Category Archives: dźwięki

do 22kHz

Żyjemy w cyberpunku (26): lokalne ekstrema, w tym także idoru z cyckami.

Naj­lep­szą rze­czą jaką Wilia­mowi Gib­so­nowi przy­szła do głowy, było stwier­dze­nie, że przy­szłość już tu jest, tylko nie­rów­no­mier­nie roz­ło­żona. Dzi­siaj tra­fiły do mnie dwa newsy z przy­szło­ści naszego kraju: 4chan pwnz TIME.com, duży sza­cun, za całość przed­się­wzię­cia w sumie; idoru z Argen­tyny, z cyc­kami (wiki): Zasta­na­wia­ją­cym się co Sabrina „chcę mieć naj­więk­sze sili­kony świata Sabrok ma wspól­nego z cyber­pun­kiem, wyja­śniam, że nie dość że

Now playing: GMM.

[kisił mi się ten post, aż benzo mnie spro­wo­ko­wał do skoń­cze­nia] Kiedy moi pod­sta­wów­kowi współ­ple­mieńcy tłu­kli się o to czy lep­sze jest Lady Pank czy Repu­blika, ja słu­cha­łem bry­tyj­skiego elec­tro w czy­sto syn­te­za­to­ro­wych aran­ża­cjach Benna Dagli­sha. Jego naj­więk­sze dzieło brzmi tak (wła­ściwa melo­dia zaczyna się od gon­gów na początku poziomu): Póż­niej prze­sia­dłem się na Amigę, na peceta

Melodyjka z Sondy.

Raz czy dwa chyba na koniec odcinka „Sondy” pole­ciała taka elek­tro­niczna, kom­pu­te­rowa melo­dyjka, która strasz­nie mi się spodo­bała. Mama powie­działa, że nazywa się „Popcorn”. Byłem wtedy odcięty od kul­tury dźwię­ko­wej, i to było jak rzad­kie zja­wi­sko astro­no­miczne — jed­no­ra­zowe olśnie­nie Kilka lat póź­niej wresz­cie mia­łem magne­to­fon na któ­rym słu­cha­łem Jarre’a, Biliń­skiego i Pink Floy­dów. I odkry­łem, że kolega

OST.

[ten kawa­łek ide­al­nie mi wcho­dzi w nastrój bloga]

Now playing: „stratocaster strapped to your back // it’s semi-automatic like Dad’s”

Panie i pano­wie, oto przed wami pun­kowa bur­le­ska Amandy Pal­mer! Było w lep­szej jako­ści, udo­stęp­nione przez samą nią, ale dla­cze­goś YT zdjęło. Tu jest wer­sja live, ofi­cjalna:   A tutaj jest ofi­cjalny tekst pio­senki, post­nięty na forum przez samą autorkę, szacun!

Żyjemy w cyberpunku (21): witajcie w przyszłości.

[via czer­ski]

Pierwsza piosenka Smashing Pumpkins jaka mi się spodobała.

[na film też pewnie pójdę]

KIll Bill OST.

Prze­śla­duje mnie ostat­nio melo­dyjka ze ścieżki dźwię­ko­wej z Kill Bill — „Twi­sted Nerve”, ta co się zaczyna gwiz­da­niem. Pra­wie codzien­nie w auto­bu­sie czy na przy­stanku się komuś z współ­bliź­nich włą­cza; ja się wtedy odru­chowo obra­cam w tę stronę, nie wiem czemu bo w tele­fo­nie sam nie mam takiego dzwonka i z niczym mi się ta melo­dia nie koja­rzy. Mam wpraw­dzie nowy

ciche dni

Zbie­ra­łem się, żeby napi­sac coś o „cichych dniach a tu przy­cho­dzi mail, że cała płyta jest dostępna online, legal­nie. Co do samej muzyki, nie są to wbrew pozo­rom pio­senki, a raczej poezja śpie­wana, czy może recy­to­wana z pod­kła­dem muzyki. Coś co bez nacią­ga­nia ponad gra­nicę trzesz­cze­nia defi­ni­cji mogę uznać za pio­senkę, na pły­cie jest jedno – „Pio­senka poten­cjalna