Nie poszedłem na wybory.

Nie posze­dłem na wybory, wola­łem to popo­łu­dnie prze­sie­dzieć w Czu­łym Bar­ba­rzyńcy nad „Burzą” Parow­skiego. Dziwna książka.

Nie posze­dłem na wybory, udział w nich kosz­to­wałby mnie kil­ka­set zło­tych, dwa dni wyjęte z życia i mnó­stwo nerwów.

Nie posze­dłem na wybory, bo nie chcia­łem gło­so­wać na mniej­sze zło. Nie ma kan­dy­data pój­ście w stronę w jaką moim zda­niem powinna roz­wi­jać się Polska.

Nie ma kan­dy­data obie­cu­ją­cego zerwa­nie kon­kor­datu i for­malną laicy­za­cję pań­stwa, a zwłasz­cza wzię­cia za mordę kościel­nej komi­sji majątkowej.

Nie ma kan­dy­data obie­cu­ją­cego dekry­mi­na­li­za­cję i lega­li­za­cję mięk­kich nar­ko­ty­ków, mał­żeń­stwa par tej samej płci i refun­da­cję antykoncepcji.

Nie ma kan­dy­data któ­rego pro­gram miał jakiś głęb­szy sens, poza ugra­niem tych czy tam­tych głosów.

A na Kanga ani Kodos gło­so­wać nie chcę.

38 Comments

  • Zacznijmy od tego, że Pre­zy­dent żadnego z Two­ich żądań speł­nić nie może, bo nie ma takich upraw­nień (może co naj­wy­żej blo­ko­wać ustawy, ale veto pre­zy­denc­kie nie jest nie do przej­ścia). Nato­miast od wyniku gło­so­wa­nia zależy, jak Pol­ska będzie postrze­gana na świe­cie, bo m. in. tym sie pre­zio zajmuje.

  • @R

    Nie może oczy­wi­ście speł­nić wprost, ale może je blo­ko­wać wetu­jąc ustawy. Więc to też ma znaczenie.

  • Mnietek wrote:

    Cry me a river, emo kid.

  • Pro­blem w tym, że blo­ko­wa­niem nie osią­gniesz wyzna­czo­nych celów (naj­wy­żej mozesz utrud­niać odda­le­nie się od nich), za to sejm prze­py­cha odrzu­coną ustawę trzema pią­tymi gło­sów i pre­zio ma tydzień na pod­pi­sa­nie ustawy nie­za­leż­nie od tego, czy mu się ona podoba, czy nie.

  • Dwa dni? Zło­że­nie wnio­sku o dopi­sa­nie do spisu wybor­ców zaj­muje jed­nak nieco mniej czasu.

  • Czesiu wrote:

    Nie posze­dłem na wybory, udział w nich kosz­to­wałby mnie kil­ka­set zło­tych, dwa dni wyjęte z życia i mnó­stwo ner­wów.” — ale wiesz, że aku­rat ten argu­ment jest z dupy wzięty?

  • @Mnietek

    OLD MEME IS OLD

    @Czesiu

    Bo?

    @mp

    No i? (Uwiel­biam ludzi co wie­dzą lepiej co i jak zała­twiam. NOT.)

    @R

    Pre­zy­dent ma jesz­cze prawo do ini­cja­tywy ustawodawczej.

  • Alex wybacz wpis, ale aler­gicz­nie reaguje ostat­nio na publiczne pro­mo­wa­nie bez­rad­no­ści spo­łecz­nej, u myślą­cych ludzi któ­rych szanuje.

    1. Kil­ka­set zloty i dwa dni. — „Dopi­sa­nie się do kon­kret­nego okręgu wybor­czego” — wpisz pro­szę w Google. Można było też prze­dzwo­nić do lokal­nego Urzędu Dziel­nicy i zapy­tać.
    Zała­twia się po/przed pracą lub w trak­cie obiadu. Tre­no­wane. Da się. W urzę­dzie dziel­nicy Moko­towa sprawę zała­twia­łem, jak potrze­bo­wa­łem, w ok. 10min.

    2. Mimo, iż wydaje mi się, ze nie­po­rad­ność w senie brak papieru o moż­li­wo­ści glo­so­wa­nia, był głów­nym powo­dem Two­jej absen­cji na wybo­rach, to mimo wszystko uwa­żam, ze nie odda­nie gloso, w myśl demo­kra­cji jest nie odpo­wie­dzialne. Za chwile będziesz ponow­nie roz­li­czać pań­stwo w któ­rym praw­nie żyjesz i zde­cy­do­wa­łeś się pro­wa­dzić dzia­łal­ność zawo­dową, że źle funk­cjo­nuje. Zawsze można zre­zy­gno­wać z oby­wa­tel­stwa, gdy­byś miał w tema­cie zacięcie.

    3. Myślę, ze lep­szym byłby wpis, nie umia­łem zała­twić papierka, więc nawet nie zain­te­re­so­wa­łem się opcjami wyboru.
    Jak JK wygra druga turę, to będziesz po stro­nie ludzi, któ­rzy nic nie zro­bili w kie­runku odda­nia głosu na BK.

    Smutna prawda, moim skrom­nym zdaniem.

  • Nie wiem lepiej. Ale by default to aku­rat uspra­wie­dli­wie­nie jest dziwne.

  • gaber: zło­tych. nie złoty. złoty to jest jeden. ja mogłem gło­so­wać a nie gło­so­wa­łem z tego powodu że żaden z kan­dy­da­tów mi nie odpo­wiada i nie repre­zen­tuje moich poglą­dów i prze­ko­nań. co twoim zda­niem miał­bym w tej syta­cji zro­bić? na kogo gło­so­wać? na kan­dy­data lan­so­wa­nego w mediach jako tego bar­dziej? jak to nie jest wypa­cza­nie demo­kra­cjji to ja nie wiem..

  • @gaber

    Ja może napi­szę wyraź­niej: roz­wa­ża­nia nad aktu­al­nymi wyni­kami wybo­rów budzą moje zde­cy­do­wane „MEH”. Nie mam na kogo zagło­so­wać, więc nie zagło­suję na nikogo. Mógł­bym zagło­so­wać na Zeda Zej­dena, ale nie kandydował.

    Nie spo­dzie­wam się, że Kaczyń­ski będzie dużo lep­szym, czy gor­szym pre­zy­den­tem od Komo­row­skiego i vice versa. Żaden z nich nie zawe­tuje następ­nej idiotyczno-patriotycznej ustawy wysma­żo­nej przez pol­ską pra­wicę. Żaden z nich nie roz­pocz­nie ini­cja­tywy usta­wo­daw­czej w spra­wie przy­wró­ce­nia dostęp­no­ści abor­cji na żądanie, czy zerwa­nia kon­kor­datu. Obaj są z podob­nych, kon­ser­wa­tyw­nych ugru­po­wań, jedni są bar­dziej libe­ralni gospo­dar­czo, dru­dzy bar­dziej socja­li­styczni, ale grają do tej samej bramki. I nie jest to ta bramka do któ­rej ja gram.

    So, why bother?

    @Valvit

    No wła­śnie.

  • @Alex, Valvit: Mój roz­są­dek pod­po­wiada mi, że warto wybrać mniej­sze zło w 2 turze. A księż­nicz­ko­wa­nie można zosta­wić na wybory par­la­men­tarne, gdzie są więk­sze szanse na tra­fie­nie na swo­jego repre­zen­tanta na kar­cie wyborczej.

    Z dru­giej strony sądzę, że w demo­kra­cji tak, jak i w życiu, sztuką jest umie­jęt­ność podej­mo­wa­nia czyn­nej decy­zji i wybo­rów na bazie dostęp­nych moż­li­wo­ści w danym momen­cie. Rów­nie dobrze może to być warzyw­niak, gdzie eks­pe­dientka za lada zapyta co podać z dostęp­nego asortymentu.

    Jeżeli fak­tycz­nie nie umiesz pod­jąć takiej decy­zji to jest to dla mnie dziwne, ale tłu­ma­czy wiele. I tu można zakoń­czyć dyskusję.

  • @gaber

    Dla­czego uwa­żasz, że świa­dome nie wybra­nie udo­stęp­nio­nych opcji nie jest pod­ję­ciem decy­zji? Prze­cież decy­zja jest taka: nie będę wybie­rał żadnego z tych dwóch.

  • O ile rozu­miem brak wyboru mię­dzy kan­dy­da­tami z dru­giej tury (w pierw­szą też mogę uwie­rzyć, choć ja aku­rat coś wyjąt­kowo zna­la­złem), o tyle argu­menty typu zerwa­nie kon­kor­datu, for­malna laicy­za­cja, lega­li­za­cja mięk­kich nar­ko­ty­ków czy mał­żeń­stwa osób tej samej płci to jest dla mnie kosme­tyka, a nie pod­stawa kry­te­riów wyborczych.

  • Jeśli tu pl-znaki będą dobrze, to po źle wpi­sa­nej capt­chy i następ­nie wysła­niu robi kaszankę.

  • @rozie

    Tak, kaszani, tamte popra­wi­łem w adminie.

    Jaka jest według Cie­bie pod­stawa kry­te­riów wybor­czych w takim razie?

  • Dzięki za poprawienie.

    Pod­stawa? To dobre pyta­nie. Chciał­bym mieć solidną, nie­par­tyjną gospo­darkę i prawo, przede wszyst­kim. To, czy nar­ko­tyki będą legalne, czy nie (przy podej­ściu par­tyj­nym raz będą, raz nie, zależy, kto u wła­dzy), to nie­istotne (spo­ży­cia nie zmieni). To, czy homo­sek­su­ali­ści będą mogli brać _ślub_ też nie jest dla mnie — i dla funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa — istotne. IMO obecny sys­tem cał­kiem nie­źle pozwala funk­cjo­no­wać związ­kom dwu­oso­bo­wym (a w sumie czemu się ogra­ni­czać tylko do 2 osób?) bez ślubu…

  • Nie posze­dłem na wybory, bo nie chcia­łem gło­so­wać na mniej­sze zło. „
    W ten spo­sób odda­jesz decy­zję ludziom, któ­rzy gło­sują na Kaczyń­skiego. Szcze­rze pisząc, nigdy nie rozu­mia­łem takiego podejścia.

    Poza tym — a Ziętek?

  • mostro wrote:

    @rozie:
    IMO obecny sys­tem cał­kiem nie­źle pozwala funk­cjo­no­wać związ­kom dwu­oso­bo­wym (a w sumie czemu się ogra­ni­czać tylko do 2 osób?) bez ślubu…”

    Co to jest nie­złe funk­cjo­no­wa­nie? Chyba tylko to, że do łóżka pań­stwo nie zagląda i wolno sobie miesz­kać z kim się chce. Ale już nie uzy­skasz w szpi­talu infor­ma­cji o sta­nie zdro­wia part­nera, jeśli leży nie­przy­tomny i nie może pod­pi­sać sto­sow­nej dys­po­zy­cji. Jeśli part­ner zostawi ci testa­ment, to musisz zapła­cić 20% podatku od spadku plus zacho­wek dla rodziny, oraz rodzina może łatwo pod­wa­żyć testa­ment i wtedy nie masz nic, choć­byś przez 20 lat part­nera wspie­rał, a rodzina miała go gdzieś. Nie możesz ubez­pie­czyć pra­cu­ją­cego w domu part­nera na takich zasa­dach, na jakich dowolne mał­żeń­stwo (kon­kretny koszt tego jed­nego dro­bia­zgu wynosi 300 zł na mie­siąc, bo tyle się płaci składki na dobro­wolne ubez­pie­cze­nie zdro­wotne). Jeśli part­ner ma dzieci, jesteś dla nich z punktu widze­nia prawa nikim, choć­byś za nimi bie­gał przez 10 lat przy cał­ko­wi­tym braku zain­te­re­so­wa­nia ze strony bio­lo­gicz­nego rodzica. I wiele innych dro­bia­zgów, nad któ­rymi pary hete­ro­sek­su­alne nawet się nie muszą zasta­na­wiać, bo jak chcą, to biorą ślub.
    To są dla cie­bie sprawy nieistotne?

  • @mostro: Sprawa szpi­tala — cóż, nie mia­łem z tym pro­blemu (bez dys­po­zy­cji), nawet mnie nie legi­ty­mo­wali. Fak­tem jest, że w razie czego wspar­cie rodziny było. Poza tym, nikt nie broni pod­pi­sać sto­sow­nej dys­po­zy­cji wcze­śniej, prawda? Więc argu­ment odpada.
    Testa­ment — to samo masz w przy­padku kon­ku­bi­natu, który dotyka jakby więk­szą ilość ludzi. Ubez­pie­cze­nie pra­cu­ją­cego w domu — nie znam tematu, nie wypo­wia­dam się. Dzieci — to samo może powie­dzieć nauczy­ciel, który biega za nimi 10 lat, dokład­nie to samo masz w przy­padku kon­ku­bi­natu i nie swo­ich dzieci.
    I nie jest tak, jak to przed­sta­wiasz, że z dowolną osobą (oso­bami!) płci prze­ciw­nej możesz od ręki wziąć ślub, jeśli się tylko wam zama­rzy. Nie rozu­miem więc tej walki o lega­li­za­cję związku dwojga rodzi­ców tej samej płci, z wyklu­cze­niem choćby związ­ków kilku męż­czyzn z jedną kobietą (i odwrot­nie; i dowol­nych innych kon­fi­gu­ra­cji).
    I tak, nie są to dla mnie sprawy spe­cjal­nie istotne. Wszystko o czym piszesz albo da się obejść przy pomocy ist­nie­ją­cych prze­pi­sów, albo roz­bija się o pie­nią­dze i akcep­ta­cję związku ze strony rodziny.

  • mostro wrote:

    @rozie: prak­tyka bywa taka jak mowisz, ale wg prawa szpi­tal nie ma prawa kon­ku­ben­towi powie­dziec, ktora jest godzina na zegarku pacjenta.
    „Poza tym, nikt nie broni pod­pi­sać sto­sow­nej dys­po­zy­cji wcze­śniej, prawda?„
    Jasne, pod­pisz sobie co chcesz. Po czym tra­fiasz do szpi­tala w Star­gar­dzie Szcze­cin­skim w nad­pa­lo­nym ubra­niu i co komu z tej dys­po­zy­cji, jesli nawet mia­les ja przy sobie? Nie wiem zreszta, czy tego rodzaju dys­po­zy­cje maja jaka­kol­wiek moc prawna dla szpitala.

    Ubez­pie­cze­nie pra­cu­ją­cego w domu – nie znam tematu, nie wypo­wia­dam się„
    No to cie uswia­da­miam. Mozna „dopi­sac” mal­zonka do swo­jego ubez­pie­cze­nia w NFZ, nie pono­szac przy tym zadnych dodat­ko­wych kosz­tow. Zadnych. Pla­cisz jedna skladke, a ubez­pie­cze­niu pod­lega cala rodzina z nie­let­nimi dziecmi. Nato­miast ubez­pie­cze­nie zdro­wotne osoby ubez­pie­cza­ja­cej sie samo­dziel­nie kosz­tuje 300 zl na miesiac.

    I nie jest tak, jak to przed­sta­wiasz, że z dowolną osobą (oso­bami!) płci prze­ciw­nej możesz od ręki wziąć ślub, jeśli się tylko wam zama­rzy.„
    O poli­ga­mii nie bede sie wypo­wia­dac, bo to zupel­nie nie moja bajka. Jed­nak w przy­padku zwiaz­kow mono­ga­micz­nych — co mia­no­wi­cie prze­szka­dza wziac slub z osoba plci odmien­nej? Chyba nie­pel­no­let­niosc :-> Bo aku­rat roz­wody to u nas daja, prawda, ze chwile to musi potrwac, ale jak czlo­wiek chce, to sie rozwiedzie.

    Wszystko o czym piszesz albo da się obejść przy pomocy ist­nie­ją­cych prze­pi­sów, albo roz­bija się o pie­nią­dze i akcep­ta­cję związku ze strony rodziny.„
    Tak, takie male dro­bia­zgi. A jakby ci przy­wa­lili 20% dodat­ko­wego podatku od calego two­jego majatku, to tez bys to uznal za sprawe malo istotna?

    Testa­ment – to samo masz w przy­padku kon­ku­bi­natu, który dotyka jakby więk­szą ilość ludzi. „
    Oczy­wi­scie, ale kon­ku­benci roz­nej plci maja WYBOR. O to sie tutaj rozchodzi.

  • @mostro:
    „Jasne, pod­pisz sobie co chcesz. Po czym tra­fiasz do szpi­tala w Star­gar­dzie Szcze­cin­skim w nad­pa­lo­nym ubra­niu i co komu z tej dys­po­zy­cji, jesli nawet mia­les ja przy sobie?„
    Odro­binę logiki pro­szę. Wystar­czy, że dys­po­zy­cja będzie w rękach osoby upo­waż­nio­nej, nie upo­waż­nia­ją­cej. Bo jako kontr­ar­gu­ment mam mał­żeń­stwo z róż­nymi nazwi­skami, a akt ślubu w miej­scu dys­po­zy­cji. I bie­gaj w soboty i nie­dziele po urzę­dach po odpis…

    Nie wiem zreszta, czy tego rodzaju dys­po­zy­cje maja jaka­kol­wiek moc prawna dla szpi­tala.„
    To osobne zagad­nie­nie (i raczej są ważne, choć nie wiem na ile sfor­ma­li­zo­wane, patrz oświad­cze­nia o ew. wyko­rzy­sta­niu orga­nów). IMO każdy powi­nien móc zezwo­lić dowol­nej oso­bie na takie wizyty (i decy­zje w okre­ślo­nym zakre­sie, np. wyko­rzy­sta­nie orga­nów), jak rów­nież zabro­nić tego (i wizyt, i decy­zji) dowol­nej oso­bie (także z rodziny).

    Jed­nak w przy­padku zwiaz­kow mono­ga­micz­nych – co mia­no­wi­cie prze­szka­dza wziac slub z osoba plci odmien­nej? Chyba nie­pel­no­let­niosc :-> Bo aku­rat roz­wody to u nas daja, prawda, ze chwile to musi potrwac, ale jak czlo­wiek chce, to sie rozwiedzie.”

    No moment moment. Dla­czego chcesz dys­kry­mi­no­wać poli­ga­mi­stów? Albo nawet expart­ne­rów — ktoś żyje w ciągu życia z 4 oso­bami (po kolei, nie naraz, nie masz poli­ga­mii), na koniec chce zapi­sać im mają­tek w testa­men­cie, czemu mają pła­cić poda­tek, jeśli przy­czy­niły się do wytwo­rze­nia majątku w okre­sie bycia razem)?

    Co do roz­wo­dów — jaką masz gwa­ran­cję, że w trak­cie postę­po­wa­nia (które jak znam pol­skie sądy nie trwa chwili, tylko cią­gnie się jak wszystko inne) jeden z part­ne­rów nie trafi do szpi­tala czy też nie umrze? Plus, zapewne w przy­padku związ­ków z oso­bami z innych kra­jów też tak różowo nie jest.

    Tak, takie male dro­bia­zgi. A jakby ci przy­wa­lili 20% dodat­ko­wego podatku od calego two­jego majatku, to tez bys to uznal za sprawe malo istotna?„
    Jeśli to mój mają­tek, to jestem (współ)właścicielem i przy­naj­mniej od mojej czę­ści nie płacę podatku, prawda?

    Oczy­wi­scie, ale kon­ku­benci roz­nej plci maja WYBOR. O to sie tutaj roz­cho­dzi.„
    W szcze­gól­nym przy­padku mają. Tj. jeśli mają zdol­ność do czyn­no­ści praw­nych, nie są w trak­cie roz­wodu, nie są w związku poli­ga­micz­nym i zapewne oboje są oby­wa­te­lami pol­skimi. Tak się składa, że ten szcze­gólny przy­pa­dek jest dość czę­sty. I nadal nie rozu­miem, czemu fawo­ry­zo­wać ze względu na płeć tylko jedną niszową grupę, przy pomi­nię­ciu pozostałych?

    Poza tym, argu­ment z wybo­rem jest aku­rat średni, bo jeśli np. pań­stwo mia­łoby dofi­nan­so­wy­wać zapłod­nie­nia, to nie chciał­bym — nawet jeśliby tech­niczna moż­li­wość ist­niała — aby dofi­nan­so­wy­wane były zabiegi dla par homo­sek­su­al­nych. A argu­ment o wybo­rze pew­nie też się pojawi, bo — okrut­nie gene­ra­li­zu­jąc, ale na pozio­mie hete­ro­sek­su­al­nych kon­ku­ben­tów i ślubu — jak para hetero chce mieć dziecko to może.
    Poza tym, jak dla mnie, z punktu widze­nia pań­stwa to jest sprawa mar­gi­nalna. To tak jakby wege­ta­ria­nie zaczęli postu­lo­wać znie­sie­nie jakich­kol­wiek dofi­nan­so­wań dla rol­ni­ków wytwa­rza­ją­cych pro­dukty mię­sne, albo ludzie bez samo­cho­dów postu­lo­wali zakaz uży­wa­nia pojaz­dów spa­li­no­wych, z nie­wiel­kimi, kon­ce­sjo­no­wa­nymi wyjąt­kami i zro­bili z tego oś pro­gramu wybor­czego. Pew­nie nawet suma­rycz­nie w ciągu życia więk­sza suma wyj­dzie, niż te 20% majątku jednorazowo…

  • @M

    Oczy­wi­ście, że oddaję. Ja to może napi­szę jesz­cze raz, wyraź­niej: JEST MI DOSKONALE OBOJĘTNE, CZYPALACU PREZYDENCKIMDZIE KACZYNSKI CZY KOMOROWSKI.

    I prze­ko­na­nie P.T. publicz­no­ści o tym, że Kaczyn­ski będzie dla Pol­ski jakąś wielką kata­strofą to naj­więk­szy meme­tyczny suk­ces agit­propu Plat­formy. A od pre­zy­den­tury LK jakoś krowy mleka nie prze­stały dawać.

    @rozie
    Prawo i gospo­darka ZAWSZE jest par­tyjna, nie­par­tyjna jest tylko w mode­lach teo­re­tycz­nych, więc MEH. Poza tym, skąd pomysł, że za Komo­row­skiego prawo i gospo­darka będzie bar­dziej niepartyjna?

  • Kto wie czy pre­zy­dent Bro­nek pod­pi­su­jący wszyt­sko co PO wymy­śli nie będzie gor­szym wybo­rem. Ludzie będący obec­nie przy kory­cie z ramie­nia PO już kie­dyś byli zamie­szani w rządy i to co teraz niby napra­wiają w nie­ma­łej czę­ści sami naknocili.

  • @Alex: Nie prze­sa­dzaj z tą par­tyj­no­ścią prawa i gospo­darki. Nie ma wymiany całego prawa i zwro­tów o 180 stopni co parę lat (z koniecz­no­ści, żadna gospo­darka tego nie znie­sie), nawet po ’89 nie było wiel­kich zmian. Za to sporo jest nie­prze­my­śla­nych (i pisa­nych na kola­nie) wle­pek praw­nych. Dla mnie prawo to coś, co powinno powinno być sta­no­wione w per­spek­ty­wie dzie­się­cio­leci. I rzą­dzą­cym rzadko bo rzadko, ale zda­rza się kogoś nie z par­tii obsa­dzić na stanowisku.

    I nie wiem skąd przy­pusz­cze­nie, że twier­dzę, że za Komo­row­skiego mia­łoby być nie­par­tyj­nie? PO to aku­rat czy­ste par­tyj­niac­two i PR AKA populizm.

    Fak­tem jest, że w dru­giej turze wybór jest iluzoryczny.

  • @rozie

    Wymiany całego prawa nie ma, ale są (zawsze) ustawy pisane pod kon­kretne zamo­wie­nia poli­tyczne i lobbystyczne.

    Co do tego, że prawo powinno być pisane na lata, to wcale nie jestem taki pewien. Tzn tak było przed „naszą” Oso­bli­wo­ścią (przed gwał­tow­nym przy­spie­sze­niem roz­woju cywi­li­za­cyj­nego spo­wo­do­wa­nego II Wojną Świa­tową i jej skut­kami, np Inter­ne­tem), ale teraz świat za szybko się zmie­nia, co chwile poja­wiają się nowe wynalazki/technologie/przestępstwa i ich kon­se­kwen­cje i prawo musi za tym nadą­żać. Pamię­taj że admi­ni­stra­cja publiczna nie może zro­bić niczego co nie jest zde­fi­nio­wane w akcie praw­nym. Więc prawo musi się zmie­niać, tak jak opro­gra­mo­wa­nie musi się zmie­niać dosto­so­wu­jąc się do ewo­lu­ują­cych potrzeb rynku.

    Fak­tem jest, że w dru­giej turze wybór jest iluzoryczny.

    W pierw­szej też był.

  • @Alex: Tam, gdzie poja­wiają się rze­czy nowe, prawo jak naj­bar­dziej powinno się dosto­so­wy­wać i opi­sy­wać je. Nato­miast jeśli cho­dzi o sprawy ogólne powinno być moż­li­wie ogólne. Wyli­cza­nie wszyst­kich moż­li­wych narzę­dzi czy tech­no­lo­gii jest ska­zane na nie­ak­tu­al­ność, dokład­nie z powo­dów o któ­rych piszesz.
    Nie szu­ka­jąc daleko, tylko tematy o któ­rych pisa­łeś — nar­ko­tyki i związki homo­sek­su­alne — gdyby nie wyli­czano „sub­stan­cji zaka­za­nych”, to nie byłoby „afery” z dopa­la­czami i ner­wo­wymi (przy tym nie­sku­tecz­nymi) zmia­nami prawa. Związki — podob­nie, gdyby ktoś nie poku­sił się o uszcze­gó­ło­wie­nie, to w chwili obec­nej dowolne osoby mogłyby w pro­sty i jasny spo­sób zawie­rać odpo­wied­nik mał­żeń­stwa. Przy tech­no­lo­giach jest to pew­nie bar­dziej widoczne. Jakby dobrze poszu­kać to i taśma per­fo­ro­wana i dys­kietka pew­nie w pra­wie wystę­puje. Po co? Z punktu widze­nia prawa zna­cze­nie może mieć jedy­nie to, czy nośnik infor­ma­cji jest WORM, czy też można nad­pi­sy­wać dane.

  • @Alex:
    Jak­byś żył w pusz­czy Tasmań­skiej na emi­gra­cji to był bym w sta­nie Cię zro­zu­mieć.
    Mam to „w dupie / MEH, jest argu­men­ta­cja niskiego lotu. Jesteś w sta­nie podąć kon­kretne mery­to­ryczne argu­menty? Zazna­czam, ze cały czas pamię­tam, ze masz prawo gło­so­wać, a nie obo­wią­zek. Więc bar­dziej pytam z ciekawości.

  • @gaber: Ale jakiej innej chcesz argu­men­ta­cji? Nie było kan­dy­data, któ­rego by _popierał_, to nie gło­so­wał. Jasne, można wybie­rać „mniej­sze zło”, tylko po co? Szcze­gól­nie, że kan­dy­daci (dla mnie, druga tura) nie róż­nią się w zna­czący spo­sób. Obaj z par­tii na P z nazwi­skiem na K, z par­tii będą­cych u władzy. ;-)

  • septi wrote:

    Ja też nie będę gło­so­wał. Nie tylko dla­tego, że nie chcę wybie­rac mię­dzy Kan­giem i Kodo­sem, ale przede wszyst­kim dla­tego, że nawet nie moge wybierać.

    @gaber
    Bo to nie jest tak, że „sztuką jest umie­jęt­ność podej­mo­wa­nia czyn­nej decy­zji i wybo­rów na bazie dostęp­nych moż­li­wo­ści w danym momen­cie. Rów­nie dobrze może to być warzyw­niak, gdzie eks­pe­dientka za lada zapyta co podać z dostęp­nego asortymentu.”

    Moja decy­zja nie ma zna­cze­nia, nie mam moż­li­wo­ści wyboru. Ana­lo­gią byłby warzyw­niak, gdzie eks­pe­dientka pyta co podać z dostęp­nego asor­ty­mentu, a potem i tak podaje to, co aku­rat leży na naj­bliż­szej półce.

    Bo gło­su­jąc nie podej­muje decy­zji, podej­muję 1/*nastomilionową decy­zji. Prak­tycz­nie zero, so why bother. A w rze­czy­wi­sto­ści jest jesz­cze gorzej: to, że mój głos będzie miał jakie­kol­wiek zna­cze­nie jest moż­liwe tylko w sce­na­riu­szu, kiedy zwy­cięzca wygrywa jed­nym gło­sem. We wszyst­kich innych warian­tach wynik jest _dokładnie_ taki sam, czy zagło­suję, czy nie. A praw­do­po­do­bień­stwo tego sce­na­riu­sza w kraju wiel­ko­ści Pol­ski nie jest nawet jak 1 do *nastu milio­nów, jest dużo, dużo, dużo mniej­sze. Jest w moim sza­cunku tak małe, że porów­ny­walne z tymi wszyt­kimi innymi eks­tre­mal­nie nie­praw­do­po­dob­nymi zda­rze­niami, któ­rymi się w prak­tyce nie przej­muję, bo sa zbyt mało praw­do­po­dobne. Np. uwa­żam, że jest to znacz­nie mniej praw­do­po­dobne, niż to, że spad­nie mi na głowę meteoryt.

    @rozie
    „To, czy nar­ko­tyki będą legalne, czy nie (przy podej­ściu par­tyj­nym raz będą, raz nie, zależy, kto u wła­dzy), to nie­istotne (spo­ży­cia nie zmieni).”

    To jest istotne nie dla­tego, że spo­ży­cie się zmieni lub nie zmieni. To jest istotne dla­tego, że ludzie bez sensu dostają wyroki i sie­dzą w wię­zie­niach. Pomi­ja­jąc etyczny aspekt nisz­cze­nia komus życia z bła­hego powodu, jest jesz­cze aspekt prag­ma­tyczny: trzy­ma­nie ludzi w wię­zie­niach dużo kosz­tuje. Rów­nież miej­sca w wię­zie­niach są ogra­ni­czone, a budo­wa­nie kolej­nych wię­zień rów­niez sporo kosz­tuje. Jeśli się oszczę­dza prze­peł­nia­jąc wię­zie­nia, to ma to kolejne nega­tywne skutki, w postaci roz­woju w wię­zie­niach prze­stęp­czo­ści róż­nego rodzaju, w tym zor­ga­ni­zo­wa­nej, co z kolei powo­duje więk­szą recy­dywę i utrud­nia walkę z prze­stęp­czo­ścią poza murami więzienia.

    Dalej: sądy też kosz­tują. Co gor­sza, sądy w Pol­sce są prze­peł­nione, wiele spraw cią­gnie się mie­sią­cami i latami z powodu ogra­ni­czo­nych zaso­bów sądow­nic­twa. W dodatku sędziów i pro­ku­ra­to­rów nie da się wypro­du­ko­wać na zawo­ła­nie. Jeśli się zde­cy­duje, że potrzeba ich wię­cej, to pie­nią­dze trzeba zacząć wykła­dac już teraz, wyniki będą naj­wcze­śniej za 10 lat, a jak się okaże, że jest ich za dużo, to i tak w prak­tyce trzeba im będzie pła­cić pen­sje do emerytury.

    Dalej: ludzie, któ­rzy sie­dzą w wię­zie­niach nie mogą wyko­ny­wać wielu form uży­tecz­nej pracy, za którą mogliby w dodatku dosta­wać przy­zwo­ite pie­nią­dze i pła­cić podatki. Kolejna strata dla budżetu. Nawet w przy­padku wyro­ków w zawia­sach fakt figu­ro­wa­nia w reje­strze kar­nym mocno ogra­ni­cza dostęp do wielu zawodów.

  • @septi: Nie­zu­peł­nie. Jeśli jest fak­tyczny efekt typu kara­nie zmniej­sza spo­ży­cie (które jest szko­dliwe), to może to mieć sens. Bo zaraz doj­dziemy, żeby nie karać kie­row­ców, któ­rzy spo­ży­wają alko­hol, dopóki nie łamią prze­pi­sów, bo bidu­lek tylko dwa piwka wypił, a oni mu prawo jazdy zabie­rają i pra­co­wać nie może i rodzina cierpi. Argu­ment o nie­moż­no­ści szyb­kiego zmie­nia­nia ilo­ści sędziów/prokuratorów aku­rat prze­ma­wia za tym, by prawo było stałe.

  • septi wrote:

    @rozie
    Po pierw­sze „spo­ży­cia nie zmieni” to ty napisałeś.

    Po dru­gie nie chcia­łem zamie­niać tego w dys­ku­sję o lega­li­za­cji. Ja tylko chcia­łem zwró­cić uwagę, że to są bar­dzo istotne kwe­stie poli­tyczne, bo przy­czy­nia­jące się do okre­śle­nia czym uza­sad­niamy ist­nie­nie takiej insty­tu­cji jak pań­stwo, dla­czego się na jego ist­nie­nie zga­dzamy i co w związku z tym pań­stwu wolno i pań­stwo powinno robić. I każda taka decy­zja dotyka każ­dego miesz­kańca na wiele spo­so­bów, nawet jeśli powiedzmy on sam nar­ko­ty­ków nie bie­rze, nie han­dluje nimi itd.

    Oce­nia­nie tego w kate­go­riach zmie­ni­sze­nia lub nie zmniej­sze­nia spo­ży­cia to tak, jak­byś miał powiedzmy pro­po­zy­cję zakazu nosze­nia zie­lo­nych spodni, i chciał roz­pa­try­wać sen­sow­ność takiego zakazu na pod­sta­wie tego, czy fak­tycz­nie spo­wo­duje on, że mniej ludzi będzie cho­dzić w zie­lo­nych spodniach.

    Co do pija­nego kie­rowcy, to w tym przy­padku zasto­so­wa­nie apa­ratu przy­musu uza­sad­nione jest tym, że sta­nowi on oczy­wi­ste i bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla życia i zdro­wia innych uczest­nikó ruchu. I że sia­da­jąc za kie­ro­iw­nią świa­do­mie takie zagro­że­nie spra­wia. Możemy się w tym momen­cie zgo­dzić, że uży­cie przy­musu jest uza­sad­nione żeby ochro­nić jed­nego czło­wieka przed ode­bra­niem mu życia przez innego człowieka.

    Zresztą piszesz o kara­niu kie­rowcy, który wypił dwa piwka (BTW przy tej ilo­ści to będzie raczej wykro­cze­nie). Dla­czego nie karać każ­dego, kto wypił dwa piwka, czy pro­wa­dzi, czy nie? W końcu spo­ży­cie alko­holu też jest szkodliwe.

    Zresztą nawet przyj­mu­jąc, że pań­stwo ma prawo zabra­niać i karać oby­wa­teli w celu zre­du­ko­wa­nia szkód, które sami soibie czy­nią, masz masę kolej­nych problemów.

    Pierw­szym jest pyta­nie, czy zakaz i kara­nie rze­czy­wi­ście zmniej­sza spo­ży­cie i jeśli tak, to w jakim stop­niu. O ile mi wia­domo nie ma kon­kret­nych prze­sła­nek, że tak jest, i dane z jed­nej strony np. z Pol­ski, a z dru­giej z Holan­dii nie­ko­niecz­nie to potwierdzają.

    Po dru­gie ze zmniej­sze­nia spo­ży­cia nie­ko­niecz­nie wynika zmniej­sze­nie szko­dli­wo­ści. Można np. zauwa­żyć, że czar­no­ryn­kowy alko­hol jest śred­nio bar­dziej szko­dliwy dla zdro­wia niż ten legal­nie dopusz­czony do spo­ży­cia (w szcze­gól­no­ści jeśli z nie­le­gal­nego wyklu­czymy alko­hol z prze­mytu, legal­nie dopusz­czony do spo­ży­cia w innym kraju). Z nar­ko­ty­kami i „nar­ko­ty­kami” jest podob­nie, poczy­na­jąc choćby od przedaw­ko­wań heroinistów.

    Nawet jeśli uznamy, że ogólna szko­dli­wość zde­le­ga­li­zo­wa­nej sub­stan­cji ule­gła zmniej­sze­niu, to należy zauwa­żyć, że ludzie nadal mogą sobie szko­dzić na tysiące legal­nych spo­so­bów, i fak­tycz­nie to czy­nią. Powstają więc dwa pyta­nia, pierw­sze, czy to są rze­czy nie­za­leżne i czy w związku z tym zmniej­sze­nie szko­dli­wo­ści jed­nego czyn­nika rze­czy­wi­ście spo­so­duje zmniej­sze­nie szko­dli­wo­ści łącznej, a nie będzie np. tak, że dele­ga­li­za­cja jed­nych uży­wek spo­wo­duje, że ludzie się­gną po inne, nie­ko­niecz­nie mniej szko­dliwe. Dru­gie pyta­nie takie, czy nawet jeśli reduk­cja szko­dli­wo­ści netto jest realna, to czy jest zna­cząca na tyle, żeby uza­sad­nić repre­sje i wyda­tek zaso­bów. Może być np. tak, że bio­rąc pod uwagę łączne szkody czy­nione przez ludzi samym sobie przez alko­hol, papie­rosy, brak ruchu, dietę, nie­do­sy­pia­nie, itd. itp., to szko­dli­wość nar­ko­tykó zmniej­szona przez pro­hi­bi­cję wynosi 0.0001% ogól­nej szkodliwości.

    W końcu mamy kwe­stię samego poję­cia szko­dli­wo­ści czy szkody. Wiemy, że różne rze­czy mają nega­tywne skutki zdro­wot­nee. I teraz jeśli w sce­na­riu­szu a poin­for­mu­jemy o nich oby­wa­tela, ale pozwo­limy pod­jąć decy­zję samemu, a w sce­na­riu­szu b wpro­wa­dzimy mu pod groźbą suro­wych kar obo­wiąz­kową gim­na­stykę, ode­tniemy go od nie­zdro­wej żywno­ści, alko­holu itd., to rze­czy­wi­ście chcemy poj­mo­wać szkodę (jako to, przed czym może chro­nić pań­stwo) tak, że w sce­na­riu­szu a dzia­łamy na szkodę oby­wa­tela, więc uza­sad­nio­nym i pożą­da­nym dzia­ła­niem jest sce­na­riusz b?

  • @gaber

    Trzy­ma­jąc się ana­lo­gii spo­żyw­czej, idę do sklepu, oka­zuje się że nie ma mojej ulu­bio­nej szynki z Ser­rano, ale z tego braku nie wynika, że w takim razie MUSZĘ kupić polę­dwicę sopocką albo kieł­basę suchą kra­kow­ską. Nie muszę, wychodzę.

    Mimo braku kan­dy­data, któ­rego popie­ram, zagło­so­wał­bym w dwóch wypad­kach pew­nych zmian w pol­skiej ordy­na­cji wybor­czej: gdyby głosy nie­ważne były wli­czane do ogól­nego roz­li­cze­nia gło­sów — wtedy, odda­jąc głos nie­ważny, mógł­bym mini­mal­nie zmniej­szyć pro­cent popar­cia spo­łe­czeń­stwa dla OBU kan­dy­da­tów, albo gdyby była moż­li­wość zagło­so­wa­nia przez dopi­sa­nia swo­jego kan­dy­data na kar­cie wybor­czej (write-in), i te głosy byłyby reje­stro­wane przez PKW. W tej chwili nie wiem kogo bym dopi­sał, ale kogoś bym dopisał.

    A jak to wygląda w tej chwili, spró­buję obja­śnić na eks­pe­ry­men­cie myślo­wym. Załóżmy ze jestem homo­sek­su­ali­stą, i załóżmy że mamy do wyboru kan­dy­data X i Y. X chce wpro­wa­dze­nia kary śmierci za sodo­mię, Y chce tylko kar wię­zie­nia i obo­wiąz­ko­wego lecze­nia i reso­cja­li­za­cji. Ja mówię, że nie będę gło­so­wał na żadnego z nich, a Ty mi na to „poprzyj Y, prze­cież X chce kary śmierci dla peda­łów”. No tak, ale jak wygra Y to i tak dalej (jako hipo­te­tyczny homo­sek­su­ali­sta) będę musiał się ukry­wać, a dodat­kowo Y będzie miał prawo gło­sić, że 18.435.217 Pola­ków popiera jego pro­gram obo­wiąz­ko­wego lecze­nia homo­sek­su­ali­stów. I w tej licz­bie będę też ja, mimo, że tego nie popie­ram. Ale zagło­so­wa­łem na Kodos, żeby Kang nie wygrał, więc Kodos mówi, że ją popieram.

    Jesz­cze jest to co Septi napi­sał, że moje popar­cie to jest jedna nasto­mi­lio­nowa popar­cia i nie ma żadnego prak­tycz­nego zna­cze­nia. Bo nie ma. A celem tych wszyst­kich kam­pa­nii „idź­cie na wybory” jest poli­tyczna legi­ty­mi­za­cja duopolu par­tii na P i panów na K — skoro TYLU ludzi zagło­so­wało na jed­nego albo dru­giego, to zna­czy że wyborcy nie chcą żadnych innych opcji. A to nie jest prawda.

    Jaśniej naprawdę nie umiem.

  • @septi: Nie wiem o jakim piwku piszesz, ale dwa piwa to nie jest wykro­cze­nie, tylko ok. 0,8 pro­mila 1-2h po spo­ży­ciu dla męż­czy­zny o wadze 80 kg.

    Co do reszty wywodu, moje sta­no­wi­sko jest takie, że kara­nie (lub nie) nie zmie­nia spo­ży­cia uży­wek, „lewy” alko­hol jest tego dobrym przy­kła­dem. Kry­te­rium decy­du­ją­cym jest cena i normy środo­wi­skowe, nie legal­ność. Nato­miast _jeśli_ ktoś potrafi wyka­zać w obiek­tyw­nych bada­niach (pro­po­nuję np. doży­wo­cie za jazdę po pijaku i 3 lata bez żadnego wypadku z winy pija­nego kie­rowcy — wtedy uwie­rzę), że kara­nie (lub wyso­kość kar) wpływa na powszech­ność zja­wi­ska, to jestem za karaniem.

  • septi wrote:

    @rozie
    No więc gdyby mieć bada­nia, że kara­nie za pro­wa­dze­nie po pija­nemu wpływa na powszech­ność pro­wa­dze­nia po pija­nemu, to należy karać.
    Moje pyta­nie czy to fak­tycz­nie jest to samo, co gdyby w świe­tle ewen­tu­al­nych badań wska­zu­ją­cych, że kara­nie za spo­ży­wa­nie i posia­da­nie alko­holu ma wpływ na spo­ży­cie. Albo że kara­nie za nosze­nie fla­ne­lo­wych koszul zmniej­sza powszech­ność nosze­nia fla­ne­lo­wych koszul.
    I to jest rze­czy­wi­sta kwe­stia róż­nic mię­dzy opcjami politycznymi:na ile i w sto­sunku do czego prze­pro­wa­dza się takie rozumowanie.

  • @Alex: Rozu­miem, że dla Cie­bie obec­nie prio­ry­te­towe pro­blemy w życiu to związki part­ner­skie i ganja.
    Reszta jest już drugo planowa. :)

  • @gaber

    Na wszyst­kie prio­ry­te­towe sprawy w moim życiu wybór któ­re­go­kol­wiek pana K ma wpływ miesz­czący się w zakre­sie od bar­dzo nega­tyw­nego do nie­istot­nego. Wyraź­nie pozy­tyw­nych żadnych.

    Ladna dema­go­gia, BTW.

Leave a Reply

Your email is never shared.Required fields are marked *