Szybkim rzutem zaglądam na jeden z tych blogów na które zaglądam tylko czasami, a tam:
…na przyklad wielu ludziom wciaz wydaje sie, ze tymczasowo maja kociol w pracy i musza zostawac po godzinach, ale juz w przyszlym tygodniu bedzie dobrze i pojda na piwo, a potem sie okazuje, ze to tymczasem trwa dziesiec lat i jak wiadomo z filmow fabularnych, tymczasem nie wypili piwa, ich dzieci dorosly, spadl kurs papierow wartosciowych, a zona odeszla do swojego osobistego instruktora jogi.
Nie mam dzieci, nie mam żony, nie mam papierów wartościowych, a gdybym miał żonę, to by nie miała instruktora jogi, osobistego.
Poza tym wszystko się zgadza.
W tym roku będzie dziesięć lat, jak siedzę w Warszawie.
Od roku obiecuję sobie, że jak tylko sytuacja się wyklaruje, wezmę laptopa i na miesiąc pojadę do Karola na wieś. Tam nie ma asfaltu ani zasięgu.
Z nadgodzin i ratowania kosztem życia skutecznie leczy wysokość kwoty za nadgodziny. Moje życie jest więcej warte.
Zuza, dowcip polega trochę na tym, że w mojej głównej specjalności nie ma w tej chwili pracy bez nadgodzin, dyżurów i alarmówek. Będzie lepiej odnosi się raczej do prób zmiany głównej specjalności.
Chociaż trochę mam wrażenie że jest to kwestia podejścia ludzi/firmy i „ustawienia” relacji międzyludzkich w firmie. Raz jak udało mi się wyrwać na urlop i zadzwonili z czymś co znakomicie mogło poczekać, zapytałem (dzwoniącego koworkera, nie przełożonego), którego słowa z „jestem na urlopie” nie zrozumiał, i była wielka obraza.
W mojej branży było to samo, póki średnia wieku nie wzrosła na tyle, że ludzie zaczęli mieć żony i dzieci. Wtedy zaczęli się stawiać. Dobrą stroną gamedevu jest to, że oprócz szeroko pojętych informatykieterów trzeba mieć w ekipie także ludzi o innych specjalnościach, dzięki czemu tylko 30 procent ekipy jest dysfunkcyjne, a nie 100.
[Zlą stroną gamedevu jest to, że nie wystarczy być dobrym informatykieterem, żeby uchronić zespół przd crunchami.]
Nigdy nie zapomnę uczucia bezsilnej wściekłości, kiedy szefowa kwitowała wzruszeniem ramion pytania o zapłatę za nadgodziny — „wiecie jaka jest sytuacja na rynku pracy”. Obawiam się, że to może wrócić pod pretekstem kryzysu.
Z dobrych wieści, chyba w niedzielę jadę do Karola. Ze złych, kroi się następna robota. Z nadgodzinami.