Było nas trzech.

W mediach news. Sealan­dia na sprze­daż. Sealan­dia była ostat­nią nadzieją na stwo­rze­nie praw­dzi­wego raju danych. Cypher­pun­kowe marze­nie, inter­net, kawa­łek inter­netu wolny od jakich­kol­wiek ogra­ni­czeń i regulacji.

Cza­sami noszę taką koszulkę z napi­sem „cypher­punk . Co to znaczy?

W pierw­szym rzę­dzie to gra słowna: cyber­punk z cyber– zamie­nione na cypher– (szyfr). Ale to idzie głębiej.

Punki kon­te­sto­wali sys­tem. Cypher­punki Sys­tem. W odróż­nie­niu od iro­ke­zów, „Anar­chii w UK i kamieni na zady­mach, mieli mate­ma­tykę. Punk został wymy­ślony przez Mal­colma McLa­rena. Cyber­punk został wymy­ślony przez Wiliama Gib­sona, który stu­ka­jąc w maszynę do pisa­nia, na zawsze zde­fi­nio­wał mito­lo­gię Inter­netu. Cypher­punk zaś, wymy­ślił się sam (samo słowo jest autor­stwa Jude Mil­hon, podej­rze­wa­nej też o wymy­śle­nie ter­minu „hippie ).

Tak na poważ­nie to zaczęło się od poja­wie­nia się pierw­szej dostęp­nej dla ludu imple­men­ta­cji kryp­to­gra­fii klu­cza publicz­nego. Uooo, power to the people, nikt nie może dostać się do tre­ści kore­spon­den­cji, czarne rynki, rządy upadną.

Cypher­punki, będąc w więk­szo­ści ame­ry­kań­skimi bia­łymi wycho­wa­nymi na przed­mie­ściach, nie doświad­czyli w życiu prze­mocy, więc naj­prost­sza metoda jaką ONI mogą w ana­lio­gicz­nej sytu­acji zasto­so­wać — to co jest w lite­ra­tu­rze kryp­to­gra­ficz­nej nazy­wane ata­kiem na kryp­to­sys­tem za pomocą węża gumo­wego („rub­ber­hose attack ): bie­rze się osobę zna­jącą hasło/klucz i bije się tak długo aż to hasło poda — nie przy­szła im do głowy.

Póź­niej jesz­cze wyszło, że nie trzeba znać tre­ści kore­spo­den­cji, do szu­ka­nia ter­ro­ry­stów wystar­czy ana­liza ruchu. Kto z kim, nie­ważne o czym.

Cypher­punk był kalifornijsko-sieciową sub­kul­turą, tech­niczną, nie arty­styczną. Jedyną cypher­pun­kową książką o jakiej wiem jest Cryp­to­no­mi­con Neala Ste­phen­sona. Fak­to­gra­ficz­nie zaś opi­sany został w „Crypto Ste­vena Levy’ego.

W Pol­sce aktyw­nych cypher­pun­ków było trzech: Kra­vietz, Ser i ja. Przede wszyst­kim pro­wa­dzi­li­śmy rema­ilery, prze­kaź­niki ano­ni­mo­wej poczty.

Czy prze­cięt­nemu czło­wie­kowi jest potrzebna moż­li­wość ano­ni­mo­wego dostępu do inter­netu? Uwa­żam, że tak, cho­ciażby po to żeby napi­sać donos do Komi­sji Papie­rów War­to­ścio­wych o insi­der tra­ding. W Sta­nach pra­wo­daw­stwo takich ludzi chroni jako „whi­stle­blo­wers (ostrze­ga­ją­cych o zagro­że­niach wbrew hie­rar­chii służ­bo­wej). W Pol­sce nie. Ot po pro­stu przed drzwiami faceta który założy zwią­zek zawo­dowy zakła­dają kamerę bez­pie­czeń­stwa; a potem wyla­tuje z roboty za byle co. Pry­wa­ty­za­cja tota­li­ta­ry­zmu. I, jak to kie­dyś w prze­bły­sku geniu­szu powie­dział WO: „i nie ma win­nych, są tylko zadziwieni .

Ja dzięki zna­jo­mo­ści krypto przy­je­cha­łem do War­schau budo­wać pol­ski kapi­ta­lizm, jed­no­cze­śnie robiąc pol­skie tłu­ma­cze­nie GPG.

Kra­vietz naj­pierw robił szy­fra­tory dla ABW (a może jesz­cze UOP-u), a potem poszedł w biznes.

I tylko dużo póź­niej Kra­vietz napi­sał na listę ISOC–u epi­stołę o fil­tro­wa­niu inter­netu, bo prze­cież tu są dzieci.

Ser wygrał w końcu pro­ces z Pro­ko­mem o dostęp do spe­cy­fi­ka­cji Płat­nika. Link jest z ser­wisu pro­wa­dzo­nego przez Kravietza.

Ja się uczę na ONEGO.

2 Comments

  • Michał wrote:

    Nie ma win­nych, są tylko zadzi­wieni. Nie ma win­nych, są tylko zasko­czeni” — to refren sta­rego pun­ko­wego kawałku, chyba Dez­e­tera. WO nie ma nic z tym wspólnego.

    Swoją droga jak ci sie podoba w zapa­so­wym bastio­nie Onych, gdzie zapach świe­żej farby łączy się z zapa­chem PRLu?

  • witek wrote:

    - i nasta­nie kro­le­stwo prawdy?
    — nasta­nie, hege­mo­nie — z prze­ko­na­niem odparl jeszua.
    — ono nigdy nie nasta­nie — nie­ocze­ki­wa­nie zaczal krzy­czec pilat, a krzy­czal glo­sem tak strasz­nym, ze jeszua az sie cofnal.”

    no, nie nasta­nie. a zwie­wac, jak wiesz dosko­nale, mozna tylko w jedna strone.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *