[z okazji „rozpoczęcia sezonu dawno planowana notatka]
Uśredniona rozmowa o jeżdżeniu motorem wygląda tak:
— Motorem jeżdżę.
— Ale to jest niebezpieczne! Wujka Józka konia szwagra syn zabił się na motorze! Nie boisz się?
— Boję się. Jak cholera.
— …
Tu rozmowa zwykle się urywa, jakby koncept robienia czegoś niebezpiecznego z własnej woli, był tabu. Pytanie „dlaczego z własnej woli robię coś, czego się boję nie pada, zresztą nie umiałbym na nie odpowiedzieć, wszystko co przychodzi mi na myśl kiedy się nad tą odpowiedzią zastanawiam, to banały, albo neurofizjologia.
Żyjemy w świecie który wpychamy w coraz większą racjonalność, wszystko co ma być dostępne przeciętnemu człowiekowi, ma być niegroźne, stąd coraz większa popularność rozmaitych symulakrów. Czasem kiedy przepycham się przez korek obok tych wszystkich błyszczących SUV-ów i limuzyn z oknami obwiedzionymi chromowaną na srebrzysto listwą, zastanawiam się, jak wygląda mentalna mapa rzeczywistości kogoś z tej grupy życiowych trajektorii, urodzonego na podmiejskim osiedlu, wożonego przez rodziców samochodem, później swoim własnym, kogoś kto nigdy nie widział i nie czuł w autobusie śmierdzącego menela, nie słyszał lansiar jadących na sobotni połów do Piekarni czy innej Utopii, kogoś kto nie wie jak się jeździ metrem, zawsze bezpiecznego za strefą zgnotu, barierką zabezpieczającą stok, plecami ochroniarza, poduszką powetrzną, przyciskiem wzywania patrolu ochrony.
Nie mającego kontaktu z rzeczywistością.
I nie umiem sobie tego wyobrazić.
Wprawdzie bez motoru, ale też ostatnio o tym myślałem.
A teraz właśnie przypomniałem sobie, że Stephenson o tym dwie książki napisał.
mrw: które wg ciebie?
Bezpieczeństwo jazdy na „moturze”, czy jego brak nie ma związku z tym, czy ktoś był wychowany w ciepełku, czy nie. Natomiast na poglądy jak najbardziej ma wpływ to, czy Wujka Józka konia szwagra syn zabił się na tym motorze, czy nie. W mojej rodzinie np. z motocyklami było ciężko właśnie z takiego powodu (zwykle na początku listopada odwiedzam ten „powód” chociaż osobiście go nie znałem), choć moi rodzice raczej nie byli wożeni w wygodnych fotelikach przytroczonych isofiksami do modnych SUV-aków. Przełknęli WSK-ę 175, przełknęli ETZ-kę, ale potem już pewnie nic by nie przełknęli. I pewnie cieszyli się, że syn nie ma za co kupić następnego.
Prawda jest taka, że na motocyklu o wiele łatwiej o dzwona (znam to uczucie, dzwoniłem, 20-50cm bliżej przodu celu i nie wiem, czy bym pisał te słowa). Prawda jest też taka, że od tamtych lat samochodów przybyło, za to umiejętności wśród ich użytkowników niekoniecznie (w końcu to jeszcze jedno AGD) i we mnie też gdzieś siedzi to przeświadczenie, że jak wsiądę na moto, to znajdzie się jakiś pajac, którego podświadomość postawi sobie za punkt honoru, aby mnie uklepać.
Po dzwonie niestety nie było kasy na kolejny sprzęt, a i rodzina już w ogóle nie chciała słyszeć o zwiększaniu szans na 2:0 dla kostuchy. Znaczy pałętały się gdzieś zwłoki jakiegos pozawodnicznego SKM-a, ale niestety nigdy nie powstały i pewnie zgniły na złomie.
Powiem też, że piętnaście lat nie siedziałem na motocyklu, ale ostatnio zdarzyła się okazja. I choć przejażdżka nie sprawiła mi przyjemności (nogi jak z drewna, ręce jak z drewna, nigdy wcześniej nie siedziałem na czymś, co waży 200+kg, więc to motocykl prowadził mnie, a nie ja motocykl), to jednak myśl o tym, żeby wrócić na dwa koła, jest upierdliwie natarczywa. Ale już bez parcia takiego, jak te piętnaście lat temu (chociaż mój pierwszy ton up wciąż czeka). Chyba czas na jakiegoś singla w dobrym, starym stylu.
A młodym wylęknionym rodzicom polecam edukację od najmłodszych lat. I zapoznawać szczawia ze sprzętami od początku (w końcu są enduraki dla ledwie odrośniętych od ziemi), jak przyjdzie jego czas, to nie będzie wyposzczony i wyrywny, bo to wszystko będzie już mu znane. Inna sprawa, że do tego potrzebne są tradycje. I zainsteresowanie rodzica, a nie podejscie „kupię szczawiowi quada, to się sobą zajmie”. A potem jest „olaboga, zabił się, co ja biedny pocznę!”. I stąd się biorą Wujka Józka konia szwagra synowie.
„Zamieć” (nowe pokolenie mafiozów) i „Diamentowy wiek”, oczywiście.
Alex. Ale o co ci chodzi?
Dla jednych dopuszczalnym ryzykiem jest podróż nocnikiem, dla innych popierdzielanie Triumphem 1000cm3 bez prawka.
Czy myślisz, że dzieci tych od bulwarowych terenówek czy kratkowych wyścigówek też takie będą?
Moim zdaniem właśnie oni pierwsi siądą na szlifierę, bo przecież nic się im nie może stać.
A jeśli chodzi o tych w SUVach czy z chromami… No cóż… To po prostu symbol pozycji. Tak jak modny gadżet, czy drogi zegarek. Nie mogą się pokazać inaczej. Co by inni powiedzieli… Ale „z moją pozycja nie uchodzi podjechać na SRce”…
Słuszne podejście.
Ja się boję jeździć półtoratonowym autem ze strefą zgniotu pasami i poduchą. Wcześniej bałem się jeździć rowerem, tam gdzie miałem odcinek taki, że ni chu się nie da po poboczu ani po chodniku.
Jeśli się kiedyś przestanę bać, to wtedy dopiero będzie się czego bać.
A wujów szwagra synów ojców po prostu wytrącasz z planu konwersacji: powinieneś się upierać, że jeździsz bezpiecznie to absolutnie ciebie nic nie spotka, a oni by cię przekonywali jak to jednak jest niebezpiecznie i zyskaliby poczucie dobrze spełnionego obowiązku zawracania bliźniego ze złej drogi — a tu zonk. To chyba prostsze wyjaśnienie.
R.
„Bo oprócz strachu to jednak daje kupę frajdy” liczy się jako odpowiedź neurofizjologiczna czy banalna? Zresztą to przecież i tak jedno — my wszyscy psychole oddający się niebezpiecznym rozrywkom, zestawiamy podświadomy bilans strachu i strzału z dopaminy, jaki daje nam robienie psycholskich rzeczy i podświadomie wychodzi nam, że to się jednak kalkuluje. Dorabianie do tego ideologii, że nie zna życia, kto nie jeździł na Komarze, jest bez sensu, nie mówiąc już że pretensjonalne.
Ghoti: jak raz nie każdego kręci jazda pełnym ogniem, ze schodzeniem na kolano w każdym winklu i wyjściem z niego w poślizgu czy z uniesionym przednim kołem. Jedni chcą być Rossim, inni lubią sobie popyrkać, byle wiatr hulał wokół gęby i na zakrętach trochę horyzont się przechylał. To może być po prostu przyjemna rzecz i bez angażowania układu hormonalnego.
@r
„bez angażowania układu hormonalnego”
Jeśli myślisz, że podczas spokojnego pyrkania albo czytania wyjątkowo pasjonującej powieści Jane Austen nie dostajesz strzału z dopaminy, to się mylisz. A określenie „psycholskie rzeczy” miało być ironiczne z założenia, do głowy mi nie przyszło, że ktoś to potraktuje poważnie.
Miałem raczej na myśli to, że niektórzy muszą dostać strzała takiego, że schodzą z motoru z trzesącymi się nogami i rękoma. Nie wszyscy tego potrzebują.c
Pomijając wątek motorowy, pytania o astronautów i ich dzieci w kapsułach dobre — z drugiej strony warto czasem spędzić (np. mimowolnie) noc na jakimś zapyziałym dworcu (np. Aleksandrów Kujawski czy inny Ełk), żeby samemu się zbadać na oderwanie od ziemi.
@tmarc
KUTNO!!!!
Nie zna życia kto nie kiblował w bufecie na dworcu w Kutnie. Albo w Gnieźnie. Albo w Aleksandrowie.
W ogóle brakujące zakończenie tej notki ułożyło mi się kiedy podczas poniedziałkowego świątecznego spaceru do Cytateli (minęliśmy się o kilka godzin albo o dzień), złapałem się na myśleniu „ale stromy ten stok, powinna być barierka bo ktoś spadnie.
@młotek
Do pasażerów luksusowych kapsuł mam jedynie takie zastrzeżenie, że w odróżnieniu od podrdzewiałych kombi prawie nigdy nie ustępują drogi.
Chodziło mi raczej o to, że tworzy się grupa społeczna pozbawiona umiejętności przebywania w środowiskach niekontrolowanych, jak Tmarc to napisał, „astronautów. Właśnie dlatego wsiądą na „litra i wylądują na pierwszym drzewie, bo nigdy się nie spotkali z koniecznością szacowania ryzyka, czy ogólniej mówiąc, liczeniem się z rzeczywistością, w tym innymi ludźmi.
@r
Strzał to funkcja doświadczenia, początkujący z trzęsącymi się nogami schodzi nawet ze skutera.
Jak ciągnie i bez szaleństw, to może jakieś lekkie enduro? 200 nie poleci, na miejskie wyboje się nada.
@MRW
„Diamentowy wiek po glebszym namyślę się zgodzę (Nell kontra jej towarzyszki ze szkoły?), ale „Zodiak? W którym miejscu?
[…] z czterech dni offline, po przejrzeniu wszystkich backlogów, zaskoczyla mnie tylko dyskusja pod notką o strachu (jakoś tak się przyzwyczaiłem, że pies z kulawą nogą tu nie komentuje), i nowa rzecz w […]
„Chodzi?o mi raczej o to, ?e tworzy si? grupa spo?eczna pozbawiona umiej?tno?ci przebywania w ?rodowiskach niekontrolowanych”
Znam kogo? takiego w sumie. Ojciec najpierw menago wysokiej klasy, potem w?a?ciciel firmy. Matka nawet nie wiem dok?adnie, ale te? z jakimi? swoimi osi?gni?ciami.
Troche sobie z ni? rozmawia?em, nawet sporo. I pewnego dnia zatrzeli?a mnie takimi pogl?dami ?e zd?bia?em. Kobiety si? niepotrzebnie pchaj? do zawodów które s? nie dla nich, dyskryminacji nie ma. Do tego przekonanie ?e rodzice byli dla niej za ma?o ostrzy w wychowaniu. ?e ma kole?ank? która przez to marnie sko?czy?a.
Rodzice ?eby nie by?o mocno liberalni.
?atwiej mie? bezwzgl?dne pogl?dy je?li nigdy si? solidnie nie oberwa?o. Mam wra?enie ?e dobrobyt ubija empati? w stosunku do tych którym jest ?le.
A dziewczyna ma pomys? ?eby zaanga?owa? si? w polityk?.
@Alex, „Zodiak? W którym miejscu?
„Zamieć”! Rozmowa Wujka z D.U.
Alex: ale niektórym potrzeba trzęsących się rąk i nóg zostaje do końca, co w połączeniu z amputacją wyobraźni bywa nieciekawe.
A co do ciągnie i bez szaleństw, to chyba wybrałem: SR500.
@R. re: SR500
Fajny cafe racer, tylko się upewnij jak w PL z częściami, ja się trochę wpakowałem (np na Allegro jest słaownie jedno nowe sprzęgło do GSF 400, a w Larssonie nie ma wogle.
„KUTNO!!!!
Nie zna życia kto nie kiblował w bufecie na dworcu w Kutnie.”
Do końca życia zapamiętam smak tej herbaty, zaparzonej w, powiedzmy, wodzie, dostarczonej w cienkiej przytłuczonej szklance na obowiązkowym spodeczku. I chyba bigos zjadłem.
Koluszki też były niezłe.
Z tym strachem to chyba starość. Jak byłem młody, to robiłem rzeczy, że jak pomyślę to teraz czuję ciarki na plecach. Z wiekiem jednak i przypływem doświadczenia mam wrażenie, że wiele wrażeń które wypróbowałbym kiedyś na żywca, teraz sobie szybko symuluję w CPU i oceniam na sucho. Do etapu na żywca rzadko docieram.
Wygląda, że próg na takie rzeczy jest osobniczy. Jedni starzeją się w wieku 25 lat, inni później.
Kutno to zło, przedsionek piekła. Obudzilem sie na tej stacji kiedyś, tzn. wytrzeźwiałem na tyle aby ogranąć kim i gdzie jestem. 3 godziny czekania na pociąg, kac gigant, nigdzie bylo sklepu otwartego bo byla chyba jakaś bardzo poranna niedziela. Obszedłem cała okolice tylko po to żeby znaleźć zamkniety punkt ksero i szkołe jazdy. A potem na dworcu pojawiło sie mnóstwo poborowych wracających do cywila. W chustach, z pomponami jak piłki do ręcznej, robili wiekszą rozpierduche niz pijani kibole wracający z wygranego meczu na wyjeżdzie u odwiecznego wroga. Ale wódke chociaż mieli. Straszne miasto.
Alex: dobre spostrzeżenie (i nawet coś tam w Larssonie jest), chociaż i tak trzy razy sprawdzę, czy nie lepiej sprowadzać części spoza kraju. Jakoś mam takie doświadczenia z pola samochodowego, że w naszym kraju sporo gratów nabiera otoczki kultowości, wyrażanej w liczbie zer w cenie (do tego stopnia, że niektóre części opłacało się ciągnąć pocztą lotniczą z japanparts.com niż kupować tutaj).