych, kroi się następna robota. Z nadgodzinami.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *