Nie pamiętam już skąd wracałem, chyba z poczty. Idąc spękaną asfaltową alejką na obrzeżu Parku Bródnowskiego, gdzieś na wysokości pary betonowych koszy na śmieci blokujących przejazd samochodom, mijam grupkę młodszych nastolatków. Dociera mnie strzępek dialogu poprzedzielanego yyy i eee i powłóczeniem nogami; jeszcze się nie przyzwyczaili do nowych proporcji ciała, nadciągającej dorosłości. Między nimi, jeden z wyższych, chłopak w pięknej …