Ladies and gentlemen, start your wordprocessors

MRW kwe­stio­nuje sens felie­tonu Jacka Dukaja w któ­rym Jacek roz­waża na jakie książki teraz jest miej­sce w pol­skiej świa­do­mo­ści. A to jest w sumie cał­kiem ważne pyta­nie. Hard SF miała swój kwa­drans kiedy ludz­kość zachły­sty­wała się roz­wo­jem nauk ścisłych, eska­pi­styczna fan­tasy roz­kwi­tła kiedy oka­zało się, że nie wszyst­kim uda się zostać yup­pie z role­xem na ręce za kie­row­nicą porsche.

Są dwie szkoły pisa­nia. Ta z ame­ry­kań­skich pod­ręcz­ni­ków mówi, że należy pisać podob­nie do tego co się sprze­daje. Nie­jawne zało­że­nie jest takie, że pisarz ma na tym zara­biać, zarobki są wie­lo­wy­mia­rową funk­cją gładką i róż­nicz­ko­walną i trzeba zna­leźć mak­si­mum, naj­le­piej glo­balne. Gdzie indziej nazywa się to pisa­niem pod publiczkę. Nie uwa­żam tego za naganne, wymaga to bar­dzo dobrego warsz­tatu i solid­nego zro­zu­mie­nia psy­cho­lo­gii poten­cjal­nych odbior­ców, pro­blem jest tylko taki, że w Pol­sce rynek jest płytki i koko­sów z tego nie ma.

Druga szkoła, nazwijmy ją euro­pej­ską, w Pol­sce pro­pa­go­wana np przez szkółkę pisar­ską Feliksa W. Kresa publi­ko­waną kie­dyś w „Feni­xie , a póź­niej w jed­nym szma­tławcu. W tej szkole pod­sta­wowa zasada brzmi: pisz takie rze­czy jakie sam[a] chcia­byś prze­czy­tać — tu szu­kał­bym źródeł felie­tonu Jacka.

Jest jesz­cze trze­cia i czwarta szkoła, trze­cia, arty­styczna polega na tym, że autor zasta­na­wia się jakich rze­czy nie dostrze­gają poten­cjalni odbiorcy a potem pró­buje ten stan zmie­nić, zwra­ca­jąc ich uwagę na Ważki Temat. W wer­sji zde­ge­ne­ro­wa­nej dosta­jemy gra­fo­ma­nię sza­fu­jącą wiel­kimi słowami.

Szkoła czwarta polega na wypi­sy­wa­niu robaka który gry­zie piszą­cego, wer­sja zde­ge­ne­ro­wana to ciężki mary­su­izm. No, ale nie każdy może być Kafką.

Roz­pi­sa­łem się albo­wiem jest oka­zja, samo­dziel­nego roz­wa­że­nia pro­po­zy­cji z felie­tonu, komen­ta­rzy MRW i tego co komu w duszy gra. Jakiś czas temu w Para­do­xie zga­dało się o nowej anto­lo­gii hard sf jaką ma zamiar wydać wydaw­nic­two Power­graph. Dzi­siaj mogę już otwar­cie powie­dzieć, że praw­do­po­dob­nie w tej anto­lo­gii znaj­dzie się mój tekst „Ciśnie­nie ewo­lu­cyjne (pod­pa­da­jący tro­chę pod punkt piąty felie­tonu (i, drogi MRW, nie trzeba do tego uży­wać wąt­ków tury­stycz­nych). Ale waż­niej­sze jest, że za moim pod­usz­cze­niem, Wydawcy zde­cy­do­wali się zmie­nić for­mułę anto­lo­gii i ogło­sić otwarty kon­kurs na opo­wia­da­nie hard sf, które zosta­nie włą­czone do zbioru.

Jest więc cel i oka­zja, żeby noszone latami pomy­sły rzu­cić na papier i poka­zać światu.

Panie i Pano­wie — do klawiatur!

5 Comments

  • Dzięki!

    Kto wie, może spró­buję swo­ich sił?…

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Nie żebym, broń Boże, zamie­rzał kie­dy­kol­wiek ośmie­lić się wziąć udział w jakim­kol­wiek kon­kur­sie pisar­skim, ale w jaki spo­sób orga­ni­za­tor defi­niuje Hard SF? Czy „Inne Pie­śni” się załapują?

    Pytam, bo zasta­na­wiam się, czy kon­wen­cja Hard SF nie jest jed­nak, mimo wszystko, dość ogra­ni­cza­jąca z punktu widze­nia kogoś, kto należy do szkół 2, 3 lub 4. Trudno się w niej ode­rwać od Świata Takiego Jakim Jest Naprawdę, bo trzeba docho­wać Wier­no­ści Nauce i w efek­cie trudno w niej przejść od pisa­nia o kon­kre­tach do pisa­nia o pra­wi­dło­wo­ściach. Kie­dyś czy­ta­łem recenzję/opracowanie „Lodu” (nie wiem czy nie autor­stwa WO) i autora naj­bar­dziej inte­re­so­wało, że „Pol­ska jest nie­ko­nieczna”. A czy to jest fak­tycz­nie naj­waż­niej­sze w tej książce? Czy ona byłaby dia­me­tral­nie inna, gdyby ją napi­sał Cze­czen, albo gdyby Lód spadł na Bał­ka­nach? Czy to jest książka o Pol­sce, czy o Prawdzie?

  • @JW

    IMO naj­trud­niej­sza jest szkoła 1 bo publika nie życzy sobie wier­no­ści nauko­wej tylko widocz­nych lase­rów w kosmo­sie, emo­cjo­nu­ją­cej walki koło­wej i wziuum kaboom (w wypadku space opery), i ana­lo­gicz­nie w innych set­tin­gach. Ora­mus pisał kie­dyś, że „Neu­ro­man­cer to quest fan­tasy, w sumie trudno z tym dys­ku­to­wać bo jak oskro­biemy to ze szta­fażu to zostaje histo­ria o tym jak ludzie gonili czło­wieka + spo­sób patrze­nia na świat jakiego jesz­cze nie było. I chyba to o to cho­dzi, Egan pisze hard sf o ludziach widzia­nych przez szkiełko i oko, nikt inny tego tak nie zrobił.

    Zakła­da­jąc, że tfurca chce czy­tać hard sf, to naj­ła­twiej­sza jest opcja 2.

    A podobno naj­trud­niej napisać kryminał.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Szkoła 1 ma pro­blem o tyle, że publika nie ma wiel­kiej chęci na naukowe wyja­śnie­nia, ale to jesz­cze nie zna­czy, że prze­szka­dza jej wier­ność nauce. Nauka potrafi być efek­towna. Pociągi jadące 500 km/h są efek­towne i ist­nieją. Do wart­kiej fabuły kata­stro­ficz­nej nie trzeba Godzilli, bo wystar­czy odpo­wied­nio wredny szczep wąglika.

    Szkoła 2 zaczyna mieć pro­blem w momen­cie, gdy autor ma ochotę poczy­tać na okre­ślony temat. Hard SF to nie jest temat, tylko kon­wen­cja. Tematy zarzu­cił Dukaj w felie­to­nie, i tutaj zaczyna się pro­blem, bo Hard SF narzuca więk­szy rygor niż kon­wen­cja reali­styczna. W powie­ści reali­stycz­nej główny boha­ter może, dajmy na to, roz­ma­wiać z Bogiem. W powie­ści Hard SF autor musi jakoś odnieść się do zastrze­że­nia, że może to wcale nie jest Bóg, tylko może boha­ter ma schi­zo­fre­nię. Dukaj sam napi­sał całą anto­lo­gię opo­wia­dań Hard SF z Bogiem w tle i one wszyst­kie wyko­rzy­stują podobne triki co Kate­dra: poja­wia się jakaś nie­wia­doma, jakieś nie­do­mó­wie­nie, które można wypeł­nić mno­go­ścią domy­słów, ale autor pół­gęb­kiem daje do zro­zu­mie­nia, że jego zda­niem tam jest Abso­lut ( a mógłby być rów­nie dobrze Lata­jący Potwór Spa­ghetti). I to jest bar­dzo piękne, bar­dzo efek­towne, ale opo­wia­da­nie nie jest na temat „Bóg”, tylko na temat „tajem­ni­cza struk­tura quasior­ga­niczna” z Tajem­ni­czym Stwórcą w cha­rak­te­rze wisienki na torcie.

    Egan ma duży talent, ale też orze jak może. On lubi np. tak jak w Kwa­ran­tan­nie pisać o jakichś mocno zaawan­so­wa­nych mody­fi­ka­cjach mózgu i to jest bar­dzo ele­ganc­kie uchy­la­nie się przed rygo­rem nauko­wym, bo my tak naprawdę nie bar­dzo mamy poję­cie, jak działa mózg.

    Fan­ta­styka wszel­kiej maści ma walor auto­ma­tycz­nego uogól­nie­nia. Jeśli piszesz o Jasiu z Żoli­bo­rza, to to jest tylko Jasio widziany przez pry­zmat Żoli­bo­rza. Jasio będzie roz­wa­żał Ważki Pro­blem, a czy­tel­nik skupi się na wzmiance, że z bloku Jasia odpada tynk i uzna to za Meta­forę Cięż­kiego Losu Pol­skiego Post­in­te­li­genta. Jeśli piszesz o Ionie Tichym, to już jest lepiej, ale na bank ten i ów będzie się zasta­na­wiał, czemu takie sło­wiań­skie nazwi­sko. Fough­tym­ma­ra­edh­leth z Gisa­an­wyl­l­dy­ga­edwen jest wolny od takich obcią­żeń i możesz pisać o Kon­dy­cji Ludz­kiej ile chcesz, ale wspo­mnij tylko o real­nie ist­nie­ją­cym miej­scu i z filo­zo­fii robi się geo­po­li­tyka. Dla­tego to, co zro­bił Gib­son, to nie jest tylko szta­faż — jemu odje­chana wizja nie­da­le­kiej przy­szło­ści służy do tego, żeby obe­drzeć Czło­wieka z naro­do­wo­ści, płci, wyzna­nia, roku uro­dze­nia itd. ALE jed­no­cze­śnie ele­menty SF u Gib­sona to są rekwi­zyty. Gdyby on napi­sał w tej kon­wen­cji zwy­czajny kry­mi­nał, to by nie prze­szedł brzy­twy Lema.

    I tu się zaczyna, istotny z punktu widze­nia szkół 3 i 4, pro­blem z Hard SF wyni­ka­jący z tego, że jeśli chcesz pisać na okre­ślony temat, to potrze­bu­jesz rekwi­zy­tów ade­kwat­nych do tematu. Egan sobie z tym radzi, ale Egan pisze powie­ści psy­cho­lo­giczne. Dużo do szczę­ścia mu nie potrzeba, bo się zaj­muje głów­nie tym, co czło­wiek sobie myśli w wol­nych chwi­lach. W momen­cie gdy chcesz nie tylko pisać o tym, co się dzieje w czy­jejś gło­wie, ale też o tym, co obiek­tyw­nie jest, albo co mogłoby być, albo co wręcz nie mogłoby, Hard SF cię zawo­dzi, bo rekwi­zyty Hard SF z defi­ni­cji nie odmie­niają świata w fun­da­men­talny sposób.

    Hard SF jest istot­nie nie do zastą­pie­nia, gdy chcesz pisać o Hard SF. Ale to jest spro­wa­dza­nie tema­tyki do jed­nego, co prawda dość sze­ro­kiego tematu: czło­wiek a postęp naukowy. Szkoła 1 jedzie na tym od lat, przy­kła­dem więk­szość posta­po­ka­lip­ty­ków. Szkole 2 chyba już się znu­dziło. Szkoła 3 ma na oku wię­cej tema­tów niż tylko ten jeden. Przed­sta­wi­ciele szkoły 4 w więk­szo­ści mają chyba zupeł­nie inne robaki w głowach.

  • @(i, drogi MRW, nie trzeba do tego uży­wać wąt­ków turystycznych).

    Ucieczka w fan­ta­stykę” to też rodzaj tury­zmu; innymi słowy, czy Jac­kowi nie cho­dziło o nie-sff?

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *