Wpadła mi ostatnio, po latach, w ręce „Limes inferior Zajdla. Zabierałem się ostrożnie, bo wiele jego tekstów po latach nie daje się czytać, na szczęście, ta powieść egzamin zdała.
I z perspektywy lat, okazuje się, że jest to powieść cyberpunkowa, a przynajmniej proto-cyberpunkowa. Nie ma wprawdzie wszczepów, ale są Klucze pełniące rolę man-machine interface (z, jakże po latach aktualnymi, przytykami w stronę biometryki), jest sporo fikcyjnej, ale prawidłowej inżynierii bezpieczeństwa informacyjnego, jest high-tech, low-life, i nawet motyw inwazji z kosmosu i bajkowe zakończenie nie wykraczają poza granice wyznaczone co bardziej naćpanymi tekstami Johna Shirleya.
I już chciałem obwoływać Zajdla pierwszym polskim cyberpunkowcem (sorry Gregu; stąd tytuł posta), ale jednak jednej rzeczy do wypełnienia definicji brakuje — stylu. „Limes Inferior jest za mało cyniczne.
Ale to też widać dopiero z perspektywy lat.
[i cycki są!]
A w ogóle to czemu miałeś dysonans poznawczy po spotkaniu TTDKNu na dżankecie WO, bo nie wiem, a korciło mnie żeby zapytać?
@barts
Odpowiem ogólnie, bo zakładam, że ludzie z TTDKN mają jakieś powodu do budowania takich a nie innych tożsamości tutaj.
Stąd wynosi się jakąś wizję człowieka który za awatarem stoi, i czasem przy spotkaniu okazuje się, że ta wizja pasuje, a czasem nie.
No i nie pasowała :-)
Hmmmm… a gdzie te cycki u Zajdla są? Bo mam w miarę na świeżo i jakoś nie pamiętam…
No przecież na samym początku jak Sneer z panienką opalają się na jachcie!