Category Archives: przedmioty

matka materia

Rotring Art Pen.

Skrzy­żo­wa­nie Puław­skiej, Wał­brzy­skiej i Alei Lot­ni­ków to taki mój locus ter­ri­bi­lis. Pra­wie dokład­nie dwie godziny temu sze­dłem od metra. Prze­chwy­cił mnie jesz­cze zanim pod­sze­dłem do świa­teł. Nie chciał wysę­pić papie­rosa, na co na początku wyglą­dało. Smutny, krótko ostrzy­żony facet, chyba młod­szy ode mnie. Owalna twarz, zarost. Wycią­gnął z kie­szeni pudełko, pokrę­ci­łem głową. Nie chcia­łem, nie było mi

Przerażający przedmiot…

…leżał na sto­isku z chińsz­czy­zną w cen­trum han­dlo­wym: jedwabna powłoczka na pudełko jed­no­ra­zo­wych chu­s­te­czek higie­nicz­nych. Chu­s­teczki wycho­dzą przez zgrabną szcze­linę w wyszy­wa­nym jedwa­biu. Do tego naszyte chiń­skie monety z dziurką i jedwabne frędzle i kutasy. Różne kolory, nie można prać, zwłasz­cza w pralce.

Koniec sezonu.

Wczo­raj wie­czo­rem następna gleba. Zbli­żone oko­licz­no­ści (hamo­wa­nie przy skrę­cie w lewo). Już chyba za zimno dla opon. Prawa ręka porząd­nie stłu­czona (trzy lądo­wa­nia na lewym kola­nie i pra­wej dłoni). Mam dość… koniec sezonu. A chcia­łem dojeź­dzić do urodzin.

Tylny hamulec.

We wszyst­kich arty­ku­łach i dys­ku­sjach o jeż­dze­niu moto­cy­klem jest o nie­uży­wa­niu hamulca tyl­nego (u mnie lewa klamka, w moto­cy­klach pedał pra­wej nogi, a na tej klamce jest sprzę­gło). Tro­chę się dzi­wi­łem bo w sumie ze trzy mie­siące prze­jeź­dzi­łem głow­nie na tyl­nym bo przedni miał wygiętą tar­czę i nie dało się nim płyn­nie hamo­wać (nowa tar­cza – 350 zetów). Ale się już dowie­dzia­łem. Jadę

Kraksa

No to mia­łem w czwar­tek pierw­szy poważny wypa­dek na sku­te­rze. Stuk­nęli mnie z tyłu na skrzy­żo­wa­niu, ja spa­dłem, skut prze­le­ciał z 5 metrów do przodu i się roz­wa­ilił. Skutki? Ja: jedno malut­kie dra­śnię­cie na małym palcu pra­wej ręki, ogólne obtłu­cze­nie i słaby wstrząs mózgu (byłem w kasku inte­gral­nym, kurtce i dłu­gich spodniach). Sprzęt prze­żył to gorzej: pęk­nięty pla­stik (nowy — jakieś 500PLN),

Gleba

Dzi­siaj rano, usta­wia­jąc się na par­kingu do wyjazdu pracy zali­czy­łem glebę par­kin­gową. Chy­bał się, chy­bał, no i dup, leży. Na szczę­ście na prawo gdzie już jest pory­so­wane po szli­fie. Na jesieni pójdę do lakier­nika. Ze wstęp­nych usta­leń ze sześć stów będzie mnie chwila ner­wów na Wila­now­skiej kosz­to­wać, to nie motur z gmo­lami. Odkle­iła się do końca gumowa

Skuter

Firma dla któ­rej pra­cuję prze­pro­wa­dziła się z cen­trum War­szawy (ul Pod­wale) na pery­fe­rie. Nagle ze spo­koj­nego 20-minutowego dojazdu zro­biła się godzinna wyprawa z prze­siadką (jeź­dzi tam jeden auto­bus, na szczę­ście w miarę czę­sto). No to trzeba zor­ga­ni­zo­wać sobie środek trans­portu. Rower odpadł, po 10km na rowe­rze wygląda się nie­wyj­ściowo, zwłasz­cza w środo­wi­sku biz­ne­so­wym. Na samo­chód mnie nie stać

mealbox

Jest sobie nor­we­ska para arty­stów, któ­rzy wymy­ślają inte­re­su­jące rze­czy: meal­box to wypo­sa­że­nie jadalni w stylu japoń­skim, po zło­że­niu miesz­czące się w pro­sto­pa­dło­ścia­nie o naj­dłuż­szym boku 77cm. Na stro­nie są zdję­cia z baru który urzą­dzili, poja­wił się też ostat­nio nowy pro­jekt — mega­ka­napa. Tylko nie wia­domo czy któ­ra­kol­wiek z tych rze­czy (poza barem i może jesz­cze krze­słem) ist­nieje naprawdę. Ilu­stra­cje są wyraź­nie ren­de­ro­wane.

Zamiast osobnej strony o iAUDIO

Jakąś chwilę temu (powiedzmy z pół roku) chcia­łem sobie kupić odtwa­rzacz do MP3. Niby – jest tego mnó­stwo, z pamię­cią flash, twar­dymi dys­kami, jakie chcieć. Naj­pierw myśla­łem o tym żeby kupić fla­szo­wego 1GB plus dysk w kie­szeni do nosze­nia pli­ków, co skoń­czyło się decy­zją o naby­ciu dys­ko­wego. Dru­gim kry­te­rium był kodek. Swoje rze­czy trzy­mam w Ogg Vor­bis Q10. Na ringu pozo­stały