[rzadko opowiadam swoje sny i na szczęście je szybko zapominam]
Dzisiaj śniły mi się przygotowania do spełnienia wszystkich moich najgłębszych tęsknot, tych o których nigdy nie mówię i nie piszę, nawet pod najcięższym krypto. I których nie da się spełnić.
A kiedy już to miało się zacząć się dziać, to jakaś część mojej świadomości kazała mi się obudzić. Poszedłem do łazienki, wysikałem się, umyłem ręce, napiłem się wody z kranu w niezbyt czystej szklance, tej która od miesiąca stoi na umywalce, czekając na ręczne umycie. Za oknem szary, deszczowy poranek, autobus, tramwaj, metro, maile do wysłania, papiery do podpisania, decyzje do podjęcia, możliwości do zamknięcia. „Encore, jeszcze raz!” w wersji Grabaża i Strachów na Lachy w słuchawkach.
Miałem kiedyś narysować swoją mocną stronę, narysowałem mózg w słoiku, jako umiejętność zimnej analizy w każdej sytuacji, spojrzenia w oczy faktom. Później okazało się, że ten narysowany słoik wygląda prawie jak klatka.
Nie wychodzę z niej nawet we śnie.
No Comments