Wraz z nadejściem magnetowidów i internetu, nadeszła pornografia. Istniała już wcześniej, ale nie była tak prosto i oficjalnie dostępna.
Pamiętam wypowiedzi pierwszych polskich sieciowców, że porn to najprostsze zastosowanie sieci które trafia do wszystkich użytkowników (i sporej części użytkowniczek), a wtedy pytanie „po co komu ten cały Internet” nie było bez sensu.
Playboy.com to jedna z wczesnych domen komercyjnych, zarejestrowano ją w 1994. Sex.com zarejestrowano później, ale o tę domenę odbył się jeden z największych w historii sporów domenowych.
Upowszechnienie pornografii miało, według wieszczy nieszczęścia, spowodować społeczne sprowadzenie kobiety do roli obiektu seksualnego, takźe przez modę na prywatną, amatorską pornografię.
Nie wiem czy zjawisko opisane w tym artykule — spadek „cenności” kobiecej nagości jest w istocie tak silne, z punktu widzenia faceta trend jest raczej odwrotny, przedstawienia specjalistek od emisji sygnałów seksualnych są łatwo dostępne, ale same specjalistki już tym bardziej nie są.
Mój sierźant [1] powiedział kiedyś „mam nadzieję, że nie spotkam w realu Moniki Belucci, bo nie wiem co się wtedy stanie”.
[[1] nie, nie byłem w wojsku ale mam kolegów z wojska; i mamy sierżanta]
To co się stało, to to, że seks, jako czynność, śmieszne ruchy niegodne filozofa przestał być tajemnicą alkowy. Ale to też żadna nowość.
W „Playbacku”, 50 lat temu Raymond Chandler napisał:
Pierwszy pocałunek jest jak magia, drugi jest intymny, trzeci machinalny. Potem dziewczynę się po prostu rozbiera.
A co najlepiej sprowadza kobietę do roli obiektu seksualnego?
Relligia.
„W „Playbacku, 50 lat temu Raymond Chandler napisał:”
W polskim tłumaczeniu było „a trzeci raczej mechaniczny”.