Przykucnął w korytarzu Złotych Tarasów, w jednym z tych ukrytych korytarzy gdzie blichtr przyjemnej muzyki, drogich skał, którymi wyłożono podłogi i apetycznych zapachów, ustępuje czarno-białym kafelkom, poobijanej farbie i smrodowi kibla.
Tkwił tam przykucnięty pod ścianą, ta było gniazdko, do którego wpięty był telefon. Pod nogami miał wielką, prostopadłościenną pseudosportową torbę, czarnoburą jak jego włosy i ubranie.
Nerwowo stukał w telefon, nie zwracał uwagi na przechodzących ludzi, tak jak lanserzy i „west end girls nie zwracały uwagi na niego. Nomada, może uchodżcę, który przysiadł na chwilę w paskudnym korytarzu odpocząć i naładować telefon przed dalszą drogą.
Poza tym nie chciał od nas nic.
No Comments