Category Archives: miejsca

Żyjemy w cyberpunku: Hiroaki Protagonist nie miał takich oporów.

Wygrze­ba­łem kie­dyś takiego linka i mia­łem jakoś mądrze sko­men­to­wać z cyta­tami z „Zamieci , ale w mię­dzy­cza­sie Second Life się skoń­czyło. Raz pró­bo­wa­łem mu się przyj­rzeć, naj­pierw odbi­łem się długo o wyblo­ko­wa­nie reje­stra­cji nowych ludzi z sieci mojego ówcze­snego pro­vi­dera, a jak już się jakoś dosta­łem to ogól­nei bylo pusto, tylko w popu­lar­nych loka­li­za­cjach był taki pod­ręcz­ni­kowy samotny tłum. Z ogo­nami. Teraz jak się zasta­no­wić to

Raz a dobrze.

W prze­rwie łaże­nia po urzę­dach, posze­dłem na obiad w miej­sce, gdzie nie byłem od 10 lat. Do piz­ze­rii z jed­nym rodza­jem pizzy. Wcho­dzisz, sta­jesz w ogonku, tu ZAWSZE jest kolejka, i zaczy­nasz wypa­try­wać miej­sca przy sto­liku. Kie­dyś była tylko jedna sala, teraz jesz­cze otwo­rzyli drugą z tyłu. Sto­li­ków jest kilka, dużych, zawsze dosiada się do kogoś, albo ktoś się dosią­dzie. Menu? Dwa

Linki (6): basen atraktora.

Mapa poka­zuje, że roz­kład wyni­ków w pol­skich wybo­rach pokrywa się z gra­ni­cami zabo­rów. Ja nawet wiem gdzie dokład­nie ten atrak­tor ma gra­nicę. Na tra­sie Toruń/Warszawa w Alek­san­dro­wie Kujaw­skim jest punkt, gdzie za naj­bliż­szego sąsiada prze­staje się uwa­żać Niemcy a zaczyna Rosję (Ukra­inę, Bia­ło­ruś, Litwę, itd.).

Zimno i deszcz.

Wycho­dzę na deszcz. Za lekko się ubra­łem na tę podróż, w pro­gno­zie było dwa­dzie­ścia kilka stopni, nie chcia­łem wkła­dać dwóch warstw. Teraz jest zimno, od kilku godzin z prze­rwami pada. Idę na auto­bus, po dro­dze mło­dzian w malu­chu nie­bez­piecz­nie zajeż­dzą mi drogę, odska­kuję, pasa­że­ro­wie malu­cha śmieją się. Naprze­ciwko komendy poli­cji znak „ustąp pierw­szeń­stwa przy­płasz­czony do ziemi. Ktoś się nie

The Dreaded Gazebo.

Frau Schiller.

Wpa­dli­śmy zdy­szani (solidne przed­wo­jenne czwarte pię­tro bez windy) i Frau Schil­ler wykrzyk­nęła „You’re late! rado­śnie obu­rzo­nym tonem. Byli­śmy late, chyba ponad pół godziny. Za długo zosta­li­śmy w pomniku.

Pan Arek has left the building.

[po ośmiu miesiącach]

Rotring Art Pen.

Skrzy­żo­wa­nie Puław­skiej, Wał­brzy­skiej i Alei Lot­ni­ków to taki mój locus ter­ri­bi­lis. Pra­wie dokład­nie dwie godziny temu sze­dłem od metra. Prze­chwy­cił mnie jesz­cze zanim pod­sze­dłem do świa­teł. Nie chciał wysę­pić papie­rosa, na co na początku wyglą­dało. Smutny, krótko ostrzy­żony facet, chyba młod­szy ode mnie. Owalna twarz, zarost. Wycią­gnął z kie­szeni pudełko, pokrę­ci­łem głową. Nie chcia­łem, nie było mi

Blowjob w wyziębionym mieszkaniu.

Uciekł mi tram­waj. Zresztą, co sobie dzi­siaj uświa­do­mi­łem, cała histo­ria też zaczęła się od tram­waju z któ­rego wysia­dłem przy­sta­nek za wcze­śniej. Wycho­dzi­łem z klatki kiedy prze­je­chał, chcia­łem na niego zdą­żyć, doje­chać do metra, prze­sko­czyć na Słu­żew, zasnąć przy­tu­lony do kobiety. Póź­niej w roz­kła­dzie jest jesz­cze jeden, ale dojeż­dża tylko do Ząb­kow­skiej. Noc, zimno, mokro, ostatni przy­sta­nek – Stara

Uplink.

I tak oto, po wię­cej niż pól­tora roku, mam znowu swój wła­sny kom­pu­ter pod­łą­czony do sieci. Dziwne uczu­cie. A GPRS, EDGE i inne mocno rekla­mo­wane chu­je­muje ssą pałę, and that’s a pro­fes­sio­nal opinion.

Desktop.

Biurko w wer­sji beta jesz­cze nie zde­ploy­owane pro­duk­cyj­nie. [czy ktoś wie jak kazać word­pres­sowi poka­zy­wać załącz­niki nie­za­lo­go­wa­nym oglądaczom?]

Budka.

W DC, na rogu Alei Lot­ni­ków i Puław­skiej jest budka z wiet­nam­skim jedze­niem. Pole­cam tam genialną, aro­ma­tyczną golonkę po saj­goń­sku – sma­żoną z imbi­rem. 9.50 PLN.

Trybulacje z urządzaniem mieszkania part 2 — wanna.

Wymy­śli­łem i wykli­ka­łem sobie wannę. Pro­sto­kątną. Ladną, syme­tryczną, geo­me­tryczną. W kata­logu Koła. W kate­go­rii „wanny sta­lowe”. Została zawarta w pro­jek­cie łazienki i tro­chę dookoła niej ten pro­jekt się obraca. W poło­wie wrze­śnia poje­cha­łem do Casto­ramy żeby ją zamó­wić. W Casto­ra­mie nie mieli kata­logu Koła, jak­bym miał part num­ber to by mi zamó­wili. Zamó­wi­łem w Leroy-Merlin, ter­min dostawy 3 tygo­dnie, „ale powinna być

Drzwi cd.

… i bez prądu, bo zakła­da­jąc kotwy zro­bili zwar­cie w instalacji.

Drzwi bez klamek.

Insta­la­to­rzy od drzwi nie wzięli ze sobą osprzętu. Więc do wtorku rano mam dom bez klamek.

Trybulacje z urządzaniem mieszkania part 1 — Legrand.

Jeden z moich zna­jo­mych stwier­dził, że wszy­scy jego zna­jomi urzą­dza­jący miesz­ka­nie opo­wia­dają mu jakie to jest fru­stru­jące a on im strasz­nie zazdro­ści. Nie ma czego. Ten odci­nek jest spe­cjal­nie dla Jacka. Ja sobie wymy­sli­łem, że położę Ether­net. Ponie­waż nie może iść w pod­ło­dze (tam idą rury c.o.), pan Arek, „facho­wiec”, zasu­ge­ro­wał listwy przy­po­dło­gowe firmy Aspro, w któ­rych są kanały kablowe.