Category Archives: komiksy

imperialistyczne historyjki obrazkowe

Schyłkowcy

Z oka­zji 50 rocz­nicy lotu Jurija Gaga­rina mia­łem tu napi­sać notkę o tym, że to fajna pozy­tywna oka­zja, takie ate­istyczne święto, upa­mięt­nia­jące jeden z naj­więk­szych suk­ce­sów w dzie­jach ludz­ko­ści. Ale póź­niej przy­szło mi do głowy, że nie ma się z czego cie­szyć, nie poszli­śmy wiele dalej, ludzie teraz nie odda­lają się na wię­cej niż kilka tysięcy kilo­me­trów od powierzchni

Straine jest w pytę

Łatwo mnie nacią­gnąć na kasę. Wystar­czy być twórcą niszo­wych dzieł, rzu­tem na taśmę wydać coś w niskim nakła­dzie, roz­gła­szać to w rów­nie alter­na­tyw­nych środ­kach maso­wej komu­ni­ka­cji, a wysu­płam kasę i z drże­niem serca będę póź­niej roz­pa­ko­wy­wał wymiętą kopertę w któ­rej nadej­dzie Dzieło. W ten spo­sób na moje półki tra­fiło kilka zupeł­nie niszo­wych RPG (np „Pup­pe­tland”) i kilka pro­duk­tów Pana Ryby. Oraz „Stra­ine:

Linki: nowe Daily

Odci­nek jest o nie­na­wi­ści. Jakoś teraz mija rok, jak zakoń­czy­łem współ­pracę z firmą z wspo­mnia­nej w Daily branży. I jak odszedłem z IT.

Linki: anty-Weltschmerz, rysunkowy.

Kie­dyś to już zna­la­złem, zgu­bi­łem, a teraz Jakub buz­znął i Agata pode­słała. Stuff No One Told Me Ten jest mój ulubiony.

Trzeba będzie kupić.

boli blog na papierze

Communication’s breakdown.

Na impre­zie jest prze­si­le­nie, sia­dam na chwilę na fotelu, przede mną leży kupka komik­sów które ktoś przed chwilą oglą­dał, prze­rzu­cam co tam leży, wycią­gam dwa cien­kie zeszyty „Na szybko spi­sa­nego Śledzia. Zaczy­nam je prze­glą­dać, pierw­szy czy­ta­łem dawno, drugi w ramach oglą­da­nia pod­czas pro­mo­cyj­nego spo­tka­nia na Chłod­nej 25. Nagle pod­cho­dzi Michał i z tru­dem opa­no­wu­jąc buzu­jący w nim gniew

Piksele.

W lin­kach do webko­mik­sów nowa pozy­cja: pik­sele, czyli tro­chę taka endo po kra­kow­sku. Szcze­gól­nie pole­cam kate­go­rię „raster diza­ster prodżekt .

Zła karma, z ostrzeżeniem.

[jak ktoś ma PVeK-a o złej kar­mie to ja popro­szę o wrzu­ce­nie linka w kom­ciach] Wycho­dząc z mpiku pod palmą wywa­li­lem się na nie­rów­nym chod­niku; w naj­lep­szych spodniach. To było ostrze­że­nie. Zdą­ży­łem przejść pół prze­cznicy do kawiarni w któ­rej byłem umó­wiony, zamó­wić, zająć sto­lik i nowym tele­fo­nem zro­bić zdję­cie: Dwie minuty póż­niej posze­dłem ode­brać cap­pu­cino, i nio­sąc je do sto­lika potkną­łem się o drew­niany

Zabijemy świnkę prądem, wiesz? , albo nostalgia fanboja.

Osią pol­skiej kul­tury początku dwu­dzie­stego pierw­szego wieku zawsze będzie dla mnie „Pro­dukt . Nie pamię­tam już, co mnie do niego skie­ro­wało, chyba w poło­wie Shog, a w poło­wie recen­zje z „Mie­sięcz­nika (organu Śląskiego Klubu Fan­ta­styki). „Pro­dukt był dziec­kiem Śledzia, mło­dego gniew­nego komik­sia­rza pocho­dzą­cego z ABT, sko­mer­cja­li­zo­wa­nym pod­ziem­nym zinem. Przez więk­szość czasu życia maga­zynu, ser­cem „Pro­duktu jako pro­duktu było

Nieruchome obrazki.

Jestem w komiksie!

i wyszedłeś biały synku z czarną bronią w noc

No więc ja jestem prze­ko­nany, że to Adler to rysuje. A „koniec jest bli­ski wisi w fir­mie w cha­rak­te­rze pla­katu motywacyjnego.

Wyłowione z blogosfery.

Odkry­łem, że sporo zna­jo­mych ma oso­bi­ste blogi (nie, chwi­lowo ich nie będę tu lin­ko­wał), i na jed­nym z nich odkry­łem linka do inte­re­su­ją­cego webko­miksu. Lasko­cze mnie w to samo miej­sce co daily (daily lepsze).