Tag Archives: weltschmerz

Z Twittera J. P. Barlowa.

How did this old thing get wrap­ped aro­und me?” — Miriam Jen­kins Bar­low, my mother, at age 93. „How old are you?” I asked. „Oh, about 17, same as you.” she replied. Everyone’s dying. The only questions are: How soon? and, How fully lived is the interval?

Linki: anty-Weltschmerz, rysunkowy.

Kie­dyś to już zna­la­złem, zgu­bi­łem, a teraz Jakub buz­znął i Agata pode­słała. Stuff No One Told Me Ten jest mój ulubiony.

Protected: Jutro jest pierwszy dzień reszty mojego życia.

There is no excerpt because this is a pro­tec­ted post.

To whom it may concern.

Konto na Face­bo­oku zało­ży­łem sobie tro­chę z nudów a tro­chę z cie­ka­wo­ści, Zna­leźli mnie jacyś ludzie, zaczęli doda­wać do zna­jo­mych, a potem zaczęły przy­cho­dzić zapro­sze­nia do tego czy tam­tego. Przez chwilę było mi miło, że ludzie zapra­szają mnie oso­bi­ście do jakichś istot­nych kawał­ków swo­jego życia. Ale potem się zorien­to­wa­łem, że po pro­stu kli­kają „Invite all friends” czy jak się to

Przełamanie.

Arty­kuł zna­la­złem via brutto, ale dopiero MRW mnie spro­wo­ko­wał, żeby zare­ago­wać w drugą stronę. Nie wiem czy to jest do końca o mnie, w ’89 mia­łem naście lat a nie 10, byłem tym kole­siem co miał swój kom­pu­ter (naj­pierw VIC-20, potem C=64), i chyba dla­tego pamię­tam tro­chę ina­czej niż MRW. Co pamię­tam? Przede wszyst­kim olbrzymi stres trans­for­ma­cji, kiedy pra­wie z dnia na

Protected: Z każdym porankiem silniejszy zapach spalenizny.

There is no excerpt because this is a pro­tec­ted post.

Brak kontaktu z człowiekiem.

Zda­rzyło mi się ostat­nio kilka razy, że dzień który w pla­nach miał być pozy­tywny i pro­duk­tywny i roz­wi­ja­jący, spę­dzi­łem, jak się oka­zało po wie­czor­nej intro­spek­cji, na kli­ka­niu w kom­pu­ter, a po dru­gim prze­biegu auto­re­flek­sji, na śledze­niu blo­gów, bli­pów i innych twit­te­rów. Po padzie sys­temu nie odtwo­rzy­łem wiel­kiej listy RSS-ów dają­cej czło­wie­kowi przy­jemne złu­dze­nie, że jest wśród tych co wie­dzą co się dzieje, i odruch wci­ska­nia

Nie lubię pamiętać snów.

[rzadko opo­wia­dam swoje sny i na szczę­ście je szybko zapo­mi­nam] Dzi­siaj śniły mi się przy­go­to­wa­nia do speł­nie­nia wszyst­kich moich naj­głęb­szych tęsk­not, tych o któ­rych nigdy nie mówię i nie piszę, nawet pod naj­cięż­szym krypto. I któ­rych nie da się speł­nić. A kiedy już to miało się zacząć się dziać, to jakaś część mojej świa­do­mo­ści kazała mi się obu­dzić. Posze­dłem

Pojechać do Karola.

Szyb­kim rzu­tem zaglą­dam na jeden z tych blo­gów na które zaglą­dam tylko cza­sami, a tam: …na przy­klad wielu ludziom wciaz wydaje sie, ze tym­cza­sowo maja kociol w pracy i musza zosta­wac po godzi­nach, ale juz w przy­szlym tygo­dniu bedzie dobrze i pojda na piwo, a potem sie oka­zuje, ze to tym­cza­sem trwa dzie­siec lat i jak wia­domo z fil­mow fabu­lar­nych, tym­cza­sem nie wypili piwa,

Cytat dnia.

[kie­dyś zbie­ra­łem cytaty, mam tego w sumie kil­ka­set kilo­baj­tów, bac­klog sko­ja­rzeń z kilku lat] „Pra­wi­cie o zobo­jęt­nie­niu na sztukę inży­nie­rów, tech­ni­ków i innych funk­cjo­na­riu­szy? Kie­dyż był moż­liwy dia­log mię­dzy arty­stą a kół­kiem w maszy­nie? Nato­miast co dzień stwier­dzam, jak łasy na bla­ski arty­zmu staje się ten co, wcią­gnięty w tryby, zacho­wał dość czło­wie­czeń­stwa aby poczuć, że mu łamią kości.” — Witold Gombrowicz

Linki (10): Weltschmerz z cyckami.

David Kra­mer @ aeroplastics

Linki (9): wypalenie.

Jeden mój zna­jomy pisze (zamknię­tego, dla­tego nie lin­kuje) bloga, po któ­rym jak na dłoni można zoba­czyć wypa­le­nie. Aku­rat zna­la­złem na ten temat nie­zły arty­kuł w New York Maga­zine. Cza­sem się zasta­na­wiam, co chciał­bym, robić w zyciu.

Na całe zło świata.

[pro­log, kilka lat temu, roz­mowa z Grze­go­rzem, odtwa­rzana z pamięci] — Czy­ta­łeś w ostat­niej „Poli­tyce …? — Nie czy­tam „Poli­tyki . — A co czy­tasz, „Wprost ? — Też nie. — To skąd wiesz co się dzieje? — Nie wiem. Nie chcę wie­dzieć. Jak będzie wojna to dostanę kartę mobi­li­za­cyjną, a rze­czy mniej­szego kali­bru, po co o nich wie­dzieć? Ale to poza.

Cytat dnia.

[od dawna mia­łem ochotę to blo­gnąć, ale nie było oka­zji] Kow­boj ode­zwał się. — Poczu­łeś coś dziw­nego? Okru­chy snu sypały mi się z kąci­ków oczu w kla­wia­turę, w sied­mio­kla­wi­szową oko­licę U I H J K N i M. — Nie. — Jakby zimny podmuch. Nagle za ścianką zagródki Kaitlin pocią­gnęła nosem, i nie wsta­jąc, ode­zwała się. — Masz dresz­cze, bo nie masz oso­bo­wo­ści. Jesteś przy­gnę­bia­ją­cym misz-maszem

Zimno i deszcz.

Wycho­dzę na deszcz. Za lekko się ubra­łem na tę podróż, w pro­gno­zie było dwa­dzie­ścia kilka stopni, nie chcia­łem wkła­dać dwóch warstw. Teraz jest zimno, od kilku godzin z prze­rwami pada. Idę na auto­bus, po dro­dze mło­dzian w malu­chu nie­bez­piecz­nie zajeż­dzą mi drogę, odska­kuję, pasa­że­ro­wie malu­cha śmieją się. Naprze­ciwko komendy poli­cji znak „ustąp pierw­szeń­stwa przy­płasz­czony do ziemi. Ktoś się nie

Communication’s breakdown.

Na impre­zie jest prze­si­le­nie, sia­dam na chwilę na fotelu, przede mną leży kupka komik­sów które ktoś przed chwilą oglą­dał, prze­rzu­cam co tam leży, wycią­gam dwa cien­kie zeszyty „Na szybko spi­sa­nego Śledzia. Zaczy­nam je prze­glą­dać, pierw­szy czy­ta­łem dawno, drugi w ramach oglą­da­nia pod­czas pro­mo­cyj­nego spo­tka­nia na Chłod­nej 25. Nagle pod­cho­dzi Michał i z tru­dem opa­no­wu­jąc buzu­jący w nim gniew