Linki: wróg grupowy.

Clay Shirky o dyna­mice grup w sieci.

5 Comments

  • tl;dr. Applies to #ttdkn?

  • @bart

    jak naj­bar­dziej tylko — meta

    opi­suje cykl życiowy jego gatunku

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Nie podoba mi się spo­sób, w jaki ten arty­kuł ope­ruje poję­ciem grupy. Powstaje wra­że­nie, że jest jedna grupa i że ona ma jeden cel. Ale szybko oka­zuje się, że poja­wia się inna grupa (np. trolle) z innymi celami, a potem że można nale­żeć do kilku grup na raz, ale nie zero­je­dyn­kowo, tylko w róż­nych natę­że­niach i tak dalej. W ten spo­sób cały model szybko robi się bar­dzo skom­pli­ko­wany i przez to mało użyteczny.

    Bar­dziej poży­teczne dla opisu „grupy” wydaje mi się myśle­nie w kate­go­riach jed­no­stek, z któ­rych każda ma pewien zbiór potrzeb i pewien zbiór ocze­ki­wań (do ocze­ki­wań należą rów­nież normy spo­łeczne, np. „źle mi na tym przy­ję­ciu, ale nie wyjdę, bo nie wypada”). Ludzie nie mają tele­pa­tii ani „zbio­ro­wej pod­świa­do­mo­ści” — mają za to bar­dzo roz­bu­do­waną zdol­ność wymiany komu­ni­ka­tów. To pro­wa­dzi do wza­jem­nego wpły­wa­nia na sie­bie, czyli także wza­jem­nego dopa­so­wy­wa­nia się, czyli kon­wer­gen­cji potrzeb i ocze­ki­wań. „Grupa” powstaje, gdy potrzeby i ocze­ki­wa­nia dosta­tecz­nie wielu osób stają się dosta­tecz­nie zbieżne. Dla­tego na przy­ję­cia nie zapra­sza się nieznajomych.

    Autor bar­dzo słusz­nie zauważa, że to jest pro­blem komu­ni­ka­cyjny. Od sie­bie dodam, że z punktu widze­nia pro­jek­tanta jest to także pro­blem lin­gwi­styczny. Jeżeli chcemy, żeby ludzie komu­ni­ko­wali się w okre­ślony spo­sób, to trzeba zapro­po­no­wać im model inte­rak­cji (czyli język), który będzie ten nasz wyma­rzony spo­sób pro­mo­wał. Np. w MMORP­Gach potwory mają wpytę hape­ków, po to żeby gra­cze musieli się skrzyk­nąć do kupy. Sys­temy roz­woju postaci wyko­rzy­stują spe­cja­li­za­cję i mecha­niki typu papier-kamień-nożyce, po to żeby 3 róż­nych spe­cja­li­stów współ­pra­cu­ją­cych ze sobą miało więk­szą siłę niż 3 losowo dobra­nych gra­czy dzia­ła­ją­cych każdy pod siebie.

    Poza tym to cał­kiem nie­zły arty­kuł, który przy­po­mina mi inny. Mia­no­wi­cie ten, w któ­rym autor opi­sy­wał jak trudno stwo­rzyć sprawną grupę wię­cej niż 8–12 osób i sprawny zespół liczący wię­cej niż 80–150 ludzi.

  • @JW

    Arty­kuł ope­ruje poję­ciem jed­no­li­tej grupy bo jest pisany z punktu widze­nia socjo­lo­gii, a ty pod­cho­dzisz z punktu widze­nia psy­cho­lo­gii jed­nostki. Który jest słusz­niej­szy, nie wiem.

    Poza tym opi­su­jesz jeden typ grupy, zwią­za­nej jakimś celem (raj­dem na bossa) a są inne.

    Co do innego arty­kułu, masz może linka? Bo mi się koja­rzą ogra­ni­cze­nia z liczby Dunbara.

  • Jacek Wesołowski wrote:

    Linka nie mam, ale zna­la­złem go u cie­bie na blogu parę mie­sięcy temu. :-) Pamię­tam hasło „liczby Dun­bara”. Nb. te liczby potwier­dzają się w prak­tyce. O 12 oso­bach wspo­mi­nali mi jesz­cze na stu­diach. A 80–150 to m.in. auten­tyczne popu­la­tion capy, które sobie na podst. wła­snych doświad­czeń narzu­cają stu­dia w mojej branży. Cza­sami uży­wają tego jako prze­chwałki mają­cej wabić kan­dy­da­tów na pra­cow­ni­ków („u nas jest dobra atmos­fera, bo nigdy nie prze­kra­czamy 80 osób”). Mój pra­co­dawca też ma pop capy w swo­ich stu­diach. Jak zacho­dzi potrzeba dodat­ko­wych robo­czo­mie­sięcy, to się prze­rzuca taski do filii w Chi­nach (dosłownie).

    I tak, on używa poję­cia grupy na modłę socjo­lo­giczną, ale w dość spe­cy­ficzny spo­sób. Socjo­lo­go­wie mówią m.in. o samo­świa­do­mo­ści i ist­nie­niu ośrodka sku­pie­nia jako warun­kach koniecz­nych ist­nie­nia grupy spo­łecz­nej. Np. grupa dys­ku­syjna z Use­netu ma samo­świa­do­mość, ale ośrodka sku­pie­nia już nie. Nato­miast kasta „użyt­kow­ni­ków o dobrej repu­ta­cji” jest już grupą spo­łeczną, któ­rej ośrod­kiem sku­pie­nia jest dana grupa dys­ku­syjna, ser­wer, forum itd.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *