Żyjemy w cyberpunku (28): pamięci Marka Felta.

Tydzień temu na kon­fe­ren­cji CON­Fi­dence 2009 mia­łem oka­zję poroz­ma­wiać z Jaco­bem Apple­bau­mem, będą­cym przed­sta­wi­cie­lem pro­wa­dzo­nego przez EFF pro­jektu Tor. Tor to zestaw apli­ka­cji do ukry­wa­nia swo­jej obec­no­ści w sieci, nie w sen­sie, że nie widać kogoś w „odwie­dza­ją­cych” na Bli­pie, tylko, że nie da się go pro­sto wyśle­dzić (przez „pro­sto” rozu­miem tu wysła­nie kilku pism z pie­czątką pro­ku­ra­tury lub rów­no­ważną, a nie wyda­nie na czarno-zielonej kon­soli komendy Która Powie O Czło­wieku Wszystko). Po co to robić?

Po to, żeby ludzie mogli wypo­wia­dać się anonimowo.

Tydzień póź­niej wybu­chła sprawa Kata­ryny. Dotych­czas ano­ni­mowa blo­gerka (do tego stop­nia, że w roz­wa­ża­nach o niej uży­wa­łem rodzaju post­pł­cio­wego) została de facto wyouto­wana przez redak­cję teo­re­tycz­nie przy­ja­znego świa­to­po­glą­dowo czasopisma.

Naj­bar­dziej mnie dziwi ton całego spek­trum wypo­wie­dzi publicz­no­pra­so­wych: od zupeł­nie kurio­zal­nych, że to bar­dzo nie­słuszne, że każdy może publi­ko­wać swoje poglądy, do stwier­dze­nia, że tylko wypo­wie­dzi pod­pi­sane powinny się liczyć w deba­cie publicz­nej. To piękna idea.

Piękna idea pełna gówna.

Co z gejem pra­cu­ją­cym w homo­fo­bicz­nym środo­wi­sku (żarto­bliwe ale smutne: podobno w Sta­nach tylko w San Fran­ci­sco można być gejem-republikaninem). Co z whi­stle­blo­we­rami zwią­za­nymi NDA? Co z ludźmi życiowo uwią­za­nymi jakimś ukła­dem, dla któ­rych zapro­te­sto­wa­nie prze­ciwko danemu ukła­dowi wią­za­łoby się z zagro­że­niem byto­wa­nia? Co z kry­ty­kami roz­ma­itych nie­mi­łych orga­ni­za­cji? Co z moż­li­wo­ścią powie­dze­nia, że król jest nagi?

Zwo­len­nicy sta­wa­nia z otwartą przy­łbicą naprze­ciw szarży armii pan­cer­nej zakrzykną zaraz — a co z odpowiedzialnością!?

Nic, a co ma być? Nikt nie ma obo­wiązku być męczennikiem.

Są dwa rodzaje ano­ni­mo­wo­ści, jedna jest moż­liwa online i offline, druga tylko online.

Ano­ni­mo­wość pierw­szego typu to ano­ni­mo­wość jed­no­strza­łowa komu­ni­ka­cja jed­no­stronna. Komen­tarz na blogu pod jed­no­ra­zo­wym pseu­do­ni­mem wysłany z kawiarni inter­ne­to­wej, ano­ni­mowy list wrzu­cony nocą do skrzynki pocz­to­wej któ­rej nie obser­wuje żadna kamera. Odpo­wie­dzial­no­ści nie ma, ale takie wypo­wie­dzi się łatwo fil­truje nawet auto­ma­tycz­nie, a poza tym tak się nie zbu­duje żadnego spo­łecz­nego zna­cze­nia takiej wypowiedzi.

Ano­ni­mo­wość dru­giego typu to pseu­do­ni­mo­wość. W sieci można sobie stwo­rzyć awa­tara (nie w sen­sie graficzno-3d, ale w sen­sie repre­zen­ta­cji w prze­strzeni spo­łecz­nej), któ­rego nie będzie można powią­zać z żywym czło­wie­kiem, ale któ­rego z JAKIMŚ żywym czło­wie­kiem będzie wią­zać zabez­pie­czona kryp­to­gra­ficz­nie rela­cja jed­no­znacz­no­ści. Taką ano­ni­mo­wość nazy­wamy pseu­do­ni­mo­wo­ścią, a taką repre­zen­ta­cję osoby nymem, lub macką (ten­tacle). W tle wystę­puje zało­że­nie takie, że macek czło­wiek może mieć tyle ile chce.

Taka macka nie różni się w sieci niczym od nor­mal­nej osoby, i za pomocą takiej macki mozna nadać dzia­ła­niom zna­cze­nie, za pomocą roz­ma­itych sys­te­mów reputacji.

W sieci nikt nie widzi, że jesteś upli­fto­wa­nym psem. Kupu­jąc na Alle­gro most Bro­oklyń­ski od czło­wieka z logi­nem jan­ko­wal­ski, do momentu pod­pi­sa­nia umowy u nota­riu­sza nie będziemy mieli pew­no­ści, że nie nazywa się  Piotr Nowak. O tym czy warto u niego kupo­wać nie­ru­cho­mo­ści świad­czy liczba punk­tów w sys­te­mie komen­ta­rzy, de facto sys­te­mie nali­cza­nia repu­ta­cji. Jeśli ktoś sprze­dał 100 przed­mio­tów i w pacz­kach nie przy­je­chały cegły, można bez­piecz­nie przy­pu­ścić, że w 101 paczce też nie będzie balastu.

Doświad­cze­nia z Alle­gro przy oka­zji fal­sy­fi­kują tezę, że pod­pi­sy­wa­nie się imie­niem i nazwi­skiem i wery­fi­ka­cja danych oso­bo­wych pomaga na wia­ry­god­ność — dane kont alle­gro­wych są wery­fi­ko­wane na kilka spo­so­bów, a [prze]wałki jak były, tak są.

Sys­tem repu­ta­cji nie musi być jawny, umysł ludzki jest cał­kiem dobry w budo­wa­niu sobie repu­ta­cyj­nych repre­zen­ta­cji innych ludzi na zasa­dzie „tego znam z widze­nia, wydaje się OK , na forum inter­ne­to­wym z dłuź­szym sta­żem będzie wia­domo kto jest trol­lem, debi­lem, a kto pisze sensownie.

Tak zresztą zaczęła się kariera Kata­ryny, jako jed­nej z sen­sow­niej­szych osób na forum Gazety. I tak naprawdę w całej spra­wie poszło nie o to, że ktoś się pod­pi­suje, bądź nie. Poszło o to, że Kata­ryna stała się zna­czą­cym gra­czem, a w grze zwa­nej poli­tyką, na zna­czą­cych gra­czy używa się haków. W wypadku osoby ano­ni­mo­wej, najoczywistszych.

A wszyst­kie wypo­wie­dzi na temat moral­no­ści wypo­wie­dzi nie­pod­pi­sa­nych, mają zapew­nić alibi tego haka.

Czy mnie to dziwi? Nie, w sumie nie, poli­tyka to wojna innymi środ­kami, a na woj­nie wszystko jest dozwo­lone. Dziwi mnie raczej, że osoba o pew­nym oby­ciu spo­łecz­nym, na wojnę pro­wa­dzoną bro­nią palną poszła ze szpadą.

Spo­so­bów na ano­ni­mo­wość w sieci jest kilka, od czę­stego zmie­nia­nia kafe­jek inter­ne­to­wych i korzy­sta­nie z róż­nych proxy, przez kupie­nie na szaro modemu GSM i zasi­la­nie go pre­pa­idami, do w reali­za­cji naj­prost­szego — TOR-a właśnie.

Roz­mowa z Jaco­bem przy­po­mniała mi czasy, jak pro­wa­dzi­łem rema­iler, ano­ni­mowy prze­kaź­nik poczty. Rema­ilery się słabo spraw­dziły, zalał je spam. TOR pozwala na korzy­sta­nie z dowol­nych usług, nie tylko poczty.

Gdyby Kata­ryna użyła TOR-a, nie miała zaufa­nia do dzien­ni­ka­rzy, i nie chla­pała jęzo­rem o swoim piew­szym życiu, haka by nie było. A tak, dwója z tra­de­cra­ftu i smutek.

8 Comments

  • robmar wrote:

    Ad. ano­ni­mowe uży­wa­nie modemu: to jest już bar­dzo trudne — namie­rzą Cię po Twoim tele­fo­nie regu­lar­nie wystę­pu­ją­cym w tej samej celi co modem (zmiana SIMa modemu nic nie daje, trzeba by zmie­niać rów­no­cze­śnie IMEI modemu). Możesz wyłą­czać tele­fon, ale to też ma słabe punkty. Możesz go zosta­wiać wycho­dząc z modem — ale to już wła­śnie zaczyna być bar­dzo trudne :)
    Zresztą dzięki kame­rom zacznie się nie­długo Paradyzja.

    Z dru­giej strony od kilku lat boję się, że zaawan­so­wane opro­gra­mo­wa­nie dające ano­ni­mo­wość i pouf­ność prze­staje być narzę­dziem nie­win­nym. Korzy­stają z niego prze­stępcy, terroryści.

    Robiąc ze stu­den­tami byle szy­fro­wany komu­ni­ka­tor zasta­na­wiam się, czy to nie­długo nie będzie nie­le­galne. I cie­kaw jestem co będę o tym myślał wtedy :)

    To zaczyna wyglą­dać jak dostęp do broni. Chcia­łoby się, żeby tylko porządni ludzie mieli dostęp…

    Będziemy przy uru­cha­mia­niu pytać o całkę nie­ozna­czoną z x po dx?

  • O praw­dziwą ano­ni­mo­wość w sieci nie jest tak łatwo. Czę­ste zmie­nia­nie kafe­jek jest dobre, ale na krótką metę. Po pierw­sze, będziesz ogra­ni­czony do naj­bliż­szej oko­licy, chyba, że masz chro­niczny nad­miar czasu i pie­nię­dzy i wyprawy będziesz robił (zakła­dam, że odpo­wied­nia ilość kafe­jek ist­nieje, co w mniej­szych miej­sco­wo­ściach nie jest oczy­wi­ste). Po dru­gie, szybka ana­liza nagrań z kamer czy obser­wa­cja kafe­jek może bły­ska­wicz­nie zawę­zić grono osób, które należy brać pod uwagę. Po trze­cie, nie­trudno o przy­pad­kową wpadkę — ktoś zaj­rzy przez ramię, albo pod­słu­cha trans­mi­sję i wie, jak wyglądasz.

    Sam tor też nie daje gwa­ran­cji cze­go­kol­wiek, jeśli ktoś nie sie­dzi w tech­nicz­nych pod­sta­wach dzia­ła­nia sieci i inter­netu i nie zna się na róż­nego rodzaju zagro­żeń. Tro­chę w FAQ na ten temat jest (https://wiki.torproject.org/noreply/TheOnionRouter/TorFAQ#DoesTorScrubData). Gene­ral­nie prze­glą­darki nie są skon­stu­owane tak, by izo­lo­wać dane (patrz: http://startpanic.com/). Plus, sam atak na ano­ni­mo­wość przez kon­trolę czę­ści węzłów sieci tor jest AFAIK moż­liwy (no ale chyba nie o takiej skali mowa).

    Do tego docho­dzi moż­li­wość kore­la­cji osób na pod­sta­wie języka, który uży­wają. Nie wni­ka­łem w temat, ale widzę u sie­bie pewne nawyki, które pozwa­la­łyby mnie ziden­ty­fi­ko­wać. No i czę­sto trolle można ziden­ty­fi­ko­wać w ten spo­sób. Zwł. te bar­dziej znane.

  • rob­mar: Spraw­dza­nie kore­la­cji modem + tele­fon leży IMO poza zasię­giem redak­cji dzien­nika. A ter­ro­ry­ści i prze­stępcy mają setki metod komu­ni­ka­cji, która śred­nio musi być szy­fro­wana. Ot, choćby w jakiejś grze (AFAIK już było). Albo cał­kiem jawny kanał komu­ni­ka­cji typu blip czy twit­ter + sta­ro­modny szyfr…

  • robmar wrote:

    rozie: tak sobie myślę, że gdy ocie­rasz się o poli­tykę, to żadne spraw­dza­nie nie leży poza zasię­giem…
    ale oczy­wi­ście masz rację — zacho­wajmy pro­por­cje w tej spra­wie; ja się tak zacu­ka­łem glo­bal­nie, a przy okazji

    co zaś do złych misiów, to wzo­rzec komu­ni­ka­cji przez ser­wer (cze­go­kol­wiek) jest łatwy do wykry­cia — gdy już wiesz, że warto tego poszukać

    trud­niej wyła­pać dwa kanały jed­no­kie­run­kowe (ja-piszę-w-komciach-na-tych-blogach, a Ty-piszesz-na-forum-na-tamtych-portalach) — ale tu też się da, przy prze­kro­cze­niu jakie­goś wolu­menu komunikacji

    no i wró­cimy do pyta­nia, dla kogo robimy te szy­fry i schematy…

  • Zacho­wa­nie tra­de­cra­ftu jest trudne i nigdzie nie twier­dzi­łem że jest łatwe.

    Ale nie sądzę żeby crypto zostało zaka­zane, powody są dwa: raz już tego pró­bo­wano (afera z PGP i Clip­pe­rem) i oka­zało się, że poli­tycz­nie to słaby pomysł, a dwa, że wyszło w prak­tyce, że ana­liza ruchu wystar­czy do iden­ty­fi­ka­cji powią­zań. Stąd się wzięły prze­cież te wszyst­kie eks­pre­sowo wpro­wa­dzane prawa o „data reten­tion”. Ważne jest kto z kim, nie o czym. Niech się ludzie bawią całą kryp­to­gra­fią świata.

    A że ter­ro­ry­ści, ter­ro­ry­ści uży­wają też samo­cho­dów, czy to zna­czy, że należy zaka­zać jeżdżenia?

  • robmar wrote:

    No wła­śnie też się zasta­na­wia­łem gdzie sta­nie gra­nica.
    UK nie wolno cho­dzić z nożem, to huli­gani cho­dzą ze śrubo­krę­tami (i zabi­jają nimi).

    Co do zaka­zów — teraz jest lep­szy stra­szak niż za cza­sów PGP. Terroryzm…

    Myślę, że sys­temy ukry­wa­jące ruch będą tępione (choćby pod pre­tek­stem tępie­nia p2p). Oczy­wi­ście myślę o USA, bo reszta, to na razie cie­nie tam­tego Amberu, w ten czy inny spo­sób powykrzywiane.

  • robmar wrote:

    @Alex — jesz­cze co do zakazu samo­cho­dów :)
    Jeśli porzu­cić podej­ście „rząd robi mi zawsze na złość” — to zauwa­żymy, że tego typu zakazy prze­cho­dzą, jeśli bar­dzo szko­dzą prze­stęp­com, a mało szko­dzą wyborcom.

    Ten odstęp można zmniej­szyć jeśli jest publiczne przy­zwo­le­nie na silną wła­dzę, a trzeba zwięk­szyć, gdy wzra­sta libe­ra­lizm czy cośtam.

    Samo­cho­dów pew­nie nie zakażą, ale cho­dze­nia pie­chotą może tak (to był bodaj Shec­kley?)…
    :)

  • Parę słów o pomysłach.…

    p
    W cza­sie kiedy nie pisa­łem bo nie mia­łem gdzie , przy­szły mi do głowy dwa godne zano­to­wa­nia pomy­sły.
    p

    p
    Pierw­szy, to pro­jek­cik tag-ego-rise, czyli moja próba do auto­ma­gicz­nego tago­wa­nia wpi­sów dowol­nych . Pro­jekt powstał podcz…

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *