Zdarzyło mi się ostatnio kilka razy, że dzień który w planach miał być pozytywny i produktywny i rozwijający, spędziłem, jak się okazało po wieczornej introspekcji, na klikaniu w komputer, a po drugim przebiegu autorefleksji, na śledzeniu blogów, blipów i innych twitterów. Po padzie systemu nie odtworzyłem wielkiej listy RSS-ów dającej człowiekowi przyjemne złudzenie, że jest wśród tych co wiedzą co się dzieje, i odruch wciskania co pięć minut Alt-Command-B pomału mi przechodzi. Ale kiedy u MRW, WO, czy Barta rozwinie się się dobra dyskusja to wsiąkam.
Brakuje mi kontaktu z człowiekiem, tylko nie wiem z którym.
Post a Comment