Linki (13): o pisaniu na papier i na ekran.

Jedną z przy­czyn mojego roz­sta­nia się z redak­cją Esen­sji był opór prze­ciwko por­ta­li­za­cji. Esen­sja w zasa­dzie nie płaci, jedyną nagrodą jest to, że tekst powisi na jedynce przez… no wła­śnie, przez ile? W cyklu mie­sięcz­nym mie­siąc, dodat­kowo deadline daje moty­wa­cję, żeby się sprę­żyć i wyda­lić z sie­bie ten kawa­łek o któ­rym mysli się już drugi mie­siąc. Ale jeśli efekt pracy ma być rekla­mo­wany dzień, albo i nie cały, to po co się starać?

Esen­sja się spor­ta­li­zo­wała, i co symp­to­ma­tyczne prze­stała zamiesz­czać cie­kawe mate­riały wła­sne, w zasa­dzie stała się tubą rezo­nu­jącą PR publi­ka­to­rów popkul­tury. O to też się spie­ra­łem. Lep­sza cie­kawa debiu­tancka powieść, niż bez­en­sowne sprę­ża­nie się nad nume­rem spe­cjal­nym o fil­mie który będzie zapo­mniany za dwa lata. Ale widać na naczel­nych wizja tego, że Praw­dziwe Media pozwolą sobie obcią­gnąć, zro­biła nie­od­parte wrażenie.

Z innej strony, jakoś do mnie nie dotarło nigdy prze­ko­na­nie, że blo­go­wa­nie jest jakimś super­od­mien­nym medium, wia­domo, że liczy się styl pisa­nia i żeby nie być tl;dr. Woj­tek Orliń­ski pisał na Use­ne­cie, że on to nie lubi poważ­nych ana­li­tycz­nych arty­ku­łów, tylko tak sobie popier­da­lać, i jego ide­al­nym kana­łem są Wyso­kie Obcasy. Co się spraw­dza o tyle, że jak w ostat­nich Obca­sach zaczą­łem czy­tać arty­kuł o ame­ry­kań­skich opusz­czo­nych mia­stach to po zda­niu o wycieczce samo­cho­do­wej wie­dzia­łem że to on. Woj­tek ma lek­kie, sprawne pióro, ale Hun­te­rem S. Thomp­so­nem nie jest, nawet na Route 66.

Poważna prasa zaczęła emu­lo­wać ten trend, czego zabaw­nym skut­kiem jest np. to, że naj­sen­sow­niej­sze omó­wie­nie aktu­al­nego kry­zysu finan­so­wego, jakie widzia­łem, pocho­dzi z maga­zynu mają­cego się zaj­mo­wać muzyką i — kie­dyś — pisa­niem o zaży­wa­niu nar­ko­ty­ków.

W każ­dym razie teza o tym że blo­go­wa­nie to nie pisa­nie dotarła mnie kiedy ją odwo­łano (był na ten temat ładny post u Carra albo na Tech­crun­chu, ale nie mogę tego zna­leźć teraz). Byłem kie­dyś dość zasko­czony kiedy zoba­czy­łem zdję­cia o sta­no­wi­skach pracy pisa­czy (blo­ge­rów?) z jakie­goś tech­nicz­nego blo­go­ida, małe zaba­ła­ga­nione nory w miesz­ka­niach, gdzie tkwiąc 20h na dobę wal­czą o kliki przez bycie pierw­szym w prze­blo­go­wa­niu jakiejś infor­ma­cji. Bo w odróż­nie­niu od papie­ro­wej prasy, tu jest metryka zain­te­re­so­wa­nia publiki co do jed­nego spoj­rze­nia i klik­nię­cia. Chyba bym już wolał sma­żyć bur­gery (via brutto).

Tylko że to jest jałowe, poza dys­try­bu­cją, nie dodaje żadnej war­to­ści.

Na jed­nym kon­wen­cie spo­tka­łem ame­ry­kań­skiego pisa­rza, któ­rego opo­wia­da­nia bar­dzo lubię, nato­miast on pisze ich mało, pisze za to mniej lub bar­dziej kupia­ste powie­ści. Nie zapy­ta­łem go dla­czego, jed­nak teraz gdy o tym myślę, jest to oczy­wi­ste, pisze bo jest zawo­dow­cem i musi wypro­du­ko­wać odpo­wied­nią ilość pro­duktu. Tak po prostu.

A pisać dobrze i na zawo­ła­nie się nie da (via brutto).

No Comments

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *