A tak, czyta?am, zanim wyjecha?am. I wyobrazi?am sobie sterylne miasto korporacyjne, a tutaj ka?da dzielnica ma inny zapach. Chinatown — komercha i tandeta, ale Little India wygl?da jak kawa?ek prawdziwych Indii. Na Arab Street obok lokali z szisz? i egipskich restauracji s? kluby jazzowe oraz ma?e butiki m?odych, lokalnych projektantów. Mnóstwo zieleni. W biurze mamy mrówki. Wcale nie jest tak czysto — zale?y od dzielnicy i osiedla. Co z tego, ?e lokalne media si? pod kontrol? rz?du, skoro i tak wi?kszo?? mieszka?ców ma nieograniczony dost?p do internetu.
Na nud? narzekaj? tylko wyj?tkowo zblazowani Singapurczycy.
A tak, czyta?am, zanim wyjecha?am. I wyobrazi?am sobie sterylne miasto korporacyjne, a tutaj ka?da dzielnica ma inny zapach. Chinatown — komercha i tandeta, ale Little India wygl?da jak kawa?ek prawdziwych Indii. Na Arab Street obok lokali z szisz? i egipskich restauracji s? kluby jazzowe oraz ma?e butiki m?odych, lokalnych projektantów. Mnóstwo zieleni. W biurze mamy mrówki. Wcale nie jest tak czysto — zale?y od dzielnicy i osiedla. Co z tego, ?e lokalne media si? pod kontrol? rz?du, skoro i tak wi?kszo?? mieszka?ców ma nieograniczony dost?p do internetu.
Na nud? narzekaj? tylko wyj?tkowo zblazowani Singapurczycy.