Category Archives: skuter

sqt

Notka o strachu.

[z oka­zji „roz­po­czę­cia sezonu dawno pla­no­wana notatka] Uśred­niona roz­mowa o jeż­dże­niu moto­rem wygląda tak: — Moto­rem jeż­dżę. — Ale to jest nie­bez­pieczne! Wujka Józka konia szwa­gra syn zabił się na moto­rze! Nie boisz się? — Boję się. Jak cholera. — …

SMS-nijcie do Shutego!

Roz­po­częło się gło­so­wa­nie w blo­go­wym compo. Gło­so­wa­nie jest SMS-owe, wyślij­cie tekst: G00752 na numer 7144. Oprócz tego polan­suję TWA: dwa blogi które czy­tam z zain­te­re­so­wa­niem Blog de Bart — C00133 Roz­po­zna­nie wzorca — E00186 Sku­tera pew­nie nie wygram, ale to nie­wielki żal, jeden już mam i wła­śnie zabie­ram się do sprze­da­wa­nia (może ktoś chce kupić pięć­dzie­siątkę Peu­ge­ota?). Do compo zapi­sa­łem się

Koniec sezonu.

Wczo­raj wie­czo­rem następna gleba. Zbli­żone oko­licz­no­ści (hamo­wa­nie przy skrę­cie w lewo). Już chyba za zimno dla opon. Prawa ręka porząd­nie stłu­czona (trzy lądo­wa­nia na lewym kola­nie i pra­wej dłoni). Mam dość… koniec sezonu. A chcia­łem dojeź­dzić do urodzin.

Tylny hamulec.

We wszyst­kich arty­ku­łach i dys­ku­sjach o jeż­dze­niu moto­cy­klem jest o nie­uży­wa­niu hamulca tyl­nego (u mnie lewa klamka, w moto­cy­klach pedał pra­wej nogi, a na tej klamce jest sprzę­gło). Tro­chę się dzi­wi­łem bo w sumie ze trzy mie­siące prze­jeź­dzi­łem głow­nie na tyl­nym bo przedni miał wygiętą tar­czę i nie dało się nim płyn­nie hamo­wać (nowa tar­cza – 350 zetów). Ale się już dowie­dzia­łem. Jadę

Kraksa

No to mia­łem w czwar­tek pierw­szy poważny wypa­dek na sku­te­rze. Stuk­nęli mnie z tyłu na skrzy­żo­wa­niu, ja spa­dłem, skut prze­le­ciał z 5 metrów do przodu i się roz­wa­ilił. Skutki? Ja: jedno malut­kie dra­śnię­cie na małym palcu pra­wej ręki, ogólne obtłu­cze­nie i słaby wstrząs mózgu (byłem w kasku inte­gral­nym, kurtce i dłu­gich spodniach). Sprzęt prze­żył to gorzej: pęk­nięty pla­stik (nowy — jakieś 500PLN),

Gleba

Dzi­siaj rano, usta­wia­jąc się na par­kingu do wyjazdu pracy zali­czy­łem glebę par­kin­gową. Chy­bał się, chy­bał, no i dup, leży. Na szczę­ście na prawo gdzie już jest pory­so­wane po szli­fie. Na jesieni pójdę do lakier­nika. Ze wstęp­nych usta­leń ze sześć stów będzie mnie chwila ner­wów na Wila­now­skiej kosz­to­wać, to nie motur z gmo­lami. Odkle­iła się do końca gumowa

Skuter

Firma dla któ­rej pra­cuję prze­pro­wa­dziła się z cen­trum War­szawy (ul Pod­wale) na pery­fe­rie. Nagle ze spo­koj­nego 20-minutowego dojazdu zro­biła się godzinna wyprawa z prze­siadką (jeź­dzi tam jeden auto­bus, na szczę­ście w miarę czę­sto). No to trzeba zor­ga­ni­zo­wać sobie środek trans­portu. Rower odpadł, po 10km na rowe­rze wygląda się nie­wyj­ściowo, zwłasz­cza w środo­wi­sku biz­ne­so­wym. Na samo­chód mnie nie stać